niedziela, 24 kwietnia 2016

Od Lex Cd Lionell'a

Już miałam go wyśmiać, że co on sobie myśli, że nigdzie z nim nie pójdę, ale zostałam zawołana przez innego klienta. Pozwoliło mi to chociaż na chwile odpocząć od nachalnego adoratora, ale, mimo, że już z nim nie rozmawiałam, cały czas czułam na sobie jego lepki wzrok.
Przez resztę wieczoru asertywnie go ignorowałam, a jeśli chciał, żeby go obsłużono, kierowałam do niego innych.
No cóż, kolega przystojny, zabawny, niewątpliwie inteligentny, ale straszliwie nachalny. Dwie rzeczy, których na tym świecie nienawidzę to nachalność i głupota.
Zbliżał się koniec mojej zmiany, a chłopak cały czas nie ruszał się z miejsca. Widziałam, że wypił kilka drinków, ale raczej nie był wstawiony. Kurcze, pilnował mnie jak nie wiem, zastanawiałam się, czy do domu też za mną pójdzie. Bo jeszcze mu ucieknę, albo okaże się, że jestem zajęta...
***
Wyszłam z pracy parę minut po dwudziestej drugiej. Stałam przy tylnym wejściu próbując zapiąć kurtkę, ale w tych ciemnościach nic nie dało się zrobić. Przeszłam parę kroków dalej, w światło latarni.
-Widzę, że to było za trudne, żeby mi powiedzieć, o której kończysz. Musiałem tam siedzieć-w kręgu światła pojawił się Lionell. No proszę, jak filmowo...
-Nie musiałeś-mruknęłam, przewróciłam oczami i spróbowałam go wyminąć. On złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Pachniało od niego alkoholem. Poczułam ukłucie niepokoju.
-Nie bądź taka niedostępna-wyszeptał mi do ucha. Wyrwałam mu się.
-Jesteś psychiczny!-krzyknęłam i wybiegłam z tego zaułka na ulicę. Zatrzymałam taksówkę i pojechałam do siebie.
***
Dlaczego na swojej drodze spotykam samych dziwnych ludzi, co? Jestem jakimś magnesem na świrów? No cóż, trzeba przyznać, że ja sama do końca normalna nie jestem, mam pełno swoich dziwactw, no ale błagam, mógłby mi się trafić jakiś porządny, normalny facet.
No ale jednego nie można było Lionellowi odmówić - przystojny był cholernie. Zaczęłam się zastanawiać, jak wygląda bez koszulki, ale szybko się ogarnęłam - przecież w ogóle go nie znam, a dzisiaj już mi pokazał jak to świetnie potrafi się zachować. Miałam tylko nadzieję, że jutro go nie będzie, bo dłuższego męczenia nie zniosę.
No ale jeśli tak naprawdę chcę, żebym się z nim umówiła, to niech się wykaże.
Lionell? ;3

Od Nico

Pierwszy dzień pierwszy dzień! i już czegoś zapomniałem ... ehhh jak zwykle. co to było tym razem zapytacie? kanapki. torba z złotem tego kraju, narodu, świata. moje kanapki to złoto. świezy dokowy chlebek , ser z jakiegoś sklepu z serami, sałata, pomidorek z mojego mini ogródka i jajko. no kupne bo kury nie m miałem jak trzymać na 20 metrach kwadratowych. Moj dom to klitka... dla niektórych ! dla mnie to maluteńki skrawek nieba! mam duże okno, niewielki drewniany stolik, dwa krzesła , kanapę (która robi za łóżko bo jest rozkładana) lodóweczkę, kuchenkę, prysznic! wszystko czego potrzeba normalnemu człowiekowi do życia!
Wbiegłem do gabinetu spóźniony.
-hej hej! sorki wybacz strasznie naprawdę mi przykro ale zaspałem!- dziewczyna za ladą popatrzyła na mnie z lekkim uśmiechem
-nie ma co.. szef też zaspał. idź się przebrać bo za pare sekund masz pierwszego klienta-pokazała mi dłonią drzwi i wróciła do nabijania czegoś na kasę.Pierwszym klietem był niewielki piesek o imieniu.. uwaga uwaga... Bobik! cziłała o jakimś zaburzeniu osobowości bo starał się gryźć i warczeć niczym dog niemiecki powinien.
Następnie wpadła fretka z złamanym pazurkiem, i nim się zorjętowałem miałem porę obiadową. wyszedłem do jakiejś poblijskiej knajpi. z braku laku podszedłem do stolika przy którym siedziała jedna osoba.
-emm hej, to jedyne wolne miejsce.. czy ktoś się dosiada do ciebie czy pozwolisz mi z tobą zjeść-szeroko się uśmiechnąłem czekając na odpowiedź

<zje ktoś z mua :P?>

Nowy!

Powitajmy Nico~!

Od Lionell'a c.d: Lex

Co z moją gadaną nie tak? Hola, hola laleczko, mój podryw jest dobry. Zawsze działa, prędzej czy później ale działa. Lata praktyki, im bardziej banalny tekst, tym bardziej wam się to podoba. Tak już jest. Chyba, że mam do czynienia z jakimś nowym gatunkiem. Czymś, co nie jest w pełni kobietą, a skoro tak to moooże nie występuje u niej zjawisko zwane potocznie okresem. Oh, raj na ziemi... Bo coś z kobiety w sobie na pewno ma, gdyż mam cholerną ochotę na nią. Nagą. Nagą i w moim łóżku. Ewentualnie w jakiejś seksownej bieliźnie. To musi być coś w rodzaju hybrydy. Inny charakter ale ciało bogini. O jezu... byleby nie gender, nie no nie ma takiej opcji.
- Mówisz? A może jednak ? - posłałem jej przeuroczy uśmiech przekrzywiając przy tym z lekka głowę.
- Niestety. - przewróciła oczyma, w bardzo drażniący sposób.
- Wiesz mam jeszcze parę równie beznadziejnych tekstów na podryw w zanadrzu, zatem wolisz ich wysłuchać a dopiero potem zgodzić się na jakieś niewinne spotkanie tylko ze mną czy może od razu  się na nie zgodzisz ? - wykonałem znaczący ruch brwiami. - Dałem Ci prawo wyboru, jestem prawdziwym dżentelmenem.
- Może bym w to uwierzyła gdybyś nie dodał wzmianki o tym, teraz raczej wychodzisz na prostackiego dupka, to po pierwsze, a po drugie skąd w ogóle pomysł, że się zgodze na jakiekolwiek spotkanie z Tobą. - prychnęła wyraźnie rozbawiona, coż za sarkastyczne dziewczę. Powiedziałabym, iż sądzę, że i ona ma ochotę na małe co nie co z moją osobą ale to byłby chyba przejaw zbytniej pewności siebie...A z resztą co jej powiem ? Bo wyglądasz mi na Kubusia Puchatka a on lubił małe co nieco. No to kurwa dojebałem. Miała racje mój podryw jest beznadziejny... Chwała, że panuję nad tym co opuszcza mój otwór gębowy, bo w innym wypadku zamiast uprawiać sex żarlibyśmy miód...
- To popatrz już wiesz, że jestem takim 2 w 1 czyli jeszcze lepiej, no bo powiedz mi, która z Was nie lubi czegoś w gratisie? A zgodzisz się chociażby dlatego, że dobrze wyglądam. - wzruszyłem obojętnie ramionami.
- Jesteś niemożliwy. - pokręciła z niedowierzaniem głową. Wiem, wiem maleńka, sam siebie nieustannie zaskakuję. 
- To jak będzie? - spytałem z wyraźną nadzieją w głosie, a co tam niech wie, że mi na tym zależy. Dawno z nikim się nie zabawiałem. Tego już nie musi wiedzieć...
- Kiedy? - zapytała nonszalancko chcąc ukryć swoje zainteresowanie. Nie ze mną takie numery, też Cię zaintrygowałem, nie wiem jeszcze pod jakim względem, ale nie jestem Ci obojętny. Inaczej nie prowadzilibyśmy tej dennej konwersacji. Cóż za dedukcja, punkt dla mnie.
- Jak to kiedy? Teraz.
- ee... jestem w pracy?
- Skoro możecie sobie plotkować z klientami, to wychodzić na randki już nie?
- Randki? Jakie randki. To tylko spotkanie. Nie wyobrażaj sobie za dużo.
Huh...
- Za późno - rzuciłem dwuznacznie i uśmiechnąłem się jak typowy grubiański dupek. Prawda jest taka, że widziałem ją już oczyma wyobraźni  co najmniej trzy razy nagą i powiem więcej, za każdym razem na innym tle. Na reakcje dziewczyny nie trzeba było długo czekać gdyż raz raz dostałem odpowiedź w postaci soczystego policzka. Cholera ma ciętą łapę. Nie powiem zabolało...
- Dobra dostałem to, na co zasłużyłem... - zrobiłem udawaną minę przepełnioną skruchą. - To o której kończysz robotę?
Nie przyjmę sprzeciwu po tym jak dostałem w ryj, po tym jak zadałem sobie tyle trudu by ciągnąć tą gadkę i po tym jak moja własna wyobraźnia mnie nakręciła.

< Lex? xD Przepraszam ♥ >

Od Savannah CD Christopher'a

Czułam, że dzisiejszego dnia coś się stanie. Po prostu wiedziałam, że coś się wydarzy. No i się wydarzyło, upaćkano mnie zupą. Dobrze, że nie było dzisiaj menagerki, bo my mnie własnymi rękoma udusiła, zwłaszcza, że wczoraj uniformy wróciły z pralni. Zanim nawet poczułam, że moja twarz płonie zniknęłam na zapleczu. Zdjęłam pobrudzoną koszulę i założyłam nową. Chwilę zastanawiałam się, co robić- czy oddać tą popbrudzoną i narażać się na gniew przełożonej i zabrać ją do domu, wyprać samemu i mieć spokój. Oczywiście, wybrałam drugą opcję.
Wyjęłam z torebki reklamówkę, wpakowałam do niej koszulę i schowałam na samo dno torby.
Ogarnęłam się trochę, uspokoiłam oddech i wyszłam z zaplecza. Tam złapał mnie ten chłopak, co mnie polał. Przepraszał mnie i zaprosił na lunch. Jak zwykle czułam się trochę niezręcznie, ale starałam się robić dobrą minę do złej gry. Ale znając życie i mina była zła, bo na mojej twarzy wszystkie moje emocje odbijają się jak na lustrze.
Przez resztę zmiany chodziłam jak na szpilkach, byleby tylko uniknąć menagerki, która jednak się pojawiła. Kiedy skończyłam wyszłam z lokalu jak najszybciej. Znając życie, to nieprzyjemne babiszcze i tak się  dowie, ale lepiej odwlec to w czasie - spróbuje się mentalnie przygotować na tą rozmowę. Nie rozumiem, dlaczego oni mnie tam tak nie lubią? Co im zrobiłam? Wypadki chodzą po ludziach, ale jednak najbardziej chodzą po mnie.
Z zamyśleń wyrwał mnie widok chłopaka, który mnie oblał. Co on tu robi?
-Oto jestem. Zatem kawa czy lunch?
-Nie chcę robić Ci problemu...-zabrakło mi jego imienia, więc zawiesiłam głos.
-Wybacz, nie przedstawiłem się. Jestem Christopher.
-Nie chcę robić Ci problemu, Christopher.
-Ależ to żaden problem, uwierz-zapewnił i uśmiechnął się przekonująco.-To jak?
-To może kawa...-powirdziałam cicho. Skinął głową.
-Znam niedaleko świetną kawiarnię, chodźmy.
***
Przyniesiono nam nasze zamówienia-mi caffe latte i szarlotkę z lodami, a jemu czarną kawę i jagodowego muffina.
Wsypałam do wysokiej szklanki dwie saszetki brązowego cukru i zamieszałam.
-Opowiedz mi coś o sobie-usłyszałam. Podniosłam na niego wzrok.
-Nie lubię o sobie mówić-mruknęłam, bojąc się, że spalę buraka.
-Nalegam-do wypowiedzi dołączył bardzo przyjemny uśmiech. Speszyłam się, ale postanowiłam coś powiedzieć.
-Jestem z Chicago, a mieszkam tutaj, bo to od zawsze było moje marzenie-upiłam łyk kawy, zastanawiając się co dalej powiedzieć.-Jeżdżę konno i lubię czytać książki. Nie pogardzę też dobrym filmem. Nie wiem, co jeszcze powiedzieć, nie ma we mnie nic specjalnego-dokończyłam i zabrałam się za topniejące już lody. Cały czas czułam na sobie wzrok Christophera, przez co byłam jeszcze bardziej spięta.
W pewnej chwili poczułam mocne szarpnięcie za krzesło, to przepychał się jakiś facet. Nawet nie przeprosił, super.
-Twoja torba-wskazał Christopher. Rzeczywiście, kiedy ten facet potrącił moje krzesło, torba spadła (była zawieszona na oparciu) a na dodatek nie była zamknięta, więc wszystko się wywaliło. Odeszłam od stołu i zaczęłam wszystko sprzątać.
-Poczekaj-polecił. Zamarłam w pół ruchu i spojrzałam się na niego z lekkim przestrachem.-Czy to ta koszula?-spytał, a jego ton sprawił, że nie mogłam nie odpowiedzieć.
-Tak.
-Dlaczego ją zabrałaś? Wydawało mi się, że to cywilizowana restauracja i że piorą tam wasze uniformy.
Zrobiło mi się głupio, ale jego naglące spojrzenie przywołało mnie do porządku.
-Mamy tylko po dwa komplety, a wczoraj wróciły z pralni-zaczęłam niezbyt składnie mówić.-Jeśli komuś coś się przydarza to tylko mi, menagerka mnie za to nienawidzi. Pomyślałam więc, że sama to wypiorę i nie będzie żadnego problemu, ale myślę, że pewne życzliwe osoby już jej o wszystkim powiedziały. No cóż, nie wszystkim przypadam do gustu, ale na szczęście większość ludzi po prostu mnie nie zauważa...
Christopherze? C;

Od Tiago do: Katie

Wstałem wraz ze wschodem słońca. Od zawsze nie potrafiłem spać dłużej. Załatwiłem szybko poranną toaletę i ubrany wyszedłem ze swojego pokoju. Zajrzałem jeszcze do pokoju Axell. Dziewczyna jak zwykle spała jeszcze. Ona to przed dziesiątą nigdy nie wstaje. Do tej pory zastanawiam się jakim cudem ona chodziła do szkoły na ósmą. Westchnąłem i zamknąłem drzwi. Powoli ruszyłem do kuchni. Zrobiłem sobie zwykłe kanapki i usiadłem przy stole. Zacząłem je jeść. Jak na zawołanie u moich nóg pojawił się Ghost wraz z Darknessem. Usiedli po moich bokach i zacięcie zaczęli wpatrywać się w kanapkę w mojej ręce. Westchnąłem. Po chwili nie wytrzymałem i przełamałem kanapkę na pół. Jedną połówkę dostał Ghost, a drugą Darkness. Nawet nie zdążyłem się obejrzeć, a jedzenia już nie było. Następnie kiedy już miałem wziąć kolejną kanapkę poczułem drapanie. No tak. Pojadły sobie to teraz chcą na spacer. Odetchnąłem głęboko. Dobra. Trzeba z nimi wyjść. Wstałem i ruszyłem do drzwi wyjściowych. Założyłem adidasy, zarzuciłem kurtkę i zapiąłem psom smycze. Wyszedłem z domu. Nie zamykałem drzwi na klucz. W końcu Axe nadal była w domu. Powolnym krokiem ruszyłem do pobliskiego lasu. Po kilku minutach byłem na miejscu. Rozejrzałem się wokół i postanowiłem spuścić psy aby się wybiegały. Jak zwykle Ghost mimo wszystko szedł obok mnie, a Darkness był gdzieś z przodu. Nagle zauważyłem jak Dark przyspiesza i zaczyna wesoła szczekać. Po chwili ujrzałem dziewczynę przed nami. To prosto na nią biegł. Już po chwili powalił ją na ziemię i zaczął lizać po twarzy. Szybko podbiegłem tam i odciągnąłem psa za obrożę. Wyrywał się jednak nie pozwalałem mu na żaden ruch.
- Sorry za niego. Czasami jak mu coś odbije to po prostu nie idzie go opanować - powiedziałem w stronę dziewczyny, która zaczęła się podnosić. - A tak w ogóle to Tiago jestem - wyciągnąłem rękę w jej stronę.

<Katie?>

Nowi!

Powitajmy Axell
& Tiago ~!
 

Od Christophera do Savannah

W czasie przerwy zdecydowałem się wyskoczyć na szybki lunch, bo czekała mnie jeszcze masa roboty. O tej porze w restauracjach aż roiło się od klientów, zatem tak jak wszyscy  zająłem miejsce przy stoliku i cierpliwie czekałem na swoją kolej, przeglądając przy tym sytuację rynku w  dwudniowym wydaniu gazety. Bardzo podobały mi się informacje ze strony trzynastej, mianowicie wartość naszej spółki dzięki moim działaniom jeszcze wzrosła. Ha, szef będzie po prostu wniebowzięty. I na dodatek wartość złota też dzielnie pnie się w górę. Jedynie srebro nieco spadło ale to naprawdę niewiele więc jak na razie nie ma co się niepokoić.
Kątem oka zauważyłem że w moim kierunku zbliża się jakaś kelnerka zatem oderwałem sie od fascynującej lektury i poprawiłem się nieznacznie na krześle. Złożyłem zamówienie, mianowicie na pierwszą pozycję w menu i kieliszek czerwonego wina, który będzie smakował dobrze bez względu na to co dostanę. Poczekałem na swoje zamówienie, zjadłem i uregulowałem rachunek. No dobrze, dość tego dobrego pora się zbierać. Nie rozglądając się wokoło podniosłem się tym samym wytrącając kelnerce tacę tak, że jakaś zupa wylądowała na jej dotychczas nienagannie czystym uniformie.Cholera, mój błąd. Oczy wszystkich zebranych jak jeden mąż skierowały się na na nas... Kocham ludzką wścibskość. Nim zdążyłem przeprosić zmieszania dziewczyna o imieniu Savannah wyszytym na koszuli zniknęła na zapleczu. Będzie miała problemy? No na litość boską to nie z jej winy, jak będzie trzeba osobiście porozmawiam z jej przełożonym. Aczkolwiek takie rzeczy każdemu się zdarzają...
Wykorzystując okazję podszedłem do innej z kelnerek i użyłem wszystkich swoich magicznych sztuczek, aby wyciągnąć z niej nieco informacji na temat panienki Savannah. Dowiedziałem się niewiele, niemalże nic, z wyjątkiem tego, że jest dziwaczna i inna. Inna? Nie zauważyłem... Ma nogi, głowę, ręce. A dziwaczna? Wielkie mi halo, sam jestem dziwakiem.To, że robi coś w sposób inny niż przyjęty przez społeczeństwo i postrzegany jako normalny nie znaczy, że jest złym człowiekiem czy od razu dziwakiem. Nie powiem zostałem zaintrygowany. Bardzo, no bo co takiego może skrywać?
Nie długo później powróciła, ponownie czysta z nieco mniejszym zmieszaniem na buzi ale nadal podenerwowana. Podszedłem do niej powoli.
 Przepraszam... -mruknąłem.  - To było niechcący.
W odpowiedzi otrzymałem łagodne skinienie głową. Nie ma języka? Może dlatego jest inna
 - Wszystko w porządku?
 I znów to samo, jedyni kiwnięcie głową..
 - W ramach rekompensaty chciałbym zaprosić panią na lunch.- wypaliłem.
- To nie będzie konieczne - wymamrotała niezrozumiale pod nosem.
- Ależ oczywiście, że będzie. - zaprotestowałem. Po pierwsze jestem ciekaw co skrywa ta istota, a po drugie nieco mniej ważne utrudniłem jej prace. Już, już chciała prawdopodobnie zaprotestować jednak nie dałem jej dość do głosu - A jak nie na obiad to chociaż na kawę.
Wówczas spostrzegłem przelotną iskierkę radości w jej oczach, taką jaką powinna mieć cały czas osoba w jej wieku.
- Cudownie. - wykrzywiłem usta w nieznacznym uśmiechu. - Zatem wpadnę po Ciebie po pracy, a teraz przepraszam.
Odwróciłem się i skierowałem ku wyjściu.Dzięki pani kelnerce numer dwa doskonale wiedziałem, o której Savannah będzie wolna.
Zadowolony z siebie wróciłem do firmy i skupiając swoją uwagę zrobiłem całą swoją pracę na tyle szybko aby móc wcześniej opuścić biuro tym samym nie robiąc sobie zaległości
Czas leciał nieubłaganie i nim se obejrzałem nadeszła pora na umówione spotkanie.
Punktualnie zjawiłem się pod lokalem, a dziewczyna wyłoniła się z niego niecałą minute później. Jej zdumienia nie dało się nie zauważyć, co sprawiło, że lekko się uśmiechnąłem...Nie spodziewałaś się księżniczko, co?
 - Oto jestem. -rzuciłem.- Zatem kawa czy lunch?

< Savannah ? C: >