sobota, 23 kwietnia 2016

Od Damona CD Lucy

Po drodze postanowiłem zrobić zakupy, bo, jak mi się przypomniało, lodówka świeciła pustkami.
Do mieszkania wparowałem więc objuczony torbami, bo jak ja robię zakupy, to kupuję wszystko na zapas. Nie lubię chodzić po sklepach. Ughhh.
Zacząłem wpakowywać to wszystko do lodówki (i do szafek) aż w końcu rzuciłem się ze spokojem na kanapę. Zapatrzyłem się w sufit i westchnąłem głęboko. Dwa szkice na jutro. Całe szczęście, że nie są skomplikowane. Uwinę się w półtorej godzinki, ale najpierw chill. Wyjąłem telefon, żeby sprawdzić fejsbuki.
O, co to?
Otworzyłem sms'a od niezapisanego numeru.
Jeszcze raz wielkie dzięki :) Nie wiem niestety gdzie znajdował się Twój salon, więc będę miała problem aby oddać Ci kurtkę.
Lucy
Uśmiechnąłem się. A jednak znalazła wizytówkę. Szybko napisałem jej w odpowiedzi adres mojego salonu, godziny w jakich może przyjść, bo mam przerwę i względny luz, i życzyłem jej dobrej nocy. Miałem wielką nadzieję, że jeśli jutro przyjdzie jutro to da się gdzieś zaprosić. Kawa, lunch... Może kino wieczorem. Chciałbym ją bliżej poznać, buzię miała śliczną, ciekawe jaki charakter. Była nieśmiała, to na pewno, ale co dalej...?
***
Wyłączyłem budzik i przetarłem oczy. No dobra, trzeba ruszyć dupę z wyra. Zamaszystym ruchem odrzuciłem kołdrę i wyskoczyłem z łóżka. Ruszyłem do kuchni, robiąc zwyczajowo kilka skłonów i przysiadów. Zjadłem śniadanie, ubrałem się i wyszedłem, zabierając szkice.
Kiedy byłem już w salonie to kiedy nie pracowałem, sprawdzałem co chwilę telefon, patrząc czy nie ma sms'a od Lucy. Kiedy w końcu się pojawił, przyłapałem się na tym, jak bardzo się nakręciłem.
Jestem w okolicy (chyba) więc za chwilę się pojawię ;) - Napisała.
Uśmiechnąłem się i odpisałem, żeby tylko znowu się nie zgubiła i że może wpadać.
Nie minęło pięć minut i usłyszałem dzwoneczek nad drzwiami. Miała zaróżowione policzki i przyspieszony oddech, więc domyśliłem się, że biegła.
-Proszę, to Twoja kurtka-powiedziała i podała mi wspomnianą część garderoby.
-Dzięki-odparłem. Zebrałem się w sobie, bo jak nie teraz, to kiedy, i zapytałem-Co powiesz na lunch? Znam niezłą restauracyjkę niedaleko.
Lucy? Zgodzisz się? ;3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz