Pierwsza, nie wiem jak działa na nią to miejsce, ale kupiłbym jej całą tą zapchloną stadninę aby wyglądała i zachowywała się tak swobodnie jak dziś. Choć i tak wiem, że nigdy na to nie przystanie... A szkoda bo te pieniądze, które bym na to miejsce wydał byłyby niczym w porównaniu z tym co dziś czułem i jak się dziś czułem.
Druga sprawa jej chichot i szczery, rozbrajający uśmiech są naprawdę nieziemską sprawa. Nie wiem czy sprawia to fakt, że jest to tak unikalne i niepowtarzalne doświadczenie czy ona po prostu robi to w inny, nietypowy sposób. Ponadto figlarna i wesolutka Sav to jest.
Trzecia, nie mam do cholery bladego pojęcia co wpłynęło na jej asertywność i chęć zmieny dotychczasowego życia, że zgodziła się na moją nieskromnie mówiąc zaiście wspaniałą propozycję. Choć robię to dla niej to wgłębi duszy jestem świadom, że po części też dla siebie abym miał pewność, że jest bezpieczna i godnie traktowana.
- To chyba najpiękniejszy dzień mojego życia - wymamrotałem beztrosko i z młodzieńczym wigorem. Tak jestem świadom tego, że często zachowuję się na wiele więcej lat niż mam ale trudno taki już jestem. Podsycony emocjonującą chwilą poderwałem Sav do góry na ręce lekko ją podrzucając. Była leciutka niemalże jak piórko. Następnie ją przytuliłem i w objęciach okręciłem się z nią kilka razy.
Na ziemię sprowadziły mnie oklaski i pogwizdywania ludzi. U licha do kurwy nędzy niech zajmą się sobą i szczerze miałem ochotę im to powiedzieć ale A nie wypada mi bo jestem tu na oficjalu i B te istoty są w jakimś stopniu bliskie Savannah .
Odstawiłem ją na ziemie kątem oka widząc jak pali buraka. Nie, nie, nie zaraz mi się zamknie. Ścisnąłem ją mocniej za rękę i nisko się ukłoniłem pociągając ją za sobą.
- Dziękujemy, te gromkie brawa były naprawdę wzruszające. Nie trzeba było. - rzuciłem teatralnie przejmującym głosem, jednak jedyną osobą która mogłaby się czegokolwiek domyślać była ta która w lekim szoku stała po mojej prawicy. Odwróciłem się ponownie do dziewczyny mając głeboko gdzieś całą resztę. Hmm... W sumie niech patrzą, niech wiedzą z kim będą mieli do czynienia jak coś jej zrobią.
- Od kiedy możesz zacząć?
- Jeszcze nie złożyłam wypowiedzenia.- wzruszyła przepraszająco ramionami.
- Cudownie. Mój prawnik się wszystkim zajmie! - klasnąłem entuzjastycznie w dłonie. Jej menegerka przeczyta takie wypowiedzenie o jakim jej się nawet nie śniło.
- Chris... Ale naprawdę...
- Nie ma w ogóle dyskusji. Zajmę się tym, karta pracy musi być poprawnie uzupełniona, ah z resztą Ty się niczym nie przejmuj. Jutro ustalimy wszystkie szczegóły. Zaczniesz od stażu i przy okazji wyrobisz sobie okres próbny. Hmmm... Nie wiem jeszcze na jakie stanowisko Cie przydzielić, ale to obgadamy również jutro.
- To było z góry przesądzone? Mówisz jakbyś miał to wszystko zaplanowane. - spojrzała na mnie skonsternowana.
- Nie lubię być nieprzygotowany. Więc istnieje pewne prawdopodobieństwo, że już co nieco planowałem. - prychnąłem jakby to była oczywista oczywistość. - A poza tym potrafię być niezwykle przekonujący. - wykonałem znaczący ruch brwiami i puściłem jej oczko. Oh... Maleńka gdybyś tylko wiedziała... Twoje wypowiedzenie czeka gotowe od dawna a umowy o prace w różnych wariantach również niecierpliwie oczekują na Twój podpis, ale na swoje szczęście nie wiesz...
- Jesteś niemożliwy.
- Ah, przestań. Dobra zabieram Cię stąd. Wracasz ze mną moim super, ekstra firmowym samochodem? - zapytałem z chłopięcą radością.
- Skoro proponujesz to z takim entuzjazmem to nie mogę Ci odmówić... Jak dziecku.
- Dziecku? - zapytałem i przechyliłem lekko głowę.
- Tak, jak dziecku.
- Skoro tak mówisz. Dobra to ja lece po Twoje rzeczy do wozu trenera.
Jak powiedziałem tak zrobiłem. Tylko, że nie był to jedyny cel mojej wizyty.
- Mam do pana sprawę nie cierpiąca zwłoki. - rzuciłem poważnie.
- Tak? Co się dzieje?
- Chciałbym kupić konia na którym jeździła Savannah. - nie ma co się pierdolić. Krótko, zwięźle i na temat.
- W sensie Enzo?
- Jeżeli tak ma na imię to tak.
- Niestety ten koń nie jest na sprzedaż. - westchnął ciężko. Proszę mi wierzyć... Za odpowiednią cene wszystko jest na sprzedaż nawet pańska matka.
- Jestem pewien, że spełnie pańskie wymagania cenowe. Jest to dla mnie ważne. Proszę się nie martwić nie ja go będę dosiadał.
- Ah... Uffff... Już się niepokoiłem. - ha, zabawne.
- Chce sprawić komuś.., mi ważnemu prezent. Będzie w dobrych rękach i prawdopodobnie nadal zostanie w stadninie tylko zmieni się nazwisko właściciela na papierku.
- No nie wiem...Sam koń jest wart około 7 tysięcy dolarów, ale...
- Dam panu 10.
- To naprawdę dużo pieniędzy.
- O stan mojego konta proszę się nie martwić. Jeżeli umowa stoi to chciałbym od razu załatwić formalności i opłacić pobyt konia w ośrodku.
No i osiągnąłem swój cel. Uścisnęliśmy sobie ręce, wypełniliśmy dokumenty na nazwisko Katrick, wypisałem czek i poprosiłem o pozostawienie tego w tajemnicy. To ma być niespodzianka.Teraz jedynie poczekać na odpowiedni moment.
***
Umówiłem się z Sav w swoim biurze o godzinie 8:15. Zjawiła się punktualnie co do cła. To się ceni i to bardzo.
- Witam. - powiedziałem formalnie i wyciągnąłem w jej kierunku rękę. Tak, oddzielam życie prywatne od zawodowego. - Cieszę się, że udało się pani przybyć na czas. Proszę usiąść. - odsunąłem lekko krzesło naprzeciw siebie i kiedy Savannah siadała mogłem przyjrzeć się jej strojowi. Był śliczny i odpowiedni do sytuacji.
- Mnie również jest niezwykle miło.
- Mam pani do zaoferowania dwa stanowiska, oba równie odpowiedzialne i podobnie płatne. Jedno z nich to sprzedawca w sklepie jubilerskim, a drugie to mój asystent czyli taka sekretarka. Cenię sobie niezawodność, jednak decyzja należy do pani. Naturalnie każde ze stanowisk stwarza możliwość późniejszego awansu i dalszego rozwoju.
Nasza rozmowa przebiegła dalej bez zbędnych problemów. Chętnie odpowiadałem na pytania oraz dyskutowałem z panną Katrick. Będzie dobrym pracownikiem na jednym ze stanowisk.Poprosiłem również o szybką decyzję i odpowiedź co do decyzji, które stanowisko podejmie. Przedstawiłem też wypowiedzenie, które mam zamiar za jej zgodą przesłać do jej niemalże byłej pracy.
Tak maleńka, formalności załatwiamy per pan, natomiast w czasie przerw i poza pracą wracamy do normalnej relacji. Tak to już jest i nie podlega to zmianom.
< Sav? Co wybierzesz? ♥ >