niedziela, 15 maja 2016

Od Sav CD Christopher'a

No nie może być... Nie sądziłam, że wygram i przez myśl mi nawet nie przeszło, że spotkam tu Christophera.
-A teraz zapraszamy wszystkich zawodników, ich trenerów i zaproszonych gości na poczęstunek-oznajmił spiker. Zapozowałam jeszcze do kilku zdjęć i zeszłam z podium.
-Byłaś na prawdę niesamowita-powiedział Christopher.
-Dziękuję-odparłam.-Ale prosiłabym Cię, żebyś nie przesadzał. Wcale nie poszło mi aż tak dobrze. Poza tym-zmieniłam temat-nie wiedziałam, że jesteś współwłaścicielem TAKIEJ firmy-skierowałam się w stronę przystadninianej restauracji.
-A ja nie wiedziałem, że masz TAK wielki talent-skontrował z uśmiechem.
-Wiesz... Jazda konna to jedyne, co mi w życiu dobrze wychodzi, chociaż, no, nie zawsze-powiedziałam i kopnęłam kamyk.
-Ten koń, na którym jeździłaś... Jest Twój?
-Nie, no co Ty. Nigdy w życiu nie miałabym pieniędzy, by mieć własnego konia... To koń z tej stadniny, wypożyczają mi go na zawody-zajęłam miejsce przy stole. Przewiesiłam paski od kasku przez oparcie krzesła, tak żeby na nim wisiał.
Christopher zajął miejsce obok mnie.
-Panie Christopherze, prosimy pana tam...-zaczął właściciel.
-Dziękuję, zostanę tutaj-uśmiechnął się formalnie i odwrócił się do mnie.
-Cały czas jestem pod wrażeniem. To co robiłaś tam na placu było niewiarygodne-powiedział, a ja poczułam, że się czerwienię. Spuściłam głowę i zaczęłam bawić się łyżeczką.
Kelnerka postawiła przed nami paterę z ciastami. Sięgnęłam po szarlotkę.
-Hej, Savie! Świetnie Ci poszło!-krzyknęła Molly, dziewczyna z tutejszego KJ, która siedziała po drugiej stronie stołu.
-Dziękuję, Molly. Tobie też poszło bardzo dobrze.
-Ale nigdy nie dorównam Tobie, Savie-zaśmiała się.
-Ale kto?-włączył się nasz trener, który kończył zajadać drugi już kawałek ciasta-Savie? Sav to nasz numer jeden! Gdybyś kiedyś chciała odejść z naszego KJ zatrzymałbym Cię nawet siłą!-zaśmiał się.
-Nie zamierzam, panie trenerze, nie zamierzam-oświadczyłam.
Trener sięgnął po butelkę wódki, odkręcił ją i zaczął nalewać wszystkim po kolei. Christopher podziękował, ja także.
-Hej, Sav, z nami się nie napijesz?
-Dobrze wiecie, że nie lubię pić-powiedziałam z przepraszającą miną.
-No ej no... Dalej, chociaż za wygraną!
-Nie, dziękuję.
-To za klub jeździecki!
-Savannah powiedziała, że nie będzie piła, więc powinien pan to uszanować-odezwał się z całą stanowczością Christopher.
Trener spojrzał na niego i bez słowa odstawił butelkę.
Sięgnęłam po kolejny kawałek placka, tym razem wybierając sobie krówkę.
Zjadłam go w ciszy i wstałam od stołu. Skierowałam się do miejsca w których stały termosy z kawą i herbatą. Wzięłam szklankę i nalałam sobie kawy.
-Savannah...-usłyszałam za plecami głos trenera.
-Tak?
-Ten gość który obok Ciebie siedzi...
-Christopher-podpowiedziałam.
-Tak, właśnie. Wy coś... Razem?-spytał. Otworzyłam szeroko oczy i spojrzałam w stronę Chrisa, który od razu podchwycił moje spojrzenie.
-Nie, nie-starałam się nie spłonąć.-Za wysokie progi na moje nogi-odparłam. Trener kiwnął głową, nalał sobie herbaty i poszedł.
-Wiesz, jak coś, to chce dostać zaproszenie na ślub-krzyknął, odchodząc. Myślałam, że zapadnę sie pod ziemię.
Dodałam do kawy cukier i śmietankę, i już miałam wracać do stolika, lecz gdy się odwróciłam za mną stał Chris.
-O czym rozmawialiście?-zapytał.
-O niczym...-odparłam, lecz jego spojrzenie sprawiło, że nie potrafiłam mu nie odpowiedzieć.-Pytał się czy jesteśmy razem.
-I co mu powiedziałaś?
-Jak to co? Że nie jesteśmy razem-mruknęłam i spuściłam wzrok.
-Wiesz... Chciałbym porozmawiać z Tobą, ale na osobności.
-Mam się bać?-spytałam, robiąc przestraszoną minę.
-Przecież Cię nie pogryzę.
-Pewnie, jestem taka mała, że bez problemu połkniesz mnie w całości-zrobiłam jeszcze bardziej przerażoną minę, a potem roześmiałam się. Pierwszy raz od dłużego czasu i pierwszy raz przy Chrisie.
-Co...?-spytałam, kiedy dostrzegłam, że intensywnie się we mnie wpatruje.
-Nie, nic-odparł z uśmiechem.-Chodźmy.
Ruszyliśmy przed siebie.
-Chciałem Ci powiedzieć, że moja propozycja jest cały czas aktualna.
-Oh-mruknęłam.-Oh.
-Coś nie tak?
-Nie, wszystko dobrze. Wiesz... Przepraszam Cię za moje zachowanie, to było strasznie głupie.
-Nie przepraszaj, spokojnie...
-I chciałabym Ci powiedzieć, że przemyślałam Twoją propozycję...
-Tak?
-I jeśli rzeczywiście jest ona cały czas aktualna i jeśli na prawdę nie będzie to dla Ciebie problemem, to skorzystałabym z niej-powiedziałam i uśmiechnęłam się, spoglądając Chrisowi w oczy.
Christopher? Co ty na to? <333 Savie taka czarująca xD

Od Noemi CD Mike'a

Ciemność otaczała mnie ze wszystkich stron, czułam się osaczona, jak w pułapce. Nic nie dawało ani odrobiny światła, prócz okropnych błyskawic, które czasem rozjaśniały niebo swymi zygzakami. Nie wiem jak burzę można określić mianem malowniczej, jest straszna, ohydna. Osunęłam się po ścianie, czując jak nawał wspomnień uderza mnie gdzieś ww tył głowy. Znów poczułam na sobie te palce, obleśny oddech, obrzydliwe usta słyszałam wyraźnie każde zbereźne słowo. Wszystko przeżywałam od nowa, jak w każdą burzę. Czułam, jak łzy pieką mnie pod zaciśniętymi mocno powiekami.
- Noemi, hej, Noemi... Wszystko dobrze? - usłyszałam głos Mike'a. Zapomniałam, że on tu jest.Mężczyzna stał nade mną, przyświecając sobie telefonem. Zrobiłabym to samo, ale swoją komórkę zostawiłam, prawdopodobnie, na blacie w kuchni. Bezmyślna jestem.
Wstałam powoli, przecierając oczy. Dzięki półmrokowi na szczęście Mike nie mógł mnie zobaczyć, bo by się wystraszył. Pewnie wyglądam jak zmora. Uświadomiłam sobie, że on nadal oczekuje mojej odpowiedzi.
- Tak, jest okej. Po prostu zrobiło mi się słabo. Już mi przeszło. - odpowiedziałam. Całe szczęście, że nauczyłam się perfekcyjnie ukrywać emocje. Głos nawet mi nie drgnął, kiedy mówiłam, a w środku byłam cała roztrzęsiona.
- Jesteś pewna? - zapytał raz jeszcze, jakby się upewniał, że nie będzie za chwilę musiał wzywać karetki.
- Owszem. Jestem meteopatą, to u mnie normalne. - oznajmiłam, powracając po ciemku do kuchni.
Podeszłam do szafek i nie widząc praktycznie nic, ale z pomocą nadszedł Mike, świecąc telefonem. Zaczęłam szukać w nich świeczek (zapachowych, tylko takimi dysponuję), zapałek i czegoś na poprawę nastroju. A nic nie poprawia go lepiej niż czekolada. Wyciągnęłam sześć tabliczek; mleczną, gorzką, karmelową, wiśniową, białą i taką z cukierkami w środku, bo wiedziałam, że dwie to jak dla mnie stanowczo za mało. Podeszłam do stołu, rzuciłam na niego wszystko i usiadłam. Zapaliłam świeczkę, a kuchnie rozświetlił niewielki płomyczek. Już po chwili w kuchni roztoczyła się woń wanilii. Rozpakowałam również czekoladę, nakazując chłopakowi gestem, że ma się poczęstować i równocześnie mając nadzieję, że nie lubi tej z cukierkami.
- Naprawdę wszystko z tobą okej? Nie wyglądasz zbyt dobrze... - odezwał się Mike.
Parsknęłam.
- Och, dzięki. Serio wiesz co powiedzieć kobiecie. - skomentowałam.
Michael zmieszał się lekko, jakby nie takiej reakcji się spodziewał.
- Nie... nie chodziło mi o to... - zaczął się przede mną tłumaczyć.
Na jego słowa wybuchnęłam śmiechem, o dziwo, wcale nie wymuszonym.
- Przecież wiem, ale twoja mina była bezcenna. Już mi lepiej. - jak na złość, kiedy to mówiłam trzasnął piorun.

Mike, chyba będzie trzeba ratować :"3

Od Lex Cd Lionell'a

No nie. To się nie dzieje. No nie może być.
-Jesteś nie normalny-powiedziałam, zasłaniając oczy ręką.-Nawet się nie pytam, jak to wszystko zrobiłeś, bo czuję, że odpowiedź by mnie przeraziła.
-Oj, Lex... Daj już spokój. Chodź, zatańcz ze mną-uśmiechnął się uwodzicielsko.
-Czy Ty w ogóle pomyślałeś, co mi mogą zrobić, jak się dowiedzą, że coś takiego tu zorganizowałeś?
-Nic Ci nie zrobią, nie martw się. O wszystko zadbałem. A teraz niczym się nie przejmuj i po prostu ze mną zatańcz-uśmiechnął się jeszcze bardziej czarująco. Błagam, niech on tak nie robi, bo jeszcze trochę i się roztopię... Zupełnie nie wiedziałam, co zrobić, ale moje ciało przejęło inicjatywę.
Dałam się prowadzić Lionell'owi, pilnując, by jego ręka, która znajdowała się na mojej talii nie zsuwała się niżej.
-Dobrze tańczysz-powiedziałam. Skinął głową i uśmiechnął się. Cholera, ale on jest przystojny... I jeszcze to eleganckie ubranie... Zawsze ceniłam elegancję u mężczyzn, to rzecz, która strasznie mnie przyciąga.
Ale on się musiał postarać. Organizacja tego wszystkiego i to w tajemnicy przede mną... Czy to znaczy, że aż tak mu zależy?
Utwór się skończył. Lionell poprowadził mnie do stolika, odsunął przede mną krzesło i podsunął w odpowiednim momencie. Byłam po prostu oczarowana nim, jego zachowaniemni ogólnie tym wszystkim.
-Podoba Ci się?-spytał, jakby czytając w moich myślach. Skinęłam głową na potwierdzenie. Lion wziął lampkę wina i uniósł ją do góry w geście toastu.
-Za znajomość-uśmiechnął się. Ja zrobiłam to samo.
***
Staliśmy pod drzwiami mojego mieszkania.
-Co tu więcej mówić. Wieczór był wspaniały-powiedziałam, opierając się o drzwi.
-Cieszę się, że Ci się podobało-odparł z uśmiechem i popatrzył mi w oczy.
Atmosfera w lokalu była wprost magiczna. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i jeszcze trochę tańczyliśmy. Otworzyłam się przed nim, ale tak na prawdę nie powiedziałam mu o sobie nic prywatnego. To nie ten level znajomości. Nie miałam zielonego pojęcia co się ze mną stało, ale ta cała akcja... Podobało mi się to. Bardzo.
Po wszystkim Lion uparł się, że odprowadzi mnie do domu, więc co miałam zrobić. Nie minęło wiele czasu, a szliśmy trzymając się za ręce. I to, jak mi się wydawało, złapaliśmy się za dłonie z mojej inicjatywy.
Lex, co się z tobą dzieje?! Czy to... zakochanie? Nie, no bez przesady... Znasz go parę dni.
-Hej, ziemia do Lex... Żyjesz?
-Przepraszam, powtórzysz? Zamyśliłam się.
-Pytałem się, czy zobaczylibyśmy się jutro.
-Wiesz... Z chęcią-uśmiechnęłam się.
-To o dwudziestej w klubie "Pod Palmami"? To nie daleko stąd. Pasuje Ci?
-Pasuje-kiwnęłam głową. Przygryzłam wargę i spojrzałam mu w oczy.-Wiesz... Chciałam podziękować Ci za dzisiejszy wieczór. Było na prawdę niesamowicie. Jeszcze nikt czegoś takiego dla mnie nie zrobił.
-Nawet nie wiesz, jak cieszą mnie Twoje słowa-uśmiechnął się szeroko. Także się uśmiechnęłam, a potem... Nie no, coś jest ze mną zupełnie nie tak... Potem go pocałowałam. Na początku nieśmiało, bardzo delikatnie, a później, z każdą chwilą coraz pewniej i namiętniej. Nasze języki bawiły się ze sobą, a ten jego znalazł szczególne upodobanie w bawieniu się kolczykiem w moim języku.
Lionell wplótł dłoń w moje włosy, a ja zarzuciłam mu ręce na szyję. Pocałunek był niesamowicie długi, ale to było to, na co oboje czekaliśmy. W końcu odkleiłam się od niego, żeby złapać powietrze, ale wtedy dotarło do mnie, jak głupio postąpiłam. Całuję się z ledwo znanym mi facetem, który teraz zacznie sobie obiecywać nie wiadomo co. Ale co mi tam, czasu się nie cofnie.
-Wow-mruknął Lionell i przeczesał włosy palcami.-Wow.
Moja twarz płonęła już od dłuższej chwili, ale teraz poczułam, że jeszcze chwila przy nim i zapalę się cała.
-Jest już późno. Muszę iść-mruknęłam i otworzyłam drzwi kluczami wyjętymi z kieszeni.-Do jutra-uśmiechnęłam się.
-Do jutra-odparł.
***
Cały dzień rozmyślałam o wczorajszym wieczorze. O naszym pocałunku i ogólnie o tym wszystkim...
Za chwilę znowu się z nim zobaczę. Czy będę wiedziała jak się zachować po tym, co stało się wczoraj? Nie ważne. Szykuj się, Lex, bo zaraz się spóźnisz.
Zaczęłam suszyć włosy, potem rozczesałam je. Wzięłam kosmetyczkę i zaczęłam robić sobie standardowe wieczorowe smokey eye. Kiedy skończyłam pobiegłam do szafy i zaczęłam przeglądać jej zawartość. Co by tu ubrać... Mój wybór padł na białą bandażową sukienkę. Strasznie obcisłą, ale przez to ładnie podkreślała moją figurę. Do tego złote dodatki i buty a'la rzymianki. No i moje ulubione perfumy. W klubie na pewno będzie gorąco (cokolwiek miałoby to znaczyć) więc myślę, że taki strój całkiem pasuje.
Pojawiłam się pod klubem parę minut po dwudziestej. Lion już tam był. Podeszłam do niego i przywitałam się.
-No no no...-pokręcił głową z uznaniem.
-Co takiego?-spytałam, modląc się, żebym się nie czerwieniła.
-Nic. Po prostu pięknie wyglądasz-uśmiechnął się i poprowadził mnie do wejścia trzymając dłoń na mojej talii.
Zamówiliśmy drinki (uparł się, że on stawia), wypiliśmy je i poszliśmy tańczyć. Po paru piosenkach wróciliśmy z powrotem na stołki barowe. Zamówiliśmy kolejnr drinki.
-Fajny ten klub!-powiedziałam, przekrzykując muzykę.
-Też go lubię! Do nie fajnego bym Cię nie zabrał!-uśmiechnął się. Rozmawialiśmy dosyć długo, a ja parę razy przyłapałam Lionell'a na spoglądaniu na kogoś za mnie. Za którymś takim spojrzeniem po prostu się obróciłam i zobaczyłam jakąś dziewczynę, która wpatrywała sie w Lion'a jak w obrazek. Ciekawie...
Dopiłam drinka i oznajmiłam, że muszę iść do łazienki.
Jakie zaskoczenie czekało mnie kiedy wróciłam.
Ta szmata siedziała Lionell'owi na kolanach i całowała się z nim. A on.. No cóż, nie bronił się, a wręcz przeciwnie.
-No nie. No po prostu k.rwa no nie-warknęłam w mym rodzimym języku.-Co szmaciarz, co za łajza...
Lionell zobaczył mnie i wręcz zrzucił z siebie tą dziewczynę.
-Lex, to nie tak jak myślisz!-krzyknął, a mi zachciało się śmiać.
-Tak, tak. Rzuciła się na Ciebie. Właśnie widziałam-warknęłam. Zabrałam moją torebkę i nie czekając na jego wyjaśnienia wypadłam z klubu. Szłam prosto do siebie, w końcu ten cały klub był niedaleko. Przed budynkiem, w którym mieściło się moje mieszkanie przystanęłam, by wyciągnąć klucze do drzwi na klatce.
-Cześć piękna-usłyszałam tuż przy uchu. Wzdrygnęłam się i chciałam odejść, ale ten ktoś mnie złapał, i to tak, że nijak nie mogłam się wyrwać.
-Nie uciekaj. Chodź, pobawisz się ze mną-wyszeptał ten ochydny głos. Ręce napastnika zaczęły wędrować po moim ciele i jak można się domyśleć, nie omijały "strategicznych" punktów. Chciałam krzyknąć, ale ten mężczyzna zatkał mi usta.
-Tylko piśnij, a zgwałcę cię i zostawię w krzakach jak ścierwo. Rozumiesz? Lepiej bądź grzeczna...
-ZOSTAW JĄ!!! Zostaw ją, zboczeńcu!-krzyknął ktoś, a ja dopiero po chwili zrozumiałam, że to Lion.
Lionku, ratuj!