Cała sytuacja cholernie mnie przygnębiała.
No ale jak inaczej miałam się czuć?
Cały dzień snułam się po mieszkaniu nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Zadzwoniłam do pracy i powiedziałam, że jestem obłożnie chora i nie wiem, kiedy wyzdrowieję. Kupili to.
Jako tako zewnętrznie się ogarnęłam, jednak w środku cały czas zostawałam rozbita. Parę razy próbowałam zasnąć, ale nic z tego nie wychodziło. A jeśli już, to budził mnie najlżejszy dźwięk. Stwierdziłam więc, że lepiej będzie naszprycować się kawą. Alkoholu nie miałam, a nie chciałam wychodzić z domu. Piłam zatem czarne jak smoła siekiery.
Gdy przylazł Lion zrobiło się jeszcze gorzej. Cholera czy on nie rozumie, że chcę być sama? Niech w końcu zostawi mnie w spokoju. Dlaczego on się tak mną przejmuje? Niech idzie do tamtej cizi.
Po dłuższym czasie walenia w drzwi nie wytrzymałam i otworzyłam je, żeby mu nagadać.
Kiedy go zobaczyłam na sekundę straciłam rezon. Dlaczego on jest taki przystojny?! Ale nie, niech sobie nie myśli, że się nim przejmuję. To znaczy, tak, przejmuję się nim i to cholernie, ale niech myśli, że jest inaczej. "Trza twardym być, nie miętkim". Nawrzeszczałam na niego i z hukiem zatrzasnęłam drzwi. Potem weszłam do salonu rzuciłam się na kanapę i zakryłam głowę poduszką.
I wtedy poczułam się tak okropnie samotna, że aż czułam jak pęka mi serce.
Moja mama nie żyje, tata mieszka daleko stąd i choć wiem, że bardzo mnie kocha, to widujemy się raz na ruski rok. Nie mam żadnych bliższych znajomych, bo jeśli tacy byli to dawno się na mnie wypięli albo mieszkają daleko stąd.
Zdałam sobie sprawę, że w ostatnim czasie to on był mi najbliższy. Cały czas o nim myślałam, pisałam w wyobraźni scenariusze rozmów, przeanalizowując wszystko po piętnaście razy. A teraz go nie ma. Z mojej winy, bo to przecież ja, a nie ksiądz proboszcz go do mieszkania nie wpuścił.
Powinnam posłuchać jego wersji wydarzeń, co do tego, co stało się w klubie, a nie skreślać go na starcie. No i nie powinnam go obwiniać, za to, co stało się później, bo to on przecież obronił mnie przed tym zboczeńcem. Nie chciałam myśleć o tym, co by mi się stało, gdyby się tam nie pojawił.
Ty głupia cholero, dlaczego zawsze najpierw robisz, a potem myślisz?! Co teraz? On już nie wróci. Nie wróci, zobaczysz.
Nie wiem jak to zrobiłam, ale zasnęłam. Nic mi się nie śniło.
***
Obudził mnie jakiś hałas i nieźle się przestraszyłam, gdy zobaczyłam, że Lion jest u mnie w mieszkaniu. Najważniejsze natomiast było uczucie ulgi, które się pojawiło, kiedy pojawił się przed moimi oczami.
Z powrotem zachciało mi się płakać, kiedy zaczął swój monolog. Jednak teraz udało mi się zapanować nad łzami.
-Nie-zdołałam wykrztusić.-Nie.
-Co "nie"? Nie rozumiem.
-Nie idź. Nigdzie nie idź. Nie zostawiaj mnie. Wcale nie chcę być sama. Potrzebuję kogoś, kto... Potrzebuję Ciebie. Zostań przy mnie i już nigdy nigdzie nie idź. Nigdy. Proszę-powiedziałam i nie zdołałam już dłużej powstrzymywać łez. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a on nieporadnie mnie objął. Nie musiałam patrzeć na jego twarz, żeby wiedzieć, że jest zaskoczony.
No cóż, przecież przed chwilą złożyłam mu deklarację... No nie, nie miłości, ale okazałam mu właśnie coś ważnego. Nie chciałam więcej zostawać sama i bałam się co on odpowie, tak strasznie się bałam. Przytulił mnie mocniej i pocałował w czubek głowy. Cały czas nic nie mówił, a ja nie chciałam go ponaglać, mentalnie przygotowywałam się na cios, jakim będzie jego odmowa. Jak ma się przecież zgodzić? Nawet mnie dobrze nie zna. Kim ja dla niego jestem? Jedynie pokręconą laską, z huśtawką nastrojów i destrukcyjną osobowością. Destrukcyjną dla siebie jak i dla innych, jeśli nie fizycznie, to psychicznie. O tak, Lex, nie ma na co liczyć, lepiej przygotuj się na odmowę.
Lionku? Uratuj ją :<
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz