O mój Boże. O. MÓJ. BOŻE. Nie... To się nie dzieje. Bezwiednie otworzyłam usta i chwila minęła zanim je zamknęłam. Spojrzałam na Chrisa.
-To jest żart, prawda?-spytałam.
-W żadnym wypadku-odparł.-Czy mój prezent Ci się nie podoba?
-To najlepsze, co w życiu dostałam. Ale Chris, ja nie mogę...
-Możesz.
-Uwież mi, będę się z tym źle czuć...-z trzęsącymi dłońmi zaczęłam przeglądać dokumenty.
-Savannah-rzucił krótko, ale dobitnie. Podniosłam na niego wzrok.-To prezent dla Ciebie. Dlaczego miałabyś źle się z tym czuć?
-Nigdy w życiu nie dostałam tak cennego prezentu. Musiałeś wydać fortunę.
-Moja droga, nie pyta się o cenę prezentu-pomimo lekko ganiącego tonu na jego twarzy pojawił się uśmiech. Przez chwilę świdrował mnie wzrokiem, aż w końcu obrócił się i skinął na kelnera. Złożyłam dokumenty i włożyłam je z powrotem do kieszeni jego marynarki.
Kelner przyniósł nam karty dań.
-Wybierz co tylko będziesz chcieć-powiedział Chris.
Otworzyłam menu i przebiegłam wzrokiem po zapisanych tam pozycjach. Same wykwintne dania, no ale co w końcu mieliby podawać w TAKIEJ restauracji? Chyba nie hamburgery... Z racji dosyć późnej pory postanowiłam wybrać coś lekkiego.
-Poproszę risotto z kaczką i grzybami-oznajmiłam.
-Dla mnie niech będą naleśniki z łososiem i sezamem. Może jakiś mały deser do tego, Sav?
Powróciłam wzrokiem do karty.
-Niech będzie red velvet cake.
-Dobry wybór. W takim razie poprosimy jeszcze dwa razy red velvet. Ja też się skuszę-uśmiechnął się do mnie. Kelner skinął głową, wziął od nas karty i oddalił się.
Chris zachowywał się tak spokojnie i pewnie, jakby odbywał takie kolacje co tydzień. A tak właściwie, to czy ja wiem, czy nie odbywa? Jest bogatym, cholernie przystojnym młodym człowiekiem, więc kto wie, co on robi w weekendy. I z kim. Bo to, że jest tutaj ze mną, to jest coś niesamowitego.
-Nad czym tak myślisz, Savannah? Jeśli oczywiście mogę spytać.
Poczułam, że momentalnie oblewam się rumieńcem. Uśmiech, który wykwitł na twarzy Chrisa potwierdził, iż mój towarzysz to dostrzegł.
-Niedowierzam-odparłam.-Poprostu nie wiem, jak to wszystko jest możliwe.
Wstałam od stolika i podeszłam do okna, chociaż to określenie tutaj nie pasowało, była to raczej przeszklona ściana. Zapatrzyłam się w migoczące światła miasta.
-To znaczy...?-Christopher bezszelestnie pojawił się za mną. Poczułam dotyk jego dłoni ma mojej talii i zadrżałam leciutko. Odwróciłam się do niego i spojrzałam w jego przenikliwe szare oczy.
-To, że mam nową pracę. To, że przed chwilą dostałam najwspanialszy prezent w życiu. To, że jestem tutaj z Tobą. Jesteś czarodziejem, Christopher. Dziękuję Ci. Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy-powiedziałam i uśmiechnęłam się. Chris także się uśmiechnął. Zabrał dłoń z mojej talii, sięgnął do mej twarzy i odgarnął mi z niej zabłąkany kosmyk włosów.
-Nie ma za co, Sav. Twój uśmiech jest dla mnie największą nagrodą.
Otworzyłam szeroko oczy i uniosłam brwi. Nastała cisza głęboka cisza, a mina Chrisa mówiła o tym, że właśnie dotarło do miego, co właściwie powiedział. Zapatrzył się w panoramę miasta.
-Och-mruknęłam i spuściłam wzrok. Atmosfera lekko stężała, nadal była jednak niesamowita. Taka... Intymna. Bliskość Chrisa wywierała na mnie wielkie wrażenie - czułam, jakbym miała się zaraz zapalić.
Pocałuj go. Ta myśl tak gwałtownie rozjarzyła się w mojej głowie, że aż się zachwiałam. Christopher ponownie położył dłoń na mojej talii i spojrzał na mnie uważnie.
-Wszystko dobrze...?-spytał.
-Tak. Wszystko w porządku-odparłam i uśmiechnęłam się lekko. Gdybym tylko mogła jak najdłużej napawać się tą chwilą, tą bliskością. Jego dotykiem...
Do rzeczywistości przywrócił mnie odgłos kroków i cichy brzęk niesionych przez kelnera talerzy.
Savie, dziewczyno! Ty i Chris? Chyba Ci tlen do mózgu nie dopływa. Idź lepiej jeść. Jak będziesz jadła nie będziesz musiała rozmawiać.
Chris? ;P Sav tam zaraz spłonie XD
poniedziałek, 2 stycznia 2017
poniedziałek, 26 grudnia 2016
Od Chrisa c.d: Sav
W końcu, w końcu, w końcu... Nie zniósłbym już dłużej tych wszystkich ślepi wgapiających się w moją, podkreślę moją towarzyszkę. Toż to ludzkie pojęcie przechodzi. Szczyt bezczelności i chamstwa. Dlaczego?
Ano dlatego, że nie jest to ich dama. Ano dlatego, że każdy ma prawo do odrobiny prywatności.
Ano dlatego, że musiałem czuwać przez cały bankiet, w grę przecież nawet nie wchodziła możliwość spuszczenia Savannah z oczu.
Ano dlatego, że nie lubię się dzielić. Nie tym co należy do mnie... I nie tym na co sam ciężko zapracowałem. A nie ukrywajmy proces zaznajamiania się z Sav był dość czasochłonny i zdecydowanie nie należał do najprostszych.
Natomiast z drugiej strony im się nie dziwię, gdyż błyszczała tego wieczoru jaśniej niż najjaśniejsza gwiazdka. Ta sukienka była warta każdego dolara. Właściwie to raczej nie efekt sukienki, a samej modelki... W końcu jak to mówią, ładnemu we wszystkim ładnie.
No nic, następnym razem zabiorę ją ubraną w worek na ziemniaki. Może chociaż on zniechęci tych pajaców. Taaaak. To bardzo ale to bardzo dobry pomysł.
Uśmiechnąłem się do siebie pod nosem, zdziwiony pomysłem, który zrodził się w mojej głowie.
- Wybacz, za tą prawdopodobnie najnudniejszą imprezę swojego życia... Mam jednak nadzieję, że reszta wieczoru będzie choć odrobinę lepsza. - wymamrotałem czując się do tego zobowiązany.
- Nie było tak źle.
- Kłamczuszek.
-Kłamczuszek? - parsknęła śmiechem, nie dowierzając własnym uszom.
- Tak, kłamczuszek. A bo co? - mruknąłem udając naburmuszonego chłopczyka. Choć nigdy nie dopuszczam do sytuacji, w których ktokolwiek by ze mnie kpił dla niej mógłbym być obiektem żartów już na zawsze, byleby więcej się śmiała. Ma naprawdę wyjątkowy śmiech.
- Tak potoczne i na dodatek zdrobnione słowo dziwnie brzmi w twoich ustach... - wypiszczała między atakami śmiechu.
A to niby dlaczego?
- Miło mi, że wydaję Ci się zabawny.- rzuciłem lekko sarkastycznie, aby nie stracić do końca na wyrazistości.
- Wbrew pozorom często taki jesteś.
-Oh doprawdy? Dotychczas nie zarzucono mi niczego podobnego.-uśmiechnąłem się do niej ciepło.
To dopiero dało mi do myślenia. Nie chcę żeby ludzie odbierali mnie jako zabawnego. Mają czuć do mnie respekt i szacunek. To jedyne co pozwoli mi na osiągnięcie sukcesu, BEZ zbędnych incydentów czy przeszkód.
- W takim razie czas najwyższy, aby ktoś Cię w końcu uświadomił. - prychnęła.
Nowe oblicze panienki Savannah. Hmm... Podoba mi się. Pozwala mi to wierzyć w fakt, że się przy mnie otwiera.
- Igrasz z ogniem maleńka. - odparłem równie żartobliwie, bez większego namysłu. Jednak nie był to najlepszy pomysł, gdyż dziewczyna momentalnie pobladła na twarzy, a jej śliczne oczyska straciły ten nietypowy błysk. Cholera jasna, było ugryźć się w język... - To miał być żart. - zapewniłem i spojrzałem na nią z nadzieją. Niestety za późno.
Nie pozostało mi nic innego jak skupić sie na drodze i wierzyć, że na miejscu znów się rozpromieni. Po dziesięciu kolejnych minutach spędzonych w przeokropnej ciszy dotarliśmy. Przed nami znajdował się luksusowy hotel z najlepszą restauracją w okolicy, której lokalizacją był dach budynku.
Wysiadłem z samochodu i poszedłem otworzyć drzwi Savannah. Ująłem jej dłoń pomagając wysiąść z pojazdu.
- Pani pozwoli. Służę. - oznajmiłem i zgiąłem rękę w łokciu by mogła się złapać ze mną pod rękę. Zawsze wygląda to bardzo dostojnie i niewątpliwie będzie dobrze postrzegane w tym miejscu. Sav kiwnęła lekko głową i dała się poprowadzić. Ruszyliśmy w kierunku hotelowego holu kiedy rzuciłem kluczyki boyowi aby zaparkował elegancko samochodzik.
Zaprowadziłem dziewczynę do windy i klikając odpowiedni guziczek dałem jej sygnał, że chcemy się znaleźć na ostatnim piętrze.
- Mam nadzieję, że nie masz lęku wysokości...- wymamrotałem, w chwili gdy drzwi otworzyły się. - Czuj się swobodnie. Cały restauracyjny taras jest tylko dla nas.- zapewniłem.
Na środku stał pięknie przystrojony stolik, a z boku profesjonalnie ubrany kelner czekający na nasze zamówienia. Jednak nie to robiło największe wrażenie, bo tak naprawdę to widok bezpowrotnie zapierał dech w piersiach.
- Chłodno tu...- mruknąłem i sciągnąłem marynarkę, po czym nie czekając na odpowiedź zarzuciłem Savi na ramiona. Podprowadziłem ją do stolika. Zdawała się być w szoku, co jedynie potęgowało moją niepewność. Hmm...Powiedzieć jej od razu? Czy jeszcze nie? A co jak zaraz ucieknie? Trudno. Teraz albo nigdy.- Byłbym wdzięczny, jakbyś sięgnęła do prawej kieszeni w marynarce.
Dziewczyna bez większego namysłu wykonała polecenie i otworzyła małą książeczkę. Dowód zakupu konia, oraz wszelkie- podobno- niezbędne dokumenty. Na jej buzi malował się jeszcze większy szok oraz niedowierzanie...
- Nalepsze życzenia, z okazji znalezienia nowej pracy. - powiedziałem ciepło z udawanym spokojem.
<Savi? Sporo wrażeń :D >
Ano dlatego, że nie jest to ich dama. Ano dlatego, że każdy ma prawo do odrobiny prywatności.
Ano dlatego, że musiałem czuwać przez cały bankiet, w grę przecież nawet nie wchodziła możliwość spuszczenia Savannah z oczu.
Ano dlatego, że nie lubię się dzielić. Nie tym co należy do mnie... I nie tym na co sam ciężko zapracowałem. A nie ukrywajmy proces zaznajamiania się z Sav był dość czasochłonny i zdecydowanie nie należał do najprostszych.
Natomiast z drugiej strony im się nie dziwię, gdyż błyszczała tego wieczoru jaśniej niż najjaśniejsza gwiazdka. Ta sukienka była warta każdego dolara. Właściwie to raczej nie efekt sukienki, a samej modelki... W końcu jak to mówią, ładnemu we wszystkim ładnie.
No nic, następnym razem zabiorę ją ubraną w worek na ziemniaki. Może chociaż on zniechęci tych pajaców. Taaaak. To bardzo ale to bardzo dobry pomysł.
Uśmiechnąłem się do siebie pod nosem, zdziwiony pomysłem, który zrodził się w mojej głowie.
- Wybacz, za tą prawdopodobnie najnudniejszą imprezę swojego życia... Mam jednak nadzieję, że reszta wieczoru będzie choć odrobinę lepsza. - wymamrotałem czując się do tego zobowiązany.
- Nie było tak źle.
- Kłamczuszek.
-Kłamczuszek? - parsknęła śmiechem, nie dowierzając własnym uszom.
- Tak, kłamczuszek. A bo co? - mruknąłem udając naburmuszonego chłopczyka. Choć nigdy nie dopuszczam do sytuacji, w których ktokolwiek by ze mnie kpił dla niej mógłbym być obiektem żartów już na zawsze, byleby więcej się śmiała. Ma naprawdę wyjątkowy śmiech.
- Tak potoczne i na dodatek zdrobnione słowo dziwnie brzmi w twoich ustach... - wypiszczała między atakami śmiechu.
A to niby dlaczego?
- Miło mi, że wydaję Ci się zabawny.- rzuciłem lekko sarkastycznie, aby nie stracić do końca na wyrazistości.
- Wbrew pozorom często taki jesteś.
-Oh doprawdy? Dotychczas nie zarzucono mi niczego podobnego.-uśmiechnąłem się do niej ciepło.
To dopiero dało mi do myślenia. Nie chcę żeby ludzie odbierali mnie jako zabawnego. Mają czuć do mnie respekt i szacunek. To jedyne co pozwoli mi na osiągnięcie sukcesu, BEZ zbędnych incydentów czy przeszkód.
- W takim razie czas najwyższy, aby ktoś Cię w końcu uświadomił. - prychnęła.
Nowe oblicze panienki Savannah. Hmm... Podoba mi się. Pozwala mi to wierzyć w fakt, że się przy mnie otwiera.
- Igrasz z ogniem maleńka. - odparłem równie żartobliwie, bez większego namysłu. Jednak nie był to najlepszy pomysł, gdyż dziewczyna momentalnie pobladła na twarzy, a jej śliczne oczyska straciły ten nietypowy błysk. Cholera jasna, było ugryźć się w język... - To miał być żart. - zapewniłem i spojrzałem na nią z nadzieją. Niestety za późno.
Nie pozostało mi nic innego jak skupić sie na drodze i wierzyć, że na miejscu znów się rozpromieni. Po dziesięciu kolejnych minutach spędzonych w przeokropnej ciszy dotarliśmy. Przed nami znajdował się luksusowy hotel z najlepszą restauracją w okolicy, której lokalizacją był dach budynku.
Wysiadłem z samochodu i poszedłem otworzyć drzwi Savannah. Ująłem jej dłoń pomagając wysiąść z pojazdu.
- Pani pozwoli. Służę. - oznajmiłem i zgiąłem rękę w łokciu by mogła się złapać ze mną pod rękę. Zawsze wygląda to bardzo dostojnie i niewątpliwie będzie dobrze postrzegane w tym miejscu. Sav kiwnęła lekko głową i dała się poprowadzić. Ruszyliśmy w kierunku hotelowego holu kiedy rzuciłem kluczyki boyowi aby zaparkował elegancko samochodzik.
Zaprowadziłem dziewczynę do windy i klikając odpowiedni guziczek dałem jej sygnał, że chcemy się znaleźć na ostatnim piętrze.
- Mam nadzieję, że nie masz lęku wysokości...- wymamrotałem, w chwili gdy drzwi otworzyły się. - Czuj się swobodnie. Cały restauracyjny taras jest tylko dla nas.- zapewniłem.
Na środku stał pięknie przystrojony stolik, a z boku profesjonalnie ubrany kelner czekający na nasze zamówienia. Jednak nie to robiło największe wrażenie, bo tak naprawdę to widok bezpowrotnie zapierał dech w piersiach.
- Chłodno tu...- mruknąłem i sciągnąłem marynarkę, po czym nie czekając na odpowiedź zarzuciłem Savi na ramiona. Podprowadziłem ją do stolika. Zdawała się być w szoku, co jedynie potęgowało moją niepewność. Hmm...Powiedzieć jej od razu? Czy jeszcze nie? A co jak zaraz ucieknie? Trudno. Teraz albo nigdy.- Byłbym wdzięczny, jakbyś sięgnęła do prawej kieszeni w marynarce.
Dziewczyna bez większego namysłu wykonała polecenie i otworzyła małą książeczkę. Dowód zakupu konia, oraz wszelkie- podobno- niezbędne dokumenty. Na jej buzi malował się jeszcze większy szok oraz niedowierzanie...
- Nalepsze życzenia, z okazji znalezienia nowej pracy. - powiedziałem ciepło z udawanym spokojem.
<Savi? Sporo wrażeń :D >
sobota, 3 grudnia 2016
Od Damona CD Lucy
-Szczerze, mi też nie robi żadnej różnicy, co obejrzymy-odparłem. Spojrzałem na Lucy, a ona wzruszyła ramionami. Podała mi pilota, a ja zacząłem skakać po kanałach.
-Jak zwykle, w TV nic ciekawego nie ma...-mruknąłem.-Przeszukajmy więc płyty.
Chciałem zgasić telewizor, ale jednak stało się coś, co mi na to nie pozwoliło. Wysiadł prąd, a smieszkaniu zrobiło się prawie całkiem ciemno.
-Serio...?-rzuciłem w przestrzeń. Włączyłem latarkę w telefonie i przeszedłem do kuchni.-Poczekaj chwilę, skombinuję jakieś świeczki.
Otworzyłem jedną z szafek i wyjąłem z niej kilka dużych świec. Postawiłem je na ławie przed kanapą, z tylnej kieszeni jeansów wyjąłem zapalniczkę i zapaliłem je. Potem podszedłem do okna i wyjrzałem przez nie. Latarnie się świeciły, okoliczne budynki też miały oświetlenie.
-W około wszystko jest OK-powiedziałem do siedzącej na kanapie Lucy. Podrapałem się w tył głowy.-Pójdę do sąsiadów.
Wyszedłem więc z mieszkania i zapukałem do sąsiadów. Niestety, do siebie wróciłem z niczym.
-W całym budynku nie ma prądu, zadzwonię do administracji, żeby dowiedzieć się o co chodzi-oznajmiłem od progu. Sięgnąłem po komórkę i wykręciłem odpowiedni numer.
Rozmowa okazała się być bezowocna.
-I jak tam?-spytała Lucy. Wzruszyłem ramionami.
-Jakaś masakra. Nikt nic nie wie. Dobre jest to, że obiecali kogoś przysłać. Ale nie mam pojęcia jak im to wyjdzie... Niby Nowy Jork, super wielkie miasto, genialne technologie, ale generatorów w bloku nie ma-prychnąłem.
Usiadłem na kanapie obok dziewczyny.
-Chyba nic dzisiaj nie obejrzymy - mój laptop nie jest naładowany. Co zrobisz, jak nic nie zrobisz?-przeczesałem włosy i rzuciłem Lucy przepraszający uśmiech.
-Nic się nie stało, nie martw się-odparła i także się uśmiechnęła.
Jejku, ale ona pięknie się uśmiecha! Tak w ogóle, nastrój zrobił się jakiś taki romantyczny... Te świece i wszystko...
Poprawiłem się na kanapie odwracając w jej stronę.
-Co chciałabyś w takim razie robić?
-Nie mam pojęcia...
-Może... Pogramy w karty? Albo w Monopoly? Albo-zrobiłem złowieszczą minę i zmieniłem ton głosu na taki horrorystyczny-poopowiadamy historie o duchach?
Zaśmiałem się i puściłem Lucy oczko. Zauważyłem, że dziewczyna zaczerwieniła się lekko, co tylko dodało jej uroku.
-A więc, co wybierasz, moja panno?-spytałem, tym razem mówiąc głosem lokaja czy innego dworzanina.
Lucy, moja panno? :*
-Jak zwykle, w TV nic ciekawego nie ma...-mruknąłem.-Przeszukajmy więc płyty.
Chciałem zgasić telewizor, ale jednak stało się coś, co mi na to nie pozwoliło. Wysiadł prąd, a smieszkaniu zrobiło się prawie całkiem ciemno.
-Serio...?-rzuciłem w przestrzeń. Włączyłem latarkę w telefonie i przeszedłem do kuchni.-Poczekaj chwilę, skombinuję jakieś świeczki.
Otworzyłem jedną z szafek i wyjąłem z niej kilka dużych świec. Postawiłem je na ławie przed kanapą, z tylnej kieszeni jeansów wyjąłem zapalniczkę i zapaliłem je. Potem podszedłem do okna i wyjrzałem przez nie. Latarnie się świeciły, okoliczne budynki też miały oświetlenie.
-W około wszystko jest OK-powiedziałem do siedzącej na kanapie Lucy. Podrapałem się w tył głowy.-Pójdę do sąsiadów.
Wyszedłem więc z mieszkania i zapukałem do sąsiadów. Niestety, do siebie wróciłem z niczym.
-W całym budynku nie ma prądu, zadzwonię do administracji, żeby dowiedzieć się o co chodzi-oznajmiłem od progu. Sięgnąłem po komórkę i wykręciłem odpowiedni numer.
Rozmowa okazała się być bezowocna.
-I jak tam?-spytała Lucy. Wzruszyłem ramionami.
-Jakaś masakra. Nikt nic nie wie. Dobre jest to, że obiecali kogoś przysłać. Ale nie mam pojęcia jak im to wyjdzie... Niby Nowy Jork, super wielkie miasto, genialne technologie, ale generatorów w bloku nie ma-prychnąłem.
Usiadłem na kanapie obok dziewczyny.
-Chyba nic dzisiaj nie obejrzymy - mój laptop nie jest naładowany. Co zrobisz, jak nic nie zrobisz?-przeczesałem włosy i rzuciłem Lucy przepraszający uśmiech.
-Nic się nie stało, nie martw się-odparła i także się uśmiechnęła.
Jejku, ale ona pięknie się uśmiecha! Tak w ogóle, nastrój zrobił się jakiś taki romantyczny... Te świece i wszystko...
Poprawiłem się na kanapie odwracając w jej stronę.
-Co chciałabyś w takim razie robić?
-Nie mam pojęcia...
-Może... Pogramy w karty? Albo w Monopoly? Albo-zrobiłem złowieszczą minę i zmieniłem ton głosu na taki horrorystyczny-poopowiadamy historie o duchach?
Zaśmiałem się i puściłem Lucy oczko. Zauważyłem, że dziewczyna zaczerwieniła się lekko, co tylko dodało jej uroku.
-A więc, co wybierasz, moja panno?-spytałem, tym razem mówiąc głosem lokaja czy innego dworzanina.
Lucy, moja panno? :*
niedziela, 20 listopada 2016
Od Lucy c.d: Damonka
Damon to zdecydowanie najcudowniejsza osoba na świecie, niewiele osób w dzisiejszych czasach przygarnęłoby kogoś niemalże obcego pod swój dach. Nie ukrywam, że odnoszę wrażenie, iż go wykorzystuję... Co nie znaczy, że mi się ta sytuacja nie podoba. No bo powiedzmy sobie jasno. Jest on bardzo atrakcyjnym mężczyzną w sile wieku i naprawdę nie wierzę, że nie ma żony i co najmniej jednego małego brzdąca o równie orzechowych oczach co on... W każdym razie będę miała sporo okazji aby nacieszyć się jego widokiem. Pozostaje tylko jedna sprawa będę musiała ustalić z nim kwestie dokładania się do rachunków, ale to już nie dziś, bo jak to mówią co za dużo to nie zdrowo.
Film? W sumie czemu nie. Takie wspólne leniuchowanie musi być przyjemne.
- Wolałabym się nie narażać gospodarzowi poprzez wybór filmu, który mógłby się mu nie podobać. - wymamrotałam z teatralnym zaniepokojeniem.
- Zaraz to mi się narazisz jak nie podejmiesz tej decyzji.
- O nie!- uniosłam ręce w udawanym zdziwieniu do szeroko otwartej buzi. Damon w odpowiedzi przewrócił oczami i udał się do kuchni po przekąski.
- W takim razie skoro mam wybór to obejrzyjmy jakieś tanie romansidło. - podeszłam do chłopaka i sugestywnie poruszyłam brwiami.
- O boże...- westchnął ciężko.-...a mogłem sam wybrać
- Mogłeś, oj mogłeś... Aleeee teraz już nie ma odwrotu.
I wtedy niczym jak w typowym filmie romantycznym spojrzeliśmy na siebie wyzywająco i rzuciliśmy się w stronę telewizora jak pięciolatki. Wojna o pilota rozpoczęta.
Po zaciętej przepychance czystym fartem udało mi się chwycić to magiczne urządzenie w swoje łapki. Już, już chciałam świętować jednak uświadomiłam sobie, że sprytny i przebiegły lisek, zwany również Damonem na pewno ani myśli się poddać. Czym prędzej zerwałam się na nogi i stanęłam po drugiej stronie kanapy.
- Buuuu...- wykrzyknęłam machając pilotem.
- Choć tutaj!
- Ani mi się myśli oddać swoje zwycięstwo.
- Tak? - prychnął - W takim razie sam Ci je zabiorę.
Podążył zdecydowanym krokiem w moim kierunku, a ja nie chcąc dać się złapać rozpoczełam kolejne okrążenie wkoło kanapy. Temu zabójczemu pościgowi towarzyszyły donośnie krzyki, chichy i śmiechy. Nie minęło jednak wiele czasu a Xav niemalże mnie dorwał, dosłownie musnął mój rękaw. Kierowana instynktem i chęcią ucieczki chciałam skrócić drogę przemierzając ją przez sofę. Niestety podjęta przeze mnie próba jedynie mnie spowolniła i zostałam schwytana. Damon złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie w taki sposób, że koniec końców leżeliśmy na tapczanie. Wróć, poprawka. Ja leżałam na meblu, a on na mnie.
Wówczas odniosłam wrażenie, że czas znacznie zwolnił o ile w ogóle się nie zatrzymał. Ciekawe czy dlatego, że tak zadziałała na mnie bliskość tego ciasteczka, czy może było to spowodowane wcześniejszym wysiłkiem... Taaa, aha... No na pewno.
Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy dosłownie wdzierając się do swoich dusz, śmiało mogę powiedzieć że utonęłam w jego spojrzeniu... W jego gorącym spojrzeniu. Kierowani zasadą carpe diem i adrenaliną zbliżyliśmy swoje twarze na tyle blisko, że stykaliśmy się nosami. Nasze nierównomierne oddechy się ze sobą zmieszały, mój umysł został zaćmiony, a serce jeszcze bardziej przyśpieszyło i byłam niemalże pewna, iż zaraz wyskoczy mi z piersi. Oddałabym wszystko by ta chwila trwała wiecznie, ba nawet by potoczyła sie dalej.
Jednak nie... Takie rzeczy dzieją się niestety tylko w filmach. Do naszych nosów dotarł zapach... Bardzo ale to bardzo nieprzyjemny zapach.
- Kurwa! Popcorn! - krzyknął i poleciał w stronę zadymionej kuchni.
I zostałam sama, kompletnie zdezorientowana i zaszokowana swoją własną reakcją. Cholerny popcorn, mógł poczekać chociaż te parenaście sekund...
- Chyba z tego już nic nie będzie. - powiedział zrezygnowany. - Musi nam wystarczyć czekolada i inne przekąski.
- Okay. - odpowiedziałam starając się by mój głos brzmiał jak najnaturalniej.Wierzyłam również, że te cholerne oczy chociaż raz będą ze mną współpracować i mnie nie zdradzą. Chciałam iść mu pomóc ale nogi miałam jak z waty więc stwierdziłam, że poczekam. Udało mu się szybko ze wszystkim uwinąć, a ja w międzyczasie tylko włączyłam telewizor.
- No to co oglądamy? Nie robi mi to różnicy- zapewniłam.
< Damonku? :D >
Film? W sumie czemu nie. Takie wspólne leniuchowanie musi być przyjemne.
- Wolałabym się nie narażać gospodarzowi poprzez wybór filmu, który mógłby się mu nie podobać. - wymamrotałam z teatralnym zaniepokojeniem.
- Zaraz to mi się narazisz jak nie podejmiesz tej decyzji.
- O nie!- uniosłam ręce w udawanym zdziwieniu do szeroko otwartej buzi. Damon w odpowiedzi przewrócił oczami i udał się do kuchni po przekąski.
- W takim razie skoro mam wybór to obejrzyjmy jakieś tanie romansidło. - podeszłam do chłopaka i sugestywnie poruszyłam brwiami.
- O boże...- westchnął ciężko.-...a mogłem sam wybrać
- Mogłeś, oj mogłeś... Aleeee teraz już nie ma odwrotu.
I wtedy niczym jak w typowym filmie romantycznym spojrzeliśmy na siebie wyzywająco i rzuciliśmy się w stronę telewizora jak pięciolatki. Wojna o pilota rozpoczęta.
Po zaciętej przepychance czystym fartem udało mi się chwycić to magiczne urządzenie w swoje łapki. Już, już chciałam świętować jednak uświadomiłam sobie, że sprytny i przebiegły lisek, zwany również Damonem na pewno ani myśli się poddać. Czym prędzej zerwałam się na nogi i stanęłam po drugiej stronie kanapy.
- Buuuu...- wykrzyknęłam machając pilotem.
- Choć tutaj!
- Ani mi się myśli oddać swoje zwycięstwo.
- Tak? - prychnął - W takim razie sam Ci je zabiorę.
Podążył zdecydowanym krokiem w moim kierunku, a ja nie chcąc dać się złapać rozpoczełam kolejne okrążenie wkoło kanapy. Temu zabójczemu pościgowi towarzyszyły donośnie krzyki, chichy i śmiechy. Nie minęło jednak wiele czasu a Xav niemalże mnie dorwał, dosłownie musnął mój rękaw. Kierowana instynktem i chęcią ucieczki chciałam skrócić drogę przemierzając ją przez sofę. Niestety podjęta przeze mnie próba jedynie mnie spowolniła i zostałam schwytana. Damon złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie w taki sposób, że koniec końców leżeliśmy na tapczanie. Wróć, poprawka. Ja leżałam na meblu, a on na mnie.
Wówczas odniosłam wrażenie, że czas znacznie zwolnił o ile w ogóle się nie zatrzymał. Ciekawe czy dlatego, że tak zadziałała na mnie bliskość tego ciasteczka, czy może było to spowodowane wcześniejszym wysiłkiem... Taaa, aha... No na pewno.
Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy dosłownie wdzierając się do swoich dusz, śmiało mogę powiedzieć że utonęłam w jego spojrzeniu... W jego gorącym spojrzeniu. Kierowani zasadą carpe diem i adrenaliną zbliżyliśmy swoje twarze na tyle blisko, że stykaliśmy się nosami. Nasze nierównomierne oddechy się ze sobą zmieszały, mój umysł został zaćmiony, a serce jeszcze bardziej przyśpieszyło i byłam niemalże pewna, iż zaraz wyskoczy mi z piersi. Oddałabym wszystko by ta chwila trwała wiecznie, ba nawet by potoczyła sie dalej.
Jednak nie... Takie rzeczy dzieją się niestety tylko w filmach. Do naszych nosów dotarł zapach... Bardzo ale to bardzo nieprzyjemny zapach.
- Kurwa! Popcorn! - krzyknął i poleciał w stronę zadymionej kuchni.
I zostałam sama, kompletnie zdezorientowana i zaszokowana swoją własną reakcją. Cholerny popcorn, mógł poczekać chociaż te parenaście sekund...
- Chyba z tego już nic nie będzie. - powiedział zrezygnowany. - Musi nam wystarczyć czekolada i inne przekąski.
- Okay. - odpowiedziałam starając się by mój głos brzmiał jak najnaturalniej.Wierzyłam również, że te cholerne oczy chociaż raz będą ze mną współpracować i mnie nie zdradzą. Chciałam iść mu pomóc ale nogi miałam jak z waty więc stwierdziłam, że poczekam. Udało mu się szybko ze wszystkim uwinąć, a ja w międzyczasie tylko włączyłam telewizor.
- No to co oglądamy? Nie robi mi to różnicy- zapewniłam.
< Damonku? :D >
wtorek, 23 sierpnia 2016
Od Andrija c.d: Mai
Wstałem z łóżka. Była 9.
- Ehh.. - pomyślałem - ..jak zwykle wstaje późno... Muszę kiedyś zmienić ten nawyk...
May'a polegiwała jeszcze w łóżku, więc ją zostawiłem i kazałem się nie ruszać. Poszedłem do łazienki i wziąłem prysznic. Ubrałem się w koszulę i założyłem pierwsze lepsze jeansy. Następnie udałem się do pobliskiej piekarni, żeby kupić chleb i parę bułek. Po drodze wkroczyłem do warzywniaka i nabyłem dwie sztuki pomidora. Wracając odpaliłem sobie fajkę.
***
Minęło parę minut i byłem już pod kamienicą. Otworzyłem drzwi i szybkim krokiem udałem się do mojego mieszkania. Wszedłem do środka i zaniosłem zakupy do kuchni. Zdjąłem kurtkę i zajrzałem do sypialni. May'a zasnęła.
- No to robimy śniadanie do łóżka - pomyślałem - Laski chyba lubią coś takiego.
Pokroiłem pomidora i ogórka. Wyjąłem ser i szynkę, a następnie wszystko poukładałem elegancko na talerzach. Zagrzałem wodę na herbatę lub kawę. Chleb i bułki umieściłem w małym koszyczku. Wszystkie rzeczy ustawiłem na tacy. Ruszyłem w stronę sypialni.
- May'a wstajemy! - próbowałem ją obudzić.
Ocknęła się po chwili. Miała zaspane oczy i raczej nie orientowała się co i jak.
- Zrobiłem śniadanie - uświadomiłem Em. - Chcesz kawę czy herbatę?
Uśmiechnęła się.
- Herbatę - odparła.
Poszedłem do kuchni i zrobiłem dwie herbaty. Dodatkowo dla siebie zrobiłem proteinowego szejka.
Wziąłem przysmak anglików i wróciłem do sypialni.
<Maya?>
- Ehh.. - pomyślałem - ..jak zwykle wstaje późno... Muszę kiedyś zmienić ten nawyk...
May'a polegiwała jeszcze w łóżku, więc ją zostawiłem i kazałem się nie ruszać. Poszedłem do łazienki i wziąłem prysznic. Ubrałem się w koszulę i założyłem pierwsze lepsze jeansy. Następnie udałem się do pobliskiej piekarni, żeby kupić chleb i parę bułek. Po drodze wkroczyłem do warzywniaka i nabyłem dwie sztuki pomidora. Wracając odpaliłem sobie fajkę.
***
Minęło parę minut i byłem już pod kamienicą. Otworzyłem drzwi i szybkim krokiem udałem się do mojego mieszkania. Wszedłem do środka i zaniosłem zakupy do kuchni. Zdjąłem kurtkę i zajrzałem do sypialni. May'a zasnęła.
- No to robimy śniadanie do łóżka - pomyślałem - Laski chyba lubią coś takiego.
Pokroiłem pomidora i ogórka. Wyjąłem ser i szynkę, a następnie wszystko poukładałem elegancko na talerzach. Zagrzałem wodę na herbatę lub kawę. Chleb i bułki umieściłem w małym koszyczku. Wszystkie rzeczy ustawiłem na tacy. Ruszyłem w stronę sypialni.
- May'a wstajemy! - próbowałem ją obudzić.
Ocknęła się po chwili. Miała zaspane oczy i raczej nie orientowała się co i jak.
- Zrobiłem śniadanie - uświadomiłem Em. - Chcesz kawę czy herbatę?
Uśmiechnęła się.
- Herbatę - odparła.
Poszedłem do kuchni i zrobiłem dwie herbaty. Dodatkowo dla siebie zrobiłem proteinowego szejka.
Wziąłem przysmak anglików i wróciłem do sypialni.
<Maya?>
środa, 27 lipca 2016
Od Mai CD Andrija
- Nic się nie zmieniło...Prócz Nas...- Wyszeptałam.
Chłopak zaśmiał się. Wziął mnie za rękę. Podeszliśmy bliżej brzegu. Usiadłąm na trawie, Andrij obok mnie. Pocałowaliśmy się...Znów. Uwielbiałam to.
- Który to raz?- Zapytał nagle.
- Oh...Kto to liczy! Ważne, że się kochamy.- Odparłam.
Andrij objął mnie ręką i przytulił. Ta noc zostania zapamiętana do końca mojego życia.
******
Nie pamiętam co się stało. Obudziłam się u mojego chłopaka. Ten spał tuż obok. Szturchnęłam go w ramie.
- Hej, co jest mała?- Zapytał zaspany.
- Czemu nic nie pamiętam? Opowiedz mi co było potem!- Zawołałam.
- No więc byłaś zaspana jak nie wiem. Rozpętała się burza. Uciekliśmy do domu. I koniec.- Opowiedział.
Przybliżyłam się do Andrij'a.
- Kocham Cię, wiesz?- Zaśmiał się.
- Ja Ciebie też.- Westchnęłam.- Ja Ciebie też...
<Andrij?>
Sorry za tło, wklejam z mobilnego i nie mam jak poprawić + przez najbliższe dni (do niedzieli włącznie) mnie nie ma.
Chłopak zaśmiał się. Wziął mnie za rękę. Podeszliśmy bliżej brzegu. Usiadłąm na trawie, Andrij obok mnie. Pocałowaliśmy się...Znów. Uwielbiałam to.
- Który to raz?- Zapytał nagle.
- Oh...Kto to liczy! Ważne, że się kochamy.- Odparłam.
Andrij objął mnie ręką i przytulił. Ta noc zostania zapamiętana do końca mojego życia.
******
Nie pamiętam co się stało. Obudziłam się u mojego chłopaka. Ten spał tuż obok. Szturchnęłam go w ramie.
- Hej, co jest mała?- Zapytał zaspany.
- Czemu nic nie pamiętam? Opowiedz mi co było potem!- Zawołałam.
- No więc byłaś zaspana jak nie wiem. Rozpętała się burza. Uciekliśmy do domu. I koniec.- Opowiedział.
Przybliżyłam się do Andrij'a.
- Kocham Cię, wiesz?- Zaśmiał się.
- Ja Ciebie też.- Westchnęłam.- Ja Ciebie też...
<Andrij?>
Sorry za tło, wklejam z mobilnego i nie mam jak poprawić + przez najbliższe dni (do niedzieli włącznie) mnie nie ma.
wtorek, 26 lipca 2016
Od Andrija cd Mai
Wiesz... Bo... Ja Ciebie bardzo lubię... - zjąkałem się - Yyy... Znaczy... No wiesz...
Złapałem oddech. Em próbowała coś powiedzieć. Jednak przerwałem jej.
- Chcesz być moją dziewczyną? - zadałem pytanie retoryczne. Nie oczekiwałem odpowiedzi w tej chwili.
Widziałem, że znowu próbowała coś powiedzieć. Tak jak wcześniej - przerwałem jej. Przysunąłem się do niej i pocałowałem ją, po czym mocno przytuliłem.
- Nie musisz odpowiadać teraz... - wyszeptałem - Zastanów się... Zastanów się dobrze...
Staliśmy wtuleni w siebie przez chwilę. Było prawie jak w jakimś filmie romantycznym. A może to był taki film? Albo chociaż scena? Nie wiem. Raczej nie.
- Chodź - powiedziałem.
- Gdz.. Gdzie? - zjąkała się.
- Zobaczysz... - kontynuowałem - Ale zamknij oczy...
Zamknęła oczy. Złapałem ją za rękę i ruszyłem w stronę samochodu. Posłusznie szła za mną, nie buntowała się. To mi się podoba.
To ja tutaj rozdaje karty - pomyślałem. Doszliśmy do samochodu, otworzyłem jej drzwi i posadziłem. Po chwili sam znalazłem się w aucie.
***
Minęło parę minut. Byliśmy na miejscu. Wysiadłem i wziąłem May'e za rękę. Wystartowaliśmy. Szliśmy w ciszy około 5 albo 6 minut i byliśmy przy celu. Średnio co 3-4 kroki bacznie sprawdzałem czy aby na pewno nie podgląda. Czekała nas jeszcze chwilowa wędrówka przez park i będziemy. Im bliżej byliśmy tym bardziej biło mi serce. Po dłuższej wędrówce znaleźliśmy się przy celu.
- Ta da! - krzyknąłem - Możesz otworzyć oczy.
Założyłem jej rękę na ramię i przytuliłem.
- Tak, to jest to jezioro w którym po raz pierwszy się całowaliśmy
<Maya?>
Złapałem oddech. Em próbowała coś powiedzieć. Jednak przerwałem jej.
- Chcesz być moją dziewczyną? - zadałem pytanie retoryczne. Nie oczekiwałem odpowiedzi w tej chwili.
Widziałem, że znowu próbowała coś powiedzieć. Tak jak wcześniej - przerwałem jej. Przysunąłem się do niej i pocałowałem ją, po czym mocno przytuliłem.
- Nie musisz odpowiadać teraz... - wyszeptałem - Zastanów się... Zastanów się dobrze...
Staliśmy wtuleni w siebie przez chwilę. Było prawie jak w jakimś filmie romantycznym. A może to był taki film? Albo chociaż scena? Nie wiem. Raczej nie.
- Chodź - powiedziałem.
- Gdz.. Gdzie? - zjąkała się.
- Zobaczysz... - kontynuowałem - Ale zamknij oczy...
Zamknęła oczy. Złapałem ją za rękę i ruszyłem w stronę samochodu. Posłusznie szła za mną, nie buntowała się. To mi się podoba.
To ja tutaj rozdaje karty - pomyślałem. Doszliśmy do samochodu, otworzyłem jej drzwi i posadziłem. Po chwili sam znalazłem się w aucie.
***
Minęło parę minut. Byliśmy na miejscu. Wysiadłem i wziąłem May'e za rękę. Wystartowaliśmy. Szliśmy w ciszy około 5 albo 6 minut i byliśmy przy celu. Średnio co 3-4 kroki bacznie sprawdzałem czy aby na pewno nie podgląda. Czekała nas jeszcze chwilowa wędrówka przez park i będziemy. Im bliżej byliśmy tym bardziej biło mi serce. Po dłuższej wędrówce znaleźliśmy się przy celu.
- Ta da! - krzyknąłem - Możesz otworzyć oczy.
Założyłem jej rękę na ramię i przytuliłem.
- Tak, to jest to jezioro w którym po raz pierwszy się całowaliśmy
<Maya?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)