- Ten... No... yy... W sumie to tak - próbowałem się bronić - I tak pije mało a z resztą nie palę.
Nie wiem czy zorientowała się czy palę czy nie. Szybkim krokiem opuściłem mieszkanie i ruszyłem w stronę samochodu. Dzisiaj odbiorę prawko i w głębi duszy byłem szczęśliwy - na legalu poprowadzę samochód. Ale to nie było ważne. Dużo większą uwagę przykuło pytanie Mai. Czyżby jej zależało? Nie wiem. Jest to bardzo prawdopodobne. Odruchowo sięgnąłem po papierosa. Tak jak we wszystkich stresujących sytuacjach. Nie miałem ognia. Poprosiłem jakąś panią o ogień, ponieważ widziałem, że też rozkoszuje się tym rakotwórczym gównem tytoniowym. Nie paliłem tego z własnej woli a może jednak paliłem? Nie wiem. Wiem tylko, że zacząłem palić w wieku 16 lat. Nie było tego dużo. Średnio 1-2 paczki na 4-5 tygodni. Dla porównania mój brat palił około 10-12 paczek w ciągu miesiąca. Był to swego rodzaju odstresowywacz. W sumie to "nauczyłem" się palić. Tylko czy można nazwać to "nauczeniem"? Raczej nie. Wiem! Dowiedziałem się jak się z tego korzysta. Świetna nauka, doprawdy. Przy tych jakże świetnych rozmyślaniach straciłem trzy minuty i całego peta. Spalił się. Chciałem wziąć kolejnego jednak nie mogłem. Po pierwsze nie miałem już fajek, po drugie ognia i co najważniejsze po trzecie powinienem to rzucić. Wsiadłem do auta i odjechałem w stronę urzędu miasta w celu odbioru dokumentów.
---
Minęło parę godzin. Było około 14. Część roboty już zrobiliśmy. W porównaniu do tego co zostało to tak naprawdę nic nie tknęło. Postawiliśmy bazę na nogi. Teraz tylko trzeba wszystko zaprogramować i ustawić od nowa. Aha, bym jeszcze zapomniał, że strony urzędowe trzeba postawić raz jeszcze od podstaw. Brak zapisów bazy danych robi swoje. Najśmieszniejsze jest w tym to, że na ośmiu informatyków, tylko dwóch pracuje. Świetne wymówki sobie znaleźli. Jeden powiedział, że jest chory, inny ma chore dziecko a jeszcze inny ma chorą żonę, którą musi się opiekować. Szczegół jest tylko jeden. Wszyscy są kawalerami. Jednak naszego szefa, wielkiego pana inżyniera Smitha to nic nie obchodziło. Z tego wszystkiego zrobiłem sobie przerwę na kawę. Normalnie nie piję ale miałem kaca. Nieprawdopodobniej od tego całego wina. Jak można pić wino? Tóż to nawet alkoholu nie przypomina a bardziej jakiś soczek. Winogrono? No może jest smaczne ale jako owoc a nie pseudo procenty. Moja przerwa nie trwała zbyt długo. Przyszedł mój kompan niedoli, ponieważ potrzebował pomocy. Zapomniałem dodać, że cała reszta "informatyków" to banda studentów na praktykach. Zostałem sam. Równie dobrze mogli by wysłać go do domu lub mógł wymyśleć sobie jakąś sprytną wymówkę. Z tego co się dowiedziałem to rodzice kazali mu przyjść. Jeszcze lepiej! Ziomek co musi "pracować" a raczej udawać pod przymusem a i o podwyżce nie ma mowy. Chyba zrezygnuje z tej roboty. Tylko gdzie pójdę? Nie wiem...
Wróciłem do pracy. Teoretycznie powinienem skończyć o 16 po mamy ośmio godzinne zmiany ale to raczej nie przejdzie.
---
Była 22. Ledwo dojechałem. Przysypiałem na jedno oko. Nawet nie zwróciłem uwago czy Maya była w środku. Byłem zbyt zmęczony, żeby zauważyć takie szczegóły. Powolnym krokiem ruszyłem w stronę sypialni. Zrzuciłem koszulę i zasnąłem w jeansach. Nie wiem czy minęła minuta, bo zasnąłem niemal tak szybko jak znalazłem się w mieszkaniu.
---
Minęło parę dni. Była sobota. Sobota rano. Robote już skończyliśmy wszystko działało. Przebudziłem się. Jednak nie chciało mi się wstawać. Usiadłem na łóżku i zobaczyłem obraz od Mai. Był piękny, pewnie dlatego, że ja tam jestem. Wyglądało zajebiście. Musiałbym to kiedyś oprawić. Po paru minutach ruszyłem do kuchni. Zjadłem śniadanie i spakowałem torbę. Trzeba iść na siłkę. Sprawdzałem czy wszystko jest. Buty? Są. Spodenki? Są. Szejk proteinowy? Jest. Wszystko było spakowane. Stwierdziłem, że pójdę z buta. Trzeba oszczędzać środowisko. Hehe, jaki ze mnie ekolog? - zastanowiłem się. Jebać to. Miałem zbyt dobry humor by go sobie zepsuć na rozmyślaniu nad jakimiś bzdetami biologicznymi. Gdy byłem w połowie drogi przypomniało mi się o Mai. Może mam u niej szanse? Chyba tak. Tak sądzę. Wysłałem jej sms'a z pytaniem czy nie chciałaby pójść ze mną do kina na jakiś film. Przez parę minut nie doczekałem się odpowiedzi. W tym czasie znalazłem się na siłowni...
(Maya? Sorki, że tak długo ale tak jakoś wyszło <: )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz