poniedziałek, 26 grudnia 2016

Od Chrisa c.d: Sav

W końcu, w końcu, w końcu... Nie zniósłbym już dłużej tych wszystkich ślepi wgapiających się w moją, podkreślę moją towarzyszkę. Toż to ludzkie pojęcie przechodzi. Szczyt bezczelności i chamstwa.  Dlaczego?
Ano dlatego, że nie jest to ich dama. Ano dlatego, że każdy ma prawo do odrobiny prywatności.
Ano dlatego, że musiałem czuwać przez cały bankiet, w grę przecież nawet nie wchodziła możliwość spuszczenia Savannah z oczu.
Ano dlatego, że nie lubię się dzielić. Nie tym co należy do mnie... I nie tym na co sam ciężko zapracowałem. A nie ukrywajmy proces zaznajamiania się z Sav był dość czasochłonny i zdecydowanie nie należał do najprostszych.
 Natomiast z drugiej strony im się nie dziwię, gdyż błyszczała tego wieczoru jaśniej niż najjaśniejsza gwiazdka. Ta sukienka była warta każdego dolara. Właściwie to raczej nie efekt sukienki, a samej modelki... W końcu jak to mówią, ładnemu we wszystkim ładnie.
No nic, następnym razem zabiorę ją ubraną w worek na ziemniaki. Może chociaż on zniechęci tych pajaców. Taaaak. To bardzo ale to bardzo dobry pomysł.
Uśmiechnąłem się do siebie pod nosem, zdziwiony pomysłem, który zrodził się w mojej głowie.
- Wybacz, za tą prawdopodobnie najnudniejszą imprezę swojego życia... Mam jednak nadzieję, że reszta wieczoru będzie choć odrobinę lepsza. - wymamrotałem czując się do tego zobowiązany.
- Nie było tak źle.
- Kłamczuszek.
-Kłamczuszek? - parsknęła śmiechem, nie dowierzając własnym uszom.
- Tak, kłamczuszek. A bo co? - mruknąłem udając naburmuszonego chłopczyka. Choć nigdy nie dopuszczam do sytuacji, w których ktokolwiek by ze mnie kpił dla niej mógłbym być obiektem żartów już na zawsze, byleby więcej się śmiała. Ma naprawdę wyjątkowy śmiech.
- Tak potoczne i na dodatek zdrobnione słowo dziwnie brzmi w twoich ustach... - wypiszczała między atakami śmiechu.
A to niby dlaczego?
- Miło mi, że wydaję Ci się zabawny.- rzuciłem lekko sarkastycznie, aby nie stracić do końca na wyrazistości.
- Wbrew pozorom często taki jesteś.
-Oh doprawdy? Dotychczas nie zarzucono mi niczego podobnego.-uśmiechnąłem się do niej ciepło.
To dopiero dało mi do myślenia. Nie chcę żeby ludzie odbierali mnie jako zabawnego. Mają czuć do mnie respekt i szacunek. To jedyne co pozwoli mi na osiągnięcie sukcesu, BEZ zbędnych incydentów czy przeszkód.
- W takim razie czas najwyższy, aby ktoś Cię w końcu uświadomił. - prychnęła.
Nowe oblicze panienki Savannah. Hmm... Podoba mi się. Pozwala mi to wierzyć w fakt, że się przy mnie otwiera.
- Igrasz z ogniem maleńka. - odparłem równie żartobliwie, bez większego namysłu. Jednak nie był to najlepszy pomysł, gdyż dziewczyna momentalnie pobladła na twarzy, a jej śliczne oczyska straciły ten nietypowy błysk. Cholera jasna, było ugryźć się w język... - To miał być żart. - zapewniłem i spojrzałem na nią z nadzieją. Niestety za późno.
Nie pozostało mi nic innego jak skupić sie na drodze i wierzyć, że na miejscu znów się rozpromieni. Po dziesięciu kolejnych minutach spędzonych w przeokropnej ciszy dotarliśmy. Przed nami znajdował się luksusowy hotel z najlepszą restauracją w okolicy, której lokalizacją był dach budynku.
Wysiadłem z samochodu i poszedłem otworzyć drzwi Savannah. Ująłem jej dłoń pomagając wysiąść z pojazdu.
- Pani pozwoli. Służę. - oznajmiłem i zgiąłem rękę w łokciu by mogła się złapać ze mną pod rękę. Zawsze wygląda to bardzo dostojnie i niewątpliwie będzie dobrze postrzegane w tym miejscu. Sav kiwnęła lekko głową i dała się poprowadzić. Ruszyliśmy w kierunku hotelowego holu kiedy rzuciłem kluczyki boyowi aby zaparkował elegancko samochodzik.
Zaprowadziłem dziewczynę do windy i klikając odpowiedni guziczek dałem jej sygnał, że chcemy się znaleźć na ostatnim piętrze.
- Mam nadzieję, że nie masz lęku wysokości...- wymamrotałem, w chwili gdy drzwi otworzyły się. - Czuj się swobodnie. Cały restauracyjny taras jest tylko dla nas.- zapewniłem.
Na środku stał pięknie przystrojony stolik, a z boku profesjonalnie ubrany kelner czekający na nasze zamówienia. Jednak nie to robiło największe wrażenie, bo tak naprawdę to widok bezpowrotnie zapierał  dech w piersiach.
- Chłodno tu...- mruknąłem i sciągnąłem marynarkę, po czym nie czekając na odpowiedź zarzuciłem Savi na ramiona. Podprowadziłem ją do stolika. Zdawała się być w szoku, co jedynie potęgowało moją niepewność. Hmm...Powiedzieć jej od razu? Czy jeszcze nie? A co jak zaraz ucieknie? Trudno. Teraz albo nigdy.- Byłbym wdzięczny, jakbyś sięgnęła do prawej kieszeni w marynarce.
Dziewczyna bez większego namysłu wykonała polecenie i otworzyła małą książeczkę. Dowód zakupu konia, oraz wszelkie- podobno- niezbędne dokumenty. Na jej buzi malował się jeszcze większy szok oraz niedowierzanie...
- Nalepsze życzenia, z okazji znalezienia nowej pracy. - powiedziałem ciepło z udawanym spokojem.

<Savi? Sporo wrażeń :D > 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz