Istne Déjà vu - pomyślałem. Normalnie jak bym już coś takiego przeżył. Czekaj. Wróć. W sumie to przeżyłem, dokładnie wczoraj. Znowu czułem się zestresowany. Chciałem odruchowo sięgnąć po papierosa. Jednak szybko się ocknąłem. Może nie toleruje palaczy? Kurwa. Tym razem musi się obyć bez fajki. Cóż, muszę jakoś wytrzymać.
- Właściwie to nie - odpowiedziałem na jej pytanie - A Ty?
- Ja też...
Okej, czyli jest wolna. Na razie. Jak się nie wezmę do roboty to zaraz będzie zajęta. W sumie to nawet mi się podoba.
- Nie chciałabyś zjeść ze mną obiadu? - zapytałem - Znam dobrą knajpkę niedaleko. Serwują tam pysznego kurczaka. Oczywiście ja stawiam.
- W sumie to mogę. Ale każdy płaci za siebie.
- O nie, moja droga. Ja płace...
Moja droga? Co też mi przyszło do głowy. Nawet nie jesteśmy parą. Znowu musiałem palnąć coś głupiego. Spojrzałem się na May'e w poszukiwaniu jakiegokolwiek przebaczenia. Jednak gdy się przyjrzałem dziewczyna nie zwróciła uwagi lub nie dawała poznać po sobie, że jej się to nie spodobało. A może spodobało? Pal licho. Raz się żyje najwyżej się ze mną już nie umówi.
Ruszyliśmy w stronę knajpki poruszając normalne tematy, pokroju: co słychać, co tam w wiadomościach, jaka pogoda będzie na weekend etc.
Gdy znaleźliśmy się na miejscu otworzyłem jej drzwi i odsunąłem krzesło. Taki ze mnie kulturalny chłop. Kelner podał nam kartę i powiedział, że zaraz przyjdzie po zamówienie.
- Co chciałabyś zjeść? - spytałem.
- W sumie... To nie wiem... A Ty?
Wiedziałem, że tak będzie. No po prostu wiedziałem. Mogłem się nawet z kimś o to założyć. Tutaj pojawia się problem. Jem za trzech. Mam zamówić coś skromnego i potem jak się rozstaniemy podjechać na jakaś stację po parę hot-dog'ów? Czy zjeść jak król i nie przejmować się konsekwencjami. Wyśrodkowałem. Stwierdziłem, że zamówię taką średnią porcję ostrego kurczaka. Po chwili namysłu zjawił się kelner i zapytał czy może przyjąć zamówienie. Odparłem, że tak.
- W takim razie co dla państwa?
Ha. Na pana to trzeba mieć wygląd i pieniądze. Wygląd? Może jest, gorzej z pieniędzmi. Od pierwszego do pierwszego jakoś daję radę.
- Kurczaka w sosie ostrym z porcją ryżu i zestaw surówek do tego.
- Dobrze. A dla pani?
- Em.. To samo.
- Coś do picia?
Odpowiedziałbym, że wódkę ale do mięsa?
- Dwie cole poproszę.
- To wszystko?
- Tak, dziekuję.
Kelner odszedł w stronę kuchni, by złożyć nasze zamówienie. Zaczęliśmy rozmawiać o rodzinie i takich tam rzeczach. O przeszłości, o starych dziejach itp. Nawet nie zorientowałem się kiedy przyniesiono nam nasze dania. Rozmowa z May'ą była wspaniała. Układa się do kupy. Może mam u niej szanse? Tego nie wiem. Swoją porcję zjadłem bardzo szybko. Niemal tak szybko jak jestem w stanie obalić litrowy afrodyzjak potocznie zwany wódką. Pod pretekstem wyjścia do toalety skoczyłem na szybkiego szluga i po różę, ot taki ze mnie romantyk. Wróciłem po paru chwilach i wręczyłem jej kwiatka. Była zdumiona. Kolejne minuty upływały mi na siorpaniu coca-coli a moja kompanka próbowała uporać się z kurczakiem. Widząc jej niemoc spowodowaną najprawdopodobniej ostrością potrawy zaproponowałem swoją pomoc. Na trzy własne kęsy, jednym karmiłem ją. W ten sposób poszło znacznie szybciej. Nim się spojrzałem była już 17. Poprosiłem kelnera o rachunek. W tym czasie wróciliśmy do naszej rozmowy. Dowiedziałem się, że pochodzi z Włoch a dokładnie z Mediolanu, jej ojciec Adrian jest malarzem i sama dużo maluje itd. Dostaliśmy rachunek i wymieniłem wzrok z moją "podopieczną", która szykowała się do złapania rachunku. Byłem szybszy.
- Każdy płaci po połowie! - nalegała.
- O niee! Dzisiaj płacę ja. Bo zacznę krzyczeć! - zagroziłem.
Uśmiechnęła się bardzo serdecznie i nawet można powiedzieć, że zaczęła się cichutko śmiać. Zapłaciłem i zostawiłem dosyć solidny napiwek naszemu kelnerowi. Wyszliśmy przed knajpkę.
- Co teraz? - zapytałem
<Maya? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz