Jeny, Noemi pięknie się śmiała. Kiedy zobaczyłem jak chcichocze zrobiło mi się cieplej na sercu. Autentycznie. Ogarnąłem się jednak, żeby nie zauważyła, że mam głupi wyraz twarzy.
-To chcesz tą czekoladę?-spytała.
-Jeszcze się pytasz-mruknąłem i ułamałem sobie po dwie kostki z białej, po dwie z karmelowej i po dwie z gorzkiej. Na początek wpakowałem do ust białą.
-Bierz wszystkie, nie wstydź się.
-Nie lubię tej z cukierkami, a mleczną zaraz sobie ułamię-odparłem kiedy już przełknąłem. Zauważyłem, że na moje słowa w oczach Noemi przeskoczyła iskierka radości. Uśmiechnąłem się do niej.-To już wiem, żeby następnym razem dać Ci czekoladę-zaśmiałem się, a ona nie skomentowała.
Za oknem uderzył piorun i huknął grzmot, ale nie z taką siłą jak poprzednio.
-No, kończy się ta burza-skomentowałem, tym razem zjadając karmelową.
-Bardzo dobrze-mruknęła tylko.-Bardzo dobrze.
Jak na życzenie w parę sekund po jej słowach wróciło światło. Zaśmiałem się.
-Kurcze, normalnie mówisz i masz...-zacząłem zdmuchiwać świeczki.
Kiedy już wszystkie były zdmuchnięte zacząłem się bawić woskiem (czy tam stearyną czy jak to się w tym przypadku nazywa). Wkładałem opuszki palców do gorącej jeszcze cieczy i patrzyłem jak tworzy się ba nich skorupka.
-Co Ty robisz...?-spytała, patrząc na mnie krzywo.
-Bawię się. Nie widać?
-Oh, bawisz się... Rozumiem...
-No co..? Nie śmiej się ze mnie!-krzyknąłem i umazałem jej nos i czoło.
-Ej no!
-Co? Ja nic nie zrobiłem-uniosłem otwarte dłonie, zrobiłem niewinną minę, a potem puściłem jej oko.
Noemi? Przepraszam, że dopiero teraz i przepraszam, że takie krótkie, ale miałam męczący tydzień i jestem wykończona po zawodach ;_;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz