Nie spodziewałam się, że sprzątnięcie całotygodniowego syfu zajmie mi aż
tyle czasu. I du.pa z mojego dnia wolnego. Z wcale nie cichym jękiem
włożyłam buty i stanęłam przed wyjściowymi drzwiami.
- Spacer! - zawołałam krótko, a moje kochane potwory przybiegły do mnie
ze smyczami w pyskach. Bardzo przydatna sztuczka, przynajmniej nie muszę
szukać tych sznurków po całym mieszkaniu.
Zabrałam jeszcze z wieszaka linkę treningową i włożyłam psiakom kagańce.
Nie było dla mnie niczym nowym, że Hero bez problemu dał go sobie
założyć, ale że nie musiałam szarpać się z Barbie, to już tak. Czyli
robimy postępy!
Schodząc po schodach myślałam o tym, jak nie chcę mi się nigdzie iść.
Najchętniej zamknęłabym się w moich czterech ścianach i nie wychodziła
do Nowego Roku... Niestety tak się nie da. Ale przynajmniej zakupy mam
już odhaczone. Zabawne na ich wspomnienie zachciało mi się śmiać. Kiedy
wyszłam przed blok pomyślałam, że mam jakieś zwidy, że zaczęłam
majaczyć. Dopiero po chwili zorientowałam się, że ten, nie jestem pewna
jego imienia, ale chyba Michael, tu przyszedł. Zaczęłam analizować całą
rozmowę z nim. No ładnie.
Uderzyłam się mentalnie w czoło. Brawo Noemi! Mów wszystkim obcym
facetom gdzie mieszkasz, to bardzo dobry pomysł! Gratulując sobie w
duchu głupoty, postanowiłam się nim nie przejmować i iść dalej, z
nadzieją że nie zauważy mnie.
Ale zauważył... nawet dwóch kroków nie zdążyłam zrobić, a on już stał
praktycznie przy mnie. Mówił coś, że obiecał że przyjdzie i podał mi
kwiatka, szczerząc się idiotycznie.
Dlaczego ludzie nie rozumieją, że kiedy mówię, by dali mi spokój, to
właśnie to mam na myśli? Świat byłby wtedy o wiele piękniejszy.
- Jesteś... ech... - szkoda słów. Nie chcę go tutaj niech sobie stąd idzie.
Zacisnęłam dłonie mocniej na smyczach i wyminęłam go bez słowa. Może i
zachowuje się jak dziecko, ale jestem dorosła i mam do tego prawo...
prawda?
To nielogiczne. Jednak mimo wszystko mam prawo ignorować tego mężczyznę.
Nikt mi tego nie zabroni i kij z tym, że chciał być miły.
Poszedł za mną, choć już nie tak pewny siebie, był nieco zmieszany.
- Nie lubisz róż, czy wszystkich ciętych kwiatków? - zapytał, przywracając na twarz uśmiech.
- Nigdy się nie poddajesz, co? - zapytałam, nawet nie racząc na niego spojrzeć.
Zaśmiał się krótko.
- Nie mam w zwyczaju. - stwierdził po czym ponownie się zaśmiał.
- W takim razie dziękuję za prezent. - oznajmiłam, miałam zajęte obie
ręce, więc musiałam się sporo nakombinować, żeby wziąć od chłopaka tę
różę.
Wyglądał przekomicznie. Już miałam mu powiedzieć, że wygrał życie, ale na szczęście opanowałam sztukę milczenia.
Poszliśmy tym dość nieskładnym korowodem do parku, bo nie chciało mi się
dziś biegać z psami. Mój nowy znajomy ciągle coś mówił, próbując
zachęcić mnie do rozmowy, ale, jeśli w ogóle, to odpowiadałam mu tylko
jednym słowem. Usiadłam na ławce i spuściłam Hero ze smyczy, a Barbie
przepięłam na linkę. Przynajmniej tyle wolności mogę jej dać. Spojrzałam
na kwiatka, który teraz spoczywał na moich kolanach.
- Zabawne, że wybrałeś ten kolor. - stwierdziłam, odchylając się znacznie do tyłu i zamykając oczy.
- Dlaczego uważasz to za zabawne. - spytał. Nie widziałam go, ale mogłabym przysiąc na wszystko, że właśnie się szczerzy.
- Cóż, herbaciane róże daje się na zakończenie owocnej współpracy. To
zupełnie tak jakbyś mi sugerował, że było miło, ale nie chcesz mnie
znać. - powiedziałam spokojnie.
Nagle Barbie szarpnęła mocno linką. Instynktownie chwyciłam ją mocniej,
przez co przepaliła mi skórę. Umiem się przeciąć nawet kawałkiem
sznurka, gratulacje.
- Choler.a! - zaklęłam pod nosem.
Z lewej dłoni zaczęła kapać mi krew, od razu odwróciłam wzrok. Jak ja nienawidzę jej widoku, od razu robi mi się słabo.
Mike? Uratujesz, prawda :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz