piątek, 22 lipca 2016

Od Damon'a CD Lucy

Przewróciłem oczami, zrobiłem znudzoną minę a potem puściłem Lucy oczko. Nucąc pod nosem ogarnąłem ubrania a potem usiadłem przy stole kuchennym.
-Jako że lubię mieć wszystko uporządkowane i ustalone, oto moja propozycja na dalszy plan dnia-powiedziałem.-Przygotuję obiad, pojedziemy po Twoje rzeczy a samym wieczorem zapraszam Cię na domowy wieczór filmowy. Co Ty na to?
-Wszystko mi pasuje, tylko...
-Hmmm?
-Pojedziemy po moje rzeczy? Dlaczego?
-No, chyba nie zamierzasz cały czas chodzić tak? Chociaż nie powiem, że twój dzisiejszy strój mi się nie podoba-puściłem jej oko, a ona posłała mi paraliżujące spojrzenie.
-Ale przecież ja nie mogę...
-Nie ogarniam-wszedłem jej w słowo-Czego nie możesz?
-No, zostać u Ciebie.
-A dlaczego tak sądzisz?  Nie chcę, żebyś wracała do tamtego motelu, czy jak kolwiek tamto miejsce nazwać-skrzyżowałem ręce na piersi.
-A ja nie chcę być na Twojej łasce, bo umiem sobie sama poradzić-zaparła się i zrobiła najbardziej stanowczą minę na jaką ją chyba było stać.
-Lucy, posłuchaj mnie. Zapraszam Cię tutaj jako mojego współlokatora, do czasu aż nie znajdziemy Ci jakiegoś normalnego mieszkania. Mam nadzieję, że nie odrzucisz mojej propozycji-uśmiechnąłem się czarująco. Nie zszedłem jednak ze stanowczego tonu i pozy.
Dziewczyna pufnęła, ale nic nie powiedziała.
-Świetnie-powiedziałem.-Uznaję Twoje milczenie za zgodę-wstałem i zabrałem się za przygotowywanie obiadu. Usłyszałem tylko coś, co przypominało "Tylko na chwilę...".
***
Po obiedzie wpakowaliśmy się do auta i podjechaliśmy pod hotel, w którym zakwaterowana była Lucy.
Zaparkowałem i wyszedłem razem z nią. Pomogłem jej zabrać rzeczy i wpakowywałem wszystko do samochodu, a Lu w tym czasie ogarniała należność za zakwaterowanie. Gdy ulokowałem już wszystkie walizki wróciłem do hotelowego holu, by sprawdzić co u mojej współlokatorki. Okazało się, że już wszystko załatwione, więc wróciliśmy do samochodu.
-Damon... Nie chcę sprawiać Ci trudności...
-Nie sprawiasz mi żadnych trudności-uciąłem i przywołałem na twarz przyjazny uśmiech. Odpaliłem auto i ruszyłem.-A tak w ogóle... Idziesz ze mną jutro do salonu?
-Nie wiem, nie chciałabym przeszkadzać.
-Jak będziesz przeszkadzać, to zamknę Cię na zapleczu-odparłem i puściłem jej oczko.-Nie musisz iść ze mną od samego rana, możesz wpaść, jak się wyśpisz.
Dotarcie pod moje mieszkanie zajęło nam trochę czasu, ponieważ stale zakorkowane miasto o tej porze zakorkowywało się jeszcze bardziej. Może trudne to do pojęcia, ale, niestety, jak najbardziej możliwe.
Kiedy byliśmy już na miejscu poleciłem Lucy wiąć klucze od mieszkania i otwierać przede mną drzwi.
Udało mi się zabrać wszystko na raz.
-Może lepiej będzie jak rozłożysz wnoszenie tego wszystkiego na raty?-spytała Lu. Posłałem jej spojrzenie, które mówiło: "Prędzej się zarwę, niż będę chodził po to dwa razy." Ona przewróciła oczami.
-Mężczyźni...-mruknęła.
-Co tam, co tam?
-Niiiic-odparła ze słodkim uśmieszkiem i podążyła przede mną do mieszkania.
Walnąłem wszystkie torby na środku salonu, a po namyśle przesunąłem je pod ścianę.
-No to jak? Co oglądamy? Zniosę nawet komedię romantyczną-powiedziałem z uśmiechem.
Lu? Co chciałabyś obejrzeć? Może jakiś wyciskacz łez? Albo horror? ;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz