Po pracy wracałem do domu. Wreszcie. w transporterku pod pachą niosłem
niewielkiego psa. Nie chcieli go zostawiać samego na noc w lecznicy więc
dostałem na jeden dzień szczeniaka. Zagapiłem się na buty i ... jebut
nagle transporterek upadł wraz z nim jakaś dziewczyna i tylko ja stałem
na nogach..
Podniosłem dziewczynę która wydawała się być zawstydzona.... Mocno
zawstydzona i delikatnie uchyliłem drzwiczki od transporterku. Pies żył. Mruknał na mnie niezadowolony z powodu nagłej zmiany położenia i
poszedł spać dalej.
-Umm przepraszam?-popatrzyła na mnie oczekując przeprosin
-Nie musisz przepraszać-uśmiechnałem się lekko i podałem jej ręke.
-Nico jestem a ty ?
-Liesel..
-Lie.. sel.... emmm -przechyliłem głowę i podrapałem się po karku.
-Och nie udawaj jak byś nie słyszał dziwniejszych imion-burknęła
-Nie nooo co to to nie .. słuchaj okropnie mi przykro że na mnie weszłaś.
W odpowiedzi dostałem głośne prychnięcie
-Pies żyje, ty żyjesz, ja żyję.
-Pies?-popatrzyła na mnie i zwęziła oczy.
Podniosłem delikatnie transporter na wysokość jej oczu.
-ojeeeeeej piękny co to za bobo?
-Jest do adopcji jak byś chciała, nazywa się miki i jest mieszanką, będzie mały-uśmiechnałem się
-Nie jest twój?
-Jestem weterynarzem. jakoś tak wyszło ze muszę go na noc zabrać-uśmiechnąłem sięlekko
<cd liesel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz