czwartek, 5 maja 2016

Od Sylvaina

-Sylvian!-usłyszałem i spojrzałem na chłopaka z nad zwłok kobiety którą właśnie ogarniałem.
-Co jest?-zapytałem z lekkim uśmiechem i podszedłem do niego odkładając po drodze narzędzia. Uśmiechnął się lekko i poklepał mnie po plecach.
-Mam robotę… będziesz mnie uczył-wyszczerzył się a ja wywróciłem oczami z uśmiechem.
-Ciebie? Uczył…ty i nauka? Czy ja się przesłyszałem?-zapytałem a on spiorunował mnie wzrokiem a ja zaśmiałem się.
-Nie ważne o której mam jutro przyjść?-odpowiedział pytanie a ja uspokoiłem się i udając, że ocieram niewidzialną łzę szczęścia z kącika oczu powiedziałem:
-Koło siódmej bądź pod drzwiami, ale za żadne skarby nie wchodź do pomies…
-Czemu nie mogę wchodzić?-przerwał mi co wyprowadziło mnie lekko z równowagi.
-Bo nie, jutro o siódmej pod drzwiami, nie za-upomniałem go i wróciłem do pracy.


Kiedy już wróciłem do domu Vijo od razu znalazł się obok mnie, wziąłem kaganiec oraz smycz i przygotowałem psa do biegu, przedtem jednak szybko się przebrałem. Wyszliśmy po mimo deszczu, chciałem odpocząć a to był na razie jedyny sposób jaki był mi znany. Po kilku minutach znaleźliśmy się w pobliskim lesie tam odpiąłem psu smycz by mógł swobodnie pobiegać. Myślami uciekłem gdzie indziej patrząc jedynie by nie potknąć się o jakąś gałąź biegnąc, słuchawki w uszach i muzyka były aloesem. Kiedy jednak musiałem się wyj*bać spostrzegłem, że z oczu zniknął mi Vijo. Wyjąłem słuchawki z uszu i wstałem otrzepując kolana i plecy jednak i tak byłem już mokry, nie tylko przez deszcz ale i przez mech, byłem też cały w kolkach co mi się nie spodobało.
-Vijo!-krzyknąłem i już po chwili usłyszałem szczekanie psa. Pobiegłem w tamtym kierunku. Zauważyłem zwierzę i jakąś postać naprzeciwko niego.
-Choć do mnie mały-powiedziałem a pies odwrócił się do mnie i podbiegł, ukląkłem nie martwiąc się o dresy które i tak miałem mokre i brudne od błota. Zapiąłem Vijo na smycz i spojrzałem na chyba dziewczynę, za bardzo padało i było ciemno jak w dupie. Pogłaskałem zwierzę i podniosłem się owijając smycz dookoła dłoni.
-Wybacz za niego, nie przepada za nieznajomymi-rzekłem i ruszyłem w jej kierunku.
-Nic się nie stało-odpowiedziała i teraz mogłem zauważyć, że lekko się uśmiecha…?
-Jeśli mogę spytać… co tutaj robisz o tej godzinie?-zapytałem a ona westchnęła i spojrzała na Vijo który przyglądał jej się z zaciekawieniem.
-Długa historia...-powiedziała a ja uniosłem jedną brew w geście zdziwienia jednak nic więcej nie powiedziała.
-Proponuje dach chociaż na teraz kiedy pada, mogę pożyczyć ci ubrania siostry oraz ciepłą kawę lub herbatę-rzekłem z chęcią pomocy.
-Nie trzeb…
-Nie namawiam, jednak do miasta jest kawałek drogi, pada, jestem przemoczona-uniosłem dłonie w geście poddania się.


Lucy?default smiley xd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz