niedziela, 19 czerwca 2016

Od Lex CD Lionka

Śniła mi się mama. Taka, jaką pamiętam z dzieciństwa. Miała piękne, jasne włosy, które sięgały do pasa i zwiewną sukienkę w kwiaty.
-Nie bój się, Lex. Nie bój się. Wszystko będzie dobrze-powiedziała z uspokajającym uśmiechem. Podeszła do mnie i mnie przytuliła. Pachniała bzem. Bzem i agrestem. Ja też kocham ten zapach.
-Mamo... Mamo, co ja mam zrobić?-spytałam patrząc jej w oczy.
-Pamiętaj, że nie możesz się martwić. Ja zawsze przy tobie będę. Kocham Cię, córeczko.
Nagle za mamą rozbłysło bardzo jasne światło. Spojrzała się w nie i z powrotem odwróciła się do mnie. Uśmiechnęła się smutno.
-Muszę już iść-powiedziała, a ja poczułam, że zaraz się rozpłaczę.-Nie bój się i pamiętaj, że Cię kocham...-dodała i zniknęła w coraz jaśniejszym świetle.
Później już nic mi się nie śniło.
***
Kiedy się obudziłam bałam się spojrzeć na to jak wyglądam. Potrzebowałam prysznica i świeżych ubrań. Odsunęłam kołdrę, usiadłam na łóżku i mało nie dostałam zawału, kiedy zobaczyłam wpatrującego się we mnie Lionell'a.
-Jak się czujesz?-spytał. Cholera, ale trafne pytanie.
-A Ty jak byś się czuł, co?-mruknęłam i z powrotem wlazłam pod kołdrę. Lion wstał i usiadł na łóżku obok mnie. Odgarnął mi włosy z twarzy.
-Nie dotykaj mnie.
-Lex...
-Powiedziałam: nie dotykaj mnie. Mam ci to napisać, czy co?
-To powiedz mi chociaż jak się czujesz.
-W porządku.
-Potrzebujesz czegoś?-spytał. I to pytanie przeważyło szalę.
-Tak-syknęłam.-Potrzebuję żebyś wyszedł. W tej chwili. Rozumiesz?
-Lex...
-Słyszysz mnie?-wrzasnęłam. Wypadłam spod kołdry i stanęłam przed nim. Tak, wiem, że to dzięki niemu nic mi się nie stało, ale należy zapobiegać, a nie leczyć. Gdyby nie gził się w klubie z tamtym lachonem, to by do tego nie doszło. Wiem, że nie powinnam go tak obwiniać, ale w tej chwili myślałam włącznie jednotorowo.
-Ta dziewczyna nic dla mnie nie znaczy, uwierz mi.
-Jasne, jasne-zaśmiałam się zgryźliwie.-A tam w klubie to się na Ciebie rzuciła. Umiem opatrywać rany, ale miejsc w których Cię pogryzła i podrapała chyba nie chcę oglądać-warknęłam. Nie chciałam przechodzić obok niego, bo pewnie by mnie złapał, więc przelazłam do drzwi przez łóżko.
-Lexington, posłuchaj mnie, do cholery!
-Do cholery to Ty się wynoś! No dalej, tu są drzwi.
-Nie chcę żebyś została sama.
-Tak? To trzeba było nie miziać się w klubie z tą babą! Wtedy byłabym przy Tobie i nic by się nie stało!
Zauważyłam, że go to zabolało. No i dobrze, niech boli. Mnie też bolało.
-Wynoś się. Idź do tej swojej kurwy. Nie chcę Cię więcej widzieć-warknęłam, otwierając drzwi.
Nie płacz, tylko nie płacz. Bo zobaczy, że Ci na nim zależy. Kurwa.
Otarłam oczy wierzchem dłoni i spojrzałam na niego.
-Wynoś się.
Co zadziwiające, tym razem grzecznie wypełnij moje polecenie. Kiedy tylko przestąpił próg zatrzasnęłam drzwi i zamknęłam wszystkie zamki.
-Otwórz!-załomotał.
Niech sobie krzyczy i niech wali w te drzwi, ja mu nie otworzę.
Nigdy więcej się nie zakocham. Nigdy.
Tak, przyznałam się przed sobą, że zakochałam się w Lionellu, bo, jeśli było inaczej, dlaczego to, co się stało tak cholernie mnie boli? Nie wiem. Zawsze coś musi się spierdolić. Zawsze. No ale cóż, co zrobisz jak nic nie zrobisz. Zostanę starą panną, kota już mam.
Lionku, co teraz poczniesz? Sorry, że takie nijakie, ale nie mam weny ;_;

Od Mai CD Andrija

Teraz jestem sama. Zostałam sama. 
- Ciekawe, kiedy wróci. Liczę, że dzisiaj na pewno. - Mówiłam sama do siebie.- Mam coś ważnego do powiedzenia. 
Strasznie bolała mnie głowa. To pewnie po wczorajszych alkoholach. I wgl...A nie, nie ważne. Wiedziałam, że jestem nadal u Andrij'a. Napisałam mu SMS'a. 

Hey. Mogłabym coś zjeść?

A po kilku chwilach odpisał mi:

Jasne Em . W chlebaku jest chleb, w lodówce wędlina, ser i pomidory, jest też sól. Jeżeli źle się czujesz, to możesz wziąść tabletki na ból głowy. Są nad umywalką w łazience, w takiej białej szafce. 

Pokierowałam się w stronę kuchni. Zrobiłam sobie kanapkę i wypiłam rumianek. Poszłam do łazienki. Głowa teraz tak mnie nap****ała, że musiałam wziąść tę tabletkę. Wróciłam na chwilę do domu. Na pieszo. Wzięłam psa, i... Poszłam spowrotem do domu chłopaka. (Chyba jeszcze nie chłopakaXd). Zastałam go tam. 
- O! Hej Andrij. Wróciłeś?- Powitałam go z uśmiechem.
- Tak, na sekundę. Muszę coś wziąśč.- Powiedział, i cmoknął mnie w policzek, a Sofię pogłaskał.
- Ale...Zanim wyjdziesz...Mam pytanie. Czy jeżeli bylibyśmy parą, to czy skończyłbyś albo z alkocholem, albo z fajkami?- Zapytałam niepewnie
[Andrij? Sory, że krótkie, ale czasu nie mam;(]

Od Savannah CD Christopher'a

Elegancki bankiet, na którym mam pojawić się z Chrisem jako jego osoba towarzysząca? Nie wiem, czy to dobre połączenie. To znaczy, ja w takim towarzystwie? Zupełnie nie będę tam pasować, a znając siebie samą i znając życie, odwalę coś głupiego i Chris będzie musiał się za mnie wstydzić.
Ale nie wierzę, że wokół niego nie ma lepszej dziewczyny, która na 100 procent lepiej nadawałaby się do tego, powiedzmy, zadania.
-Halo, Sav...
-Przepraszam, zamyśliłam się.
-Widziałem-odparł z lekkim uśmiechem.-Pytałem się, czy przystajesz na moje propozycje.
-Oczywiście, będzie wspaniale, kiedy będę mogła Ci towarzyszyć i z chęcią uczczę z Tobą fakt, że mam nową pracę-odparłam z niespokojnym uśmiechem.
Cholera jasna! Dziewczyno, coś Ty narobiła? Wiesz, że to nie będzie dobre, na pewno coś wywiniesz. Ale ten jego uśmiech... Nie potrafię się mu oprzeć.
-Wspaniale, wprost idealnie-uśmiechnął się jeszcze szerzej, a w jego oczach pojawiły się iskierki.
***
Cały tydzień dzielnie pracowałam, udało mi się nawet zdobyć kilka pochwał od Chrisa i niezmiernienie to cieszyło.
W końcu nadszedł jednak czwartek, a ja z przestrachem stwierdziłam, że przecież nie mam nic, w co mogłabym się ubrać na taką imprezę. Genialnie, wprost niesamowicie. Po pracy weszłam szybko do domu, przebrałam się w niebieski T-shirt, krótkie spodenki i rzemykowe sandałki. Zjadłam dwa kawałki chleba, wypiłam herbatę i wypadłam z domu na miasto.
Po godzinnym marszu przez sklepy odzieżowe miałam już dosyć wszystkiego, a zwłaszcza dosyć w sprzedawczyń, które patrzyły na mnie jak na coś, co przyczepiło im się do buta. Skąd je wszystkie biorą?
Mijając kolejną sklepową witrynę zobaczyłam suknię moich marzeń. Była wprost idealna. Uszyta z granatowego, lejącego się materiału, który błyszczał w świetle słońca. Jeśli dobrze się przyjrzeć, było widać na nim malutkie kwiatki szyte złotą nitką. Prosta, ale szykowna. Nie za krótka, nie za długa... Idealna.
Postanowiłam ją przymierzyć. Weszłam więc do sklepu i mocno się zdziwiłam, gdy zobaczyłam w środku Chrisa, który akurat wybierał krawat. No cóż, ten sklep miał w ofercie także męski ubiór i akcesoria.
Christopher spojrzał się na mnie i uśmiechnął się szeroko.
-Savannah, witaj-powiedział. Ekspedientka z niechęcią przeniosła wzrok z niego na mnie.
-Cześć-mruknełam i podeszłam do niego.
-Co Ty tutaj robisz?-spytał.
-Chodzę po mieście w poszukiwaniu sukienki na piątkowy bankiet-oznajmiłam.
-O cholera, przepraszam, Sav...
-Ale za co?
-Powinienem się spytać, czy masz się w co ubrać i towarzyszyć Ci w zakupach, by pomóc Ci wybrać suknię.
-Oj przestań...
-Nie, Savannah. Powinienem i koniec-powiedział to z uśmiechem, który był tak bardzo przekonujący i tak wspaniały, że pomyślałam, że zaraz się rozpłynę.-A więc... Wybrałaś już coś?
-Szczerze mówiąc, nie. Ale zobaczyłam tutaj pewną sukienkę i chciałam ją przymierzyć.
-Tak? A która to?
-Ta granatowa z wystawy-mruknęłam zakłopotana.
-Masz wspaniały gust, moja droga-odparł. Spojrzał się na ekspedientkę.-Poprosimy do zmierzenia tą granatową suknię.
Dziewczyna z westchnieniem wstała i poszła zdjąć suknię z manekina.
-Psze bardzo-mruknęła podając mi ją.
Wzięłam ją i ruszyłam do przymierzalni. Zdjęłam spodenki, bluzkę i buty i weszłam w suknię. Nie miała metki, więc ucieszyłam się, że jeszcze nie widzę jej ceny, bo na 100 procent jest mega droga.
Nie mogłam zapiąć sukni, a bałam się szamotać z zamkiem i głupio było mi zawołać Chrisa, więc starałam się zrobić to jak najdelikatniej i najspokojniej się da.
-Pomogę Ci z zamkiem-usłyszałam,  chwilę później do przymierzalni wszedł Chris.
Cholera, on czyta w myślach?
Zapiął do końca zamek sukienki i zapatrzył się na mnie.
-Wyglądasz niesamowicie. Jakby ta sukienka była właśnie dla Ciebie-powiedział, a ja poczułam, że jeszcze chwila i cała spłonę.
-No, jest ładna-wydukałam.
-Bierzemy ją.
Chyba go porąbało. Ta kieca będzie kosztować fortunę! Nie mam pieniędzy, muszę kupić coś na piątek i jednocześnie nie mogę pozwolić, by Chris fundował mi tak drogie rzeczy.
-Nie, Chris... Nie mogę tak. Będę mieć wyrzuty sumienia, jeśli mi ją kupisz, na pewno kosztuje majątek...
-Sav. Ja Cię zaprosiłem i jest to na mojej głowie. No, zdejmuj ją, sprzedawczyni ją zapakuje-powiedział, i wyszedł z przymierzalni, mówiąc ekspedientce, żeby nabijała rachunek.
***
Kiedy tylko razem z Christopherem przekroczyliśmy próg sali bankietowej dopadła nas grupka osób, jak mi się wydawało, większą jej część stanowili pracownicy firmy, w której ja także teraz pracuję.
-No no, Christopher-odezwał się młody blondyn, którego akurat nie kojarzyłam.-Przedstaw nam swoją towarzyszkę.
Czyli się zaczęło. O ludzie, prawie godzinę spędziliśmy na przedstawianiu mnie. Zupełnie nie rozumiałam, dlaczego każdy musi mnie poznać, ale starałam się robić jak najlepsze wrażenie. Po zapoznaniach przyszedł czas na poczęstunek - kelnerzy postawili na długich stołach różne eleganckie przysmaki.  Christopher uparł się, żebym spróbowała wszystkiego po trochu. Z grzeczności zgodziłam się, ale podziękowałam za to za alkohol, którego praktycznie w ogóle nie piję.
Po jedzeniu wszyscy toczyli kulturalne dyskusje na różne tematy. Ja raczej w nich nie uczestniczyłam, chyba, że Chris, który nie odstępował mnie na krok, pytał się mnie o coś, włączając mnie tym samym do rozmowy.
Z grzeczności nie patrzyłam na zegarek, jednak fakty były takie, że dłużyło mi się tutaj. Moim jedynym pocieszeniem było to, że Chris chyba także nie był wniebowzięty, bo parę razy widziałam, jak po rozmowie z którymś z gości przewracał oczami.
Na szczęście Christopher wkrótce oznajmił, że się zbieramy. Ucieszyłam się w duchu, bo nijak tu nie pasowałam, a na dodatek nie było chwili, żebym nie czuła na sobie czyjegoś wzroku.
Pożegnaliśmy się już nie ze wszystkimi, ale z tymi najbardziej ważnymi gośćmi i wyszliśmy.
-W końcu...-mruknął Christopher otwierając przede mną drzwi auta. Zamknął je za mną i obszedł samochód, by usiąść na miejscu kierowcy. Kiedy już to zrobił, odpiął sobie muchę, poluźnił koszulę i podwinął jej rękawy. Wyglądał teraz (jak i przedtem) mega seksownie. O kurde, mój mózg chyba przestał pracować, że myślę o Christopherze takie rzeczy.
-Gdzie jedziemy?-spytałam, by przerwać ciszę.
Chris? ❤❤❤ Rozwiń jakoś akcję, Ty potrafisz zrobić to idealnie :*