niedziela, 8 maja 2016

Nowa!

Powitajmy Nabi!

Od Noemi CD Mike'a

Poszedł. Muszę przyznać, że jest całkiem taktowny. Z cichym westchnieniem ponownie usiadłam na ławce, zastanawiając się czy Michael się już poddał. Jeżeli tak to szkoda, wydawał się całkiem ciekawy. W sumie miły gość i nawet całkiem... fajny. Mój wzrok padł na coś, co leżało nieopodal mnie. Sięgnęłam po ów przedmiot. Portfel. Aha, ja to zawsze szczęście mam. Zawołać go czy ryzykować kolejne spotkanie? Czy ja podświadomie nie chcę spotkać go jeszcze raz?
Nie mogę myśleć ten sposób. Och, po prostu oddam mu ten cholerny portfel.
Zawołałam Michaela. Odwrócił się i podszedł do mnie, pytając o co chodzi. Wyszłam w jego stronę, wyciągając ku niemu wolną rękę (w drugiej trzymałam smycze).
- To twoje... - powiedziałam, a w moim głosie było słychać niepewność, jakby cień zawahania.
- O, dzięki. - uśmiechnął się lekko.
Jeszcze jedna jego cecha, którą udało mu się wyłapać. Na pewno zapominalski. Korciło mnie żeby zapytać, czy zawsze o wszystkim tak zapomina, ale zrezygnowałam z tego pomysłu. To wywołało między nami niezręczną ciszę.
Nagle gdzieś niedaleko coś niesamowicie huknęło, niebo, z którego luną deszcz rozświetliła błyskawica, przecinając je na pół. Nie ma niczego takiego, czego bałabym się bardziej niż burzy. Sparaliżowały mnie niezbyt przyjemne wspomnienia.
Ocknęłam się dopiero, kiedy Mike lekko szarpnął mnie za ramię. Odskoczyłam od niego, przestraszona.
- W porządku? - zapytał. To dziwne, ale zdawało mi się jakby rzeczywiście się mną przejmował.
- Jasne. - odparłam chłodno. - Mmm... lepiej stąd chodźmy. - zaproponowałam.
Michael nie odpowiedział mi, tylko poszedł za mną. Kierowałam się w stronę mojego osiedla, oczywiście chłopak próbował wcisnąć na mnie swoją kurtkę, ale, z wielkim trudem, odmówiłam. Tym razem byłam, jak na mnie, nawet miła i powiedzmy, że przyjaźnie nastawiona. Nawet wywiązała się miedzy nami jako taka rozmowa, jeśli można to tak nazwać. Bo głównie Michael się odzywał. Dlaczego on musiał być takim ideałem faceta? Ugh, jakby był zwykłym, pospolitym dupkiem i skończonym idiotą poradziłabym sobie szybciej. A tak, to nie miałam pojęcia co robić. Wreszcie znaleźliśmy się pod moim blokiem. I ja, i on zdążyliśmy już doszczętnie przemoknąć.
- No to ja już będę leciał. - powiedział.
- Żartujesz sobie? Nie ma mowy, w tak ulewę... Wejdź. - oparłam się o drzwi, które nie chciały ustąpić, ale w końcu otworzyły się.
Mike zaśmiał się.
- Jeżeli nie wejdziesz, będę miała wyrzuty sumienia z twojego powodu - powiedziałam zgodnie z prawdą. To nie moja wina, że tak mam. - więc bądź tak miły i wejdź do środka chociażby dla świętego spokoju.

Mike, wejdziesz?