Spojrzałam na Chrisa z lekkim zdenerwowaniem. Jego spojrzenie przechodziło przeze mnie na wylot.
-A więc jaka jest pani decyzja?-spytał po chwili.
-Z chęcią podejmę się pracy na stanowisku pańskiej asystenki-odparłam, dotykając dłonią karku. Chris uśmiechnął się szeroko.
-Znakomicie. Proszę, oto umowa-podał mi zadrukowaną kartkę papieru. Wzięłam ją i zaczęłam czytać. Zawsze czytam wszystkie umowy itp. Kiedy skończyłam, sięgnęłam do torebki po długopis, ale Chris podał mi swój. Metalowo-skórzany, elegancki, idealnie wyważony. Podziękowałam skinieniem głowy i bez wachania podpisałam w wyznaczonym miejscu.
-Wspaniale-oznajmił mój, od teraz, przełożony.-A więc, tak jak było napisane w umowie, zaczyna pani pracę odrazu. Proszę za mną, wszystko pani objaśnię.
***
Po krótkim wprowadzeniu co do zakresu moich obowiązków otrzymałam służbowy laptop i telefon oraz odpowiedni zestaw akcesoriów. Same nowinki technologiczne, wszystko wyglądało jakby było dopiero co przywiezione ze sklepu. Ja sama nigdy bym sobie czegoś takiego nie kupiła. Będę musiała strasznie na nie uważać, bo jeśli cokolwiek stanie się z tymi cacuszkami, to nie wypłacę się do końca życia.
-Oczekuję od pani dyspozycyjności i byłoby wspaniale, gdyby mogłaby pani pracować poza normalnymi godzinami pracy. Chodzi mi o spotkania z partnerami naszej firmy, szkolenia, delegacje... Oczywiście, wszystko to będzie dodatkowo płatne-ułożył palce w piramidkę i wbił we mnie wzrok.-Będzie musiała pani wypełniać wszystkie moje polecenia-oznajmił. Spojrzałam mu w oczy i przez moment wydało mi się, że zobaczyłam w nich jakiś dziwny błysk. Chris uśmiechnął się półgębkiem.-Polecenia służbowe, oczywiście. A teraz...-przerwało mu wejście poważnego mężczyzny w średnim wieku. Mężczyzna ten miał na sobie garnitur, którego uszycie kosztowało zapewne parę tysięcy. Moje podejrzenia sprawdziły się, kiedy zobaczyłam przyszytą nad kieszenią tak zwaną snobkę z logo projektanta. Jednakowoż, garnitur Chrisa nie był wcale gorszy. A ja siedzę tutaj w ubraniach z tanich sieciówek...
Mój przełożony wstał zza biurka, zapiął marynarkę i we władczej pozie oparł się o blat.
-Jones. Musimy porozmawiać-oznajmił mężczyzna, który wpadł do gabinetu. Spojrzał się na mnie, jakby dopiero co mnie zobaczył.-A to kto?
-Moja asystentka-odparł Christopher, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.-Pani Katrick, przepraszam na chwilę...
Skinęłam głową, wstałam i wyszłam z gabinetu. Usiadłam na krzesełku w korytarzu i grzecznie czekałam.
Postanowiłam przyznać się sama przed sobą, co właściwie wczoraj we mnie wstąpiło, bo jedno wiedziałam, decyzję o pracy podjęłam pod wpływem impulsu. To znaczy, wcześniej troszkę się nad tym zastanawiałam, jednak nie myślałam, że powiem to Chrisowi tak szybko. Czasami powinnam bardziej pilnować się o czym mówię, ale teraz... Teraz nie żałowałam. Cieszyłam się, że dostałam tą posadę. No i cóż. Cieszyłam się także, że będę przy Chrisie. Nie czułam się już przy nim obco, a nawet stał mi się w jakiś sposób bliski. Chyba nie mogę mówić o czymkolwiek większym, ale jednak budził we mnie zdecydowanie dobre uczucia, a i ucisk w brzuchu, którego doznaję przy kontaktach z ludźmi, w jego przypadku zmienił się w miłe smyranie. Kurcze, czy to te słynne motylki?
Był cholernie przystojny, do tego inteligentny, wygadany... Hmmm. Chciałabym, żeby on też coś do mnie czuł. Ale nie, nie ma się co łudzić, to nie moja liga.
Drzwi obok mnie otworzyły się z rozpędem.
-Ufam ci, Jones. Nie zepsuj tego.
-A czy kiedykolwiek zaszkodziłem tej firmie?-spytał Chris wychodząc na korytarz. Spojrzał na mnie.
-O co chodziło?-spytałam cicho.
-Och, nic wielkiego. Dzisiaj wieczorem mam spotkanie biznesowe z partnerami z Niemiec. Liczę na pani obecność.
Skinęłam głową, a Christopher spojrzał na zegarek.
-Już dziesiąta... Zapraszam więc panią na lunch oraz na kawę. Chodźmy.
Chris? ;3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz