poniedziałek, 2 stycznia 2017

Od Savannah CD Chris'a

O mój Boże. O. MÓJ. BOŻE. Nie... To się nie dzieje. Bezwiednie otworzyłam usta i chwila minęła zanim je zamknęłam. Spojrzałam na Chrisa.
-To jest żart, prawda?-spytałam.
-W żadnym wypadku-odparł.-Czy mój prezent Ci się nie podoba?
-To najlepsze, co w życiu dostałam. Ale Chris, ja nie mogę...
-Możesz.
-Uwież mi, będę się z tym źle czuć...-z trzęsącymi dłońmi zaczęłam przeglądać dokumenty.
-Savannah-rzucił krótko, ale dobitnie. Podniosłam na niego wzrok.-To prezent dla Ciebie. Dlaczego miałabyś źle się z tym czuć?
-Nigdy w życiu nie dostałam tak cennego prezentu. Musiałeś wydać fortunę.
-Moja droga, nie pyta się o cenę prezentu-pomimo lekko ganiącego tonu na jego twarzy pojawił się uśmiech. Przez chwilę świdrował mnie wzrokiem, aż w końcu obrócił się i skinął na kelnera. Złożyłam dokumenty i włożyłam je z powrotem do kieszeni jego marynarki.
Kelner przyniósł nam karty dań.
-Wybierz co tylko będziesz chcieć-powiedział Chris.
Otworzyłam menu i przebiegłam wzrokiem po zapisanych tam pozycjach. Same wykwintne dania, no ale co w końcu mieliby podawać w TAKIEJ restauracji? Chyba nie hamburgery... Z racji dosyć późnej pory postanowiłam wybrać coś lekkiego.
-Poproszę risotto z kaczką i grzybami-oznajmiłam.
-Dla mnie niech będą naleśniki z łososiem i sezamem. Może jakiś mały deser do tego, Sav?
Powróciłam wzrokiem do karty.
-Niech będzie red velvet cake.
-Dobry wybór. W takim razie poprosimy jeszcze dwa razy red velvet. Ja też się skuszę-uśmiechnął się do mnie. Kelner skinął głową, wziął od nas karty i oddalił się.
Chris zachowywał się tak spokojnie i pewnie, jakby odbywał takie kolacje co tydzień. A tak właściwie, to czy ja wiem, czy nie odbywa? Jest bogatym, cholernie przystojnym młodym człowiekiem, więc kto wie, co on robi w weekendy. I z kim. Bo to, że jest tutaj ze mną, to jest coś niesamowitego.
-Nad czym tak myślisz, Savannah? Jeśli oczywiście mogę spytać.
Poczułam, że momentalnie oblewam się rumieńcem. Uśmiech, który wykwitł na twarzy Chrisa potwierdził, iż mój towarzysz to dostrzegł.
-Niedowierzam-odparłam.-Poprostu nie wiem, jak to wszystko jest możliwe.
Wstałam od stolika i podeszłam do okna, chociaż to określenie tutaj nie pasowało, była to raczej przeszklona ściana. Zapatrzyłam się w migoczące światła miasta.
-To znaczy...?-Christopher bezszelestnie pojawił się za mną. Poczułam dotyk jego dłoni ma mojej talii i zadrżałam leciutko. Odwróciłam się do niego i spojrzałam w jego przenikliwe szare oczy.
-To, że mam nową pracę. To, że przed chwilą dostałam najwspanialszy prezent w życiu. To, że jestem tutaj z Tobą. Jesteś czarodziejem, Christopher. Dziękuję Ci. Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy-powiedziałam i uśmiechnęłam się. Chris także się uśmiechnął. Zabrał dłoń z mojej talii, sięgnął do mej twarzy i odgarnął mi z niej zabłąkany kosmyk włosów.
-Nie ma za co, Sav. Twój uśmiech jest dla mnie największą nagrodą.
Otworzyłam szeroko oczy i uniosłam brwi. Nastała cisza głęboka cisza, a mina Chrisa mówiła o tym, że właśnie dotarło do miego, co właściwie powiedział. Zapatrzył się w panoramę miasta.
-Och-mruknęłam i spuściłam wzrok. Atmosfera lekko stężała, nadal była jednak niesamowita. Taka... Intymna. Bliskość Chrisa wywierała na mnie wielkie wrażenie - czułam, jakbym miała się zaraz zapalić.
Pocałuj go. Ta myśl tak gwałtownie rozjarzyła się w mojej głowie, że aż się zachwiałam. Christopher ponownie położył dłoń na mojej talii i spojrzał na mnie uważnie.
-Wszystko dobrze...?-spytał.
-Tak. Wszystko w porządku-odparłam i uśmiechnęłam się lekko. Gdybym tylko mogła jak najdłużej napawać się tą chwilą, tą bliskością. Jego dotykiem...
Do rzeczywistości przywrócił mnie odgłos kroków i cichy brzęk niesionych przez kelnera talerzy.
Savie, dziewczyno! Ty i Chris? Chyba Ci tlen do mózgu nie dopływa. Idź lepiej jeść. Jak będziesz jadła nie będziesz musiała rozmawiać.

Chris? ;P Sav tam zaraz spłonie XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz