Myślałem, że rano...Że rano... No właśnie myślałem, że kurwa co? Że sobie wstaniemy, zjemy śniadanko i wszystko będzie pięknie, cudownie tak jak dotychczas? Huh, no błagam na co ja liczyłem? Nie dość, że przelizałem się z dziewczyną to po tym wszystkim niemalże ją zgwałcili. Jestem już skreślony grubym, czarnym, permanentnym markerem.
Wkurzony uderzyłem ręką w drzwi z całej siły, po czym opierając się o ścianę zsunałem się po niej na podłogę. Przeczesałem nerwowo włosy i dopiero w tamtej chwili uświadomiłem sobie jak bardzo boli mnie głowa, żebra i pięści. Ja pierdole to już po moich zawodach.., Oby tak dalej, oby tak dalej.
Siedziałem tak z nadzieją, że może otworzy mi jednak drzwi co najmniej dwie godziny. Ale nic z tego. W końcu podniosłem tyłek i powolnym krokiem ruszyłem do mieszkania. Najlepsze go mogę zrobić to zniknąć z życia tej dziewczyny. Ledwo się znamy a ona już mnie nie cierpi. Pierdolona Milene! Na samą myśl o tej suczy podnosi mi się ciśnienie. Szkoda, że wtedy nie zdechła... Wielka szkoda.
Po przekroczeniu progu mieszkania od razu czmychnąłem do łazienki aby oszacować szkody. Co tu dużo mówić nie wyglądam najlepiej, nie dziwię się, że wywaliła mnie za drzwi. Teraz wiem, miała trzy powody, a nie dwa. Wziąłem zimny prysznic podczas którego starałem się skupić na tym jak szybko wrócić do formy i pojawić się z powrotem na boisku. Niestety moje myśli zajmowała pewna osóbka, którą wczoraj zawiodłem po całości... Cholera nie mogę.
Umyłem jeszcze zęby, postawiłem włosy na żel i nie zwracając uwagi na jednodniowy zarost pośpiesznie się ubrałem w czarne jeansy i luźną koszulkę na ramiączkach tego samego koloru. W innych okolicznościach stwierdziłbym, że wyglądam dość odpowiednio na wyrywanie lasek ale teraz ten strój znalazł się na mnie z czystego przypadku. Wyleciałem z mieszkania, zakupiłem ładny bukiecik kwiatów i spróbowałem szczęścia ponownie. Dobijałem się tak długo jedynie pogarszając stan moich paliczków ale to się nie liczyło. Jakieś dwie jędzowate sąsiadki po sześćdziesiątce wydarły na mnie ryj, że mam się uciszyć bo inaczej policję wezwą! Też mi wielkie halo, jakbym policji w życiu nie widział.
- Lex! Do kurwy nędzy otwórz te drzwi!
Odpowiedziała mi cisza, głucha cisza czyli standardzik.
- Proszę Cię. Chce tylko wiedzieć, że wszystko jest w porządku... Proszę...- wyskomliłem.
- Spierdalaj! - odezwał się w końcu zapłakany ale stanowczy głos. Uff...przynajmniej żyje. Ale nie powinna płakać.
- Nie płacz.
- To stąd wreszcie idź!
- Musimy porozmawiać.
Usłyszałem zgrzyt zamków, a następnie dostrzegłem wrak człowieka. Nie wiedziałem, że ta próba gwałtu aż tak nią wstrząsnęła.
- NIC KURWA NIE MUSIMY! - wysyczała z nienawiścią, która podsycił jeszcze bardziej bukiet trzymany przezemnie w rękach. - I W OGÓLE JAKIE MY?! NIE MA ŻADNYCH NAS! Wypierdalaj!
- Pro... - zacząłem i wyciągnąłem kwiaty w jej kierunki
- O NIC NIE PROŚ! Mam Ci to przeliterować? W-Y-P-I-E-R-D-A-L-A-J.- burknęła, wyrwała mi kwiaty i rzuciła je z impetem na ziemię po czym zasadziła mi siarczysty policzek.- Po prostu zniknij.
Spojrzałem na nią z olbrzymim chłodem w oczach, zdradzającym rezerwę. Dość jasno dała mi do zrozumienia, że mam zniknąć.
- Skoro tego właśnie pragniesz. - kiwnąłem głową i odwracając się na pięcie schowałem jedną rękę do kieszeni spodni, a drugą przeczesywałem nerwowo włosy. Słowo daję kiedyś je sobie wszystkie powyrywam. Zrezygnowany ruszyłem przed siebie i los chciał, że trafiłem do tego samego clubu, w którym byliśmy uprzedniego wieczoru. Fenomenalnie!
Zamówiłem sobie drinka ale jakoś mi nie wchodził.W głebi duszy wiedziałem, że powinienem sobie darować i dać jej spokój ale nie mogłem. Wróciłem pod jej mieszkanie i po raz kolejny zacząłem się tłuc. Jednak tym razem nie słyszałem żadnej odpowiedzi, żadnych kroków. Oczami wyobraźni widziałem najgorsze scenariusze i zapewniam, że żaden z nich nie przypadł mi do gustu.
Wówczas w mojej mało rozsądnej głowie zjawił się równie głupi pomysł... Taa zmieni to nieco jej spojrzenie na moją osobę. Skoczyłem do znajomego, który od lat handluje złomem i wziąłem to co niezbędne.
Tak, po pół godzinie otworzyłem jej mieszkanie. Przesada? Być może.
Leżała na kanapie.O nie, nie, nie! Podszedłem sprawdziłem jej tętno, wyczuwalne. Nadgarstki całe, język czysty i źrenice reagują. Na szczęście tylko śpi. Sięgnąłem po koc leżący na fotelu obok koc, żeby ją przykryć. Niestety to ją obudziło, jednak nie spała tak mocno...
Jej zszokowana mina mówiła sama za siebie.
- Ciii... Spokojnie. Nic się nie martw. Nie odzywałaś się i bałem się, że coś sie stało. - już, już miała mi przerwać ale uniosłem stanowczo rękę do góry i ku memu pozytywnemu zaskoczeniu ponownie zamknęła buzię. - Wiem, że wczorajszy wieczór nie był zbyt udany. Wiem, że sytuacja wyglądała dwuznacznie i wiem, że mi już nie ufasz i najchętniej wydrapałabyś mi oczy. Ale... Nie mogę sobie odpuścić. Cholernie się przejmuję i niepokoję. Tak mam swoje powody ja już raz...Ah -urywam, poświęcam chwilę na przeczesanie włosów i zastanowienie się nad tym co powiedzieć dalej. - Możesz mi wierzyć lub nie, nie miałem wpływu na tą akcję w klubie. Nie chciałem żeby to wszystko tak się potoczyło... Przepraszam za to i za to, że tak o sobie tu wszedłem. Chciałem dać Ci spokój ale kiedy zobaczyłem Cie taką zapłakaną... Nie wiedziałem, że aż tak Cie ta napaść poruszyła. Mam tylko prośbę. Jedną, maleńką. Pozwól mi się Tobą zaopiekować do czasu do którego się nie pozbierasz, a potem zniknę. Obiecuję.
Poprosiłem i spojrzałem jej głęboko w oczy. Proszę maleńka...
< Lex? Wiem, że długo. Przepraszam :< >