-KURWA!-warknąłem.-Hej, Lu! Słyszysz mnie?
-Dajmonełe?-mruknęła.-Zabierzeszszsz mje do siebie? Zabierz mje, ploseee... Nie mogę dalej iśśś...
-Taki mam plan-odparłem i wziąłem ją na ręce jak pannę młodą. Dobrze, że mój samochód stał niedaleko stąd, więc szybko do niego poszedłem, wsadziłem Lu do środka, zapiąłem jej pasy i sam wsiadłem. Cały czas do niej gadałem, byleby tylko utrzymać kontakt. Całe szczęście, że o tej godzinie na ulicach nie było tak dużo ludzi, więc w miarę szybko przemknęliśmy do mnie.
***
Była godzina ósma rano, a ja siedziałem i patrzyłem się na śpiącą na kanapie Lucy. Za dwie godziny zaczynałem pracę, ale teraz mogłem sobie pozwolić na chwilę lenistwa, ponieważ studio nie jest daleko, a zrobiłem już poranne zakupy i zjadłem śniadanie.
Jejku, Lu wyglądała tak ślicznie, kiedy spała.
Cieszyłem się, że jest z nią już mniej więcej dobrze, bo, nie łudźmy się stan, do którego się wczoraj doprowadziła (sama czy z czyjąś pomocą, tego nie wiem), zagrażał jej zdrowiu, a nawet życiu. Wolę nawet nie myśleć, "co by było gdyby"...
Zastanawiałem się też nad słowami Lucy - mówiła, że bardzo jej się podobam i inne takie rzeczy. Czy ona rzeczywiście tak uważa? Chciałbym, żeby to była prawda.
Dziewczyna poruszyła przez sen ręką, a ja odgarnąłem jej włosy, które opadły na jej piękną twarzyczkę. Najciszej jak mogłem sięgnąłem po szkicownik i zacząłem ją rysować. Najpierw powstał główny zarys postaci, potem zaczynałem rysować szczegóły. Kiedy kończyłem rysunek było za piętnaście dziesiąta. Odłożyłem więc szkicownik oraz ołówki na półkę i podszedłem do lodówki. Z szafki nad nią wyjąłem koszyk z lekarstwami, a z niego środki przeciwbólowe. Wyrwałem kartkę z notatnika, który wisiał na lodów w i zacząłem pisać:
Hej, Lu! Mam nadzieję, że czujesz się lepiej niż w nocy. Tutaj masz coś na ból głowy, jedzenie jest w lodówce, a chleb i bułki są w chlebaku. Bierz co chcesz i czuj się jak u siebie, ja będę w salonie, wrócę o 14. Jak coś to dzwoń. ~Damon
PS Komplet kluczy, który możesz wziąć jest na stole kuchennym.
Postawiłem na ławie szklankę z wodą, obok szklanki lekarstwa i notatkę. Ubrałem buty, kurtkę, wyszedłem z mieszkania, zamknąłem drzwi i poszedłem do studia.
***
Awwww yeaaahh, fajrant!
Zamyknąłem studio i jak na skrzydłach popędziłem do najbliższego sklepu, by kupić świeże składniki potrzebne do przygotowania obiadu. Oprócz tego kupiłem wielkie pudło lodów i trzy tabliczki czekolady. I pop corn i wafle ryżowe. Zamierzałem urządzić z Lucy wieczór filmowy, ale jak na razie wcale jej o tym nie wspomniałem.
Dziewczyna dzwoniła w okolicach dwunastej, i jeśli mnie nie wkręcała, to czuła się całkiem dobrze. Chociaż, gdyby chodziło o mnie to po takiej nocy denerwowałoby nawet stąpanie mrówki po dywanie. Całe szczęście, że te czasy już minęły.
W mieskaniu pojawiłem się dwadzieścia po drugiej.
-Cześć, Lu! Jak się czujesz?-spytałem od progu.
Lucy? Wiem, flaki z olejem, ale nie miałam żadnego pomysłu, a Twoje opo tak długo bez odp ;_;