Po drugie dlaczego menagerka ją tak traktuje ? To nie była jej wina, a moja. To nie jest jakiś pub, a restauracja z klasą więc takie rzeczy nie powinny były mieć miejsca. A na dodatek nie wierzę, że tylko ona ma takie wypadki... Wysoce jest jednak prawdopodobne, że konsekwencje są wyciągane jedynie względem jej osoby. Nie podoba mi się to, oj nie podoba. Już już miałem wyskoczyć z propozycją stażu w naszej firmie i potem zajęcia jakiegoś atrakcyjnego stanowiska, bo A miałbym na nią oko, B wiedziałbym, że traktują ją godnie, jednak zrezygnowałem z tego pomysłu aby jej nie wystraszyć
Po trzecie dlaczego ma tak zaniżoną samoocenę? Jest atrakcyjną kobietą, o proporcjonalnej budowie ciała i długich zgrabnych nogach. Ponad to ma inteligentny błysk w oku, więc na pewno nie jest pustą dziunią.
U licha, jej poczucie własnej wartości jest poważnie zaniżone, a ludzie w około niej jedynie to pogłębiają. Zaczynam się poważnie zastanawiać czy dziewczyna, nie stroni od kontaktów międzyludzkich, na co jednoznacznie nakierowuje mnie moja dedukcja. Zapytałbym o to, ale jeżeli się nie mylę, nie wpłynie to korzystnie na nasze relacje. Samotność nie wpływa dobrze na ludzi, każdy z nas odczuwa potrzebę kontaktu z drugim człowiekiem, jednak potrafimy się przed tym wstrzymywać.
- Proszę, pozwól mi to wyprać. - wyciągnąłem rękę w jej kierunku. Dziewczyna lekko się wzdrygnęła.
- Już dużo zrobiłeś...
- Ale nie wystarczająco. - podniosłem się lekko i sięgnąłem sam po brudną koszulkę.
Zapadła między nami niezręczna cisza i każde z nas zajęło się swoim zamówieniem.Małymi łyczkami i kęsami delektowała się posiłkiem. Wyglądała wówczas na spokojną i odprężoną. Chwilę potem zdała sobie sprawę, iż bacznie jej się przyglądam, a na jej twarz wpełzł obronny rumieniec.
Z chwili na chwilę robiło się coraz dziwniej, a nasze zamówienie niestety się skończyło.
- Masz może ochotę na coś jeszcze?
W odpowiedzi pokręciła przecząco głową.
- No dobrze - uśmiechnąłem się lekko. - To pozwolisz chociaż, że Cię odprowadzę?
- Nie będzie to konieczne. - wymruczała cicho, a ja stwierdziłem, iż nie warto naciskać. Może z czasem się przede mną otworzy? Nie chce jej skrzywdzić...
No nic, zapłaciłem pożegnałem się z Savannah i ruszyłem do pralni aby oddać jej uniform. Radzę sobie w domu z podstawowym praniem ale usuwanie trudniejszych plam niestety przewyższa moje kwalifikacje. Oznajmiłem, że potrzebuje go najpóźniej na 7 rano aby oddać go dziewczynie przed jej poranną zmianą.
Po powrocie do domu zająłem się sprawozdaniem, z przebiegu spotkania z ważną korporacją i podsumowaniem bilansu dzisiejszego dnia. Nie wyszło źle aczkolwiek mogło pójść lepiej. Mam nadzieję, że jutro lepiej nam pójdzie. Niestety sam również przyłapywałem się na tym, że każda moja nieproszona myśl wędrowała do niebieskookiej dziewczyny.
***
Nazajutrz po porannych ćwiczeniach udałem się do pralni po odbiór mojego zlecenia. Wszystko punktualnie, elegancko i porządnie. Siłą rzeczy starsza babina otrzymała swoisty napiwek, za rzetelne wykonanie swojej pracy. Usatysfakcjonowany ... chwila... usatysfakcjonowany? Ale czym?
Tak, doskonale wiedziałem czym jednak nie dopuszczałem do siebie tego suchego faktu. Przyczyną mojego zadowolenia była Sav. Naprawdę ją polubiłem, nie jest taka jak inne.
Wparowałem na zaplecze, a przed moimi oczami rozegrała się teatrowa scena. Dosłownie miałem wrażenie, że zaraz wyjdę z siebie. Cóż sprowokowało mnie do tego stopnia?
Otóż, jakaś dziołcha prawdopodobnie ta "menegerka" wydzierała japę na Savannah, za to co się stało. Nie dość, że jej argumenty były żałosne, nie dość że gestykulowała jak pojebana to jeszcze używałą niecenzuralnych słów, które niewątpliwie było słychać w restauracji. Mina bogu ducha winnej dziewczynie chwyciłaby a serce nawet największego bezdusznika. Nie no w sumie jej mimika nie zdradzała zbyt wiele, jednak oczy... Tak one były takimi małymi zwierciadłami tego co dzieje się w środku jej duszy.
- Dzień dobry. Czy chciałąby pani coś jeszcze dodać? - wysyczałem przez zaciśnięte zęby. Powiedzieć, że byłem wkurwiony to zdecydowanie za mało.
- Tu się kurwa nie wchodzi!
- Tylko nie kurwa. - ostrzegłem surowo. - Przyniosłem mundurek, który wczoraj poplamiłem. Jest IDEALNIE czysty. Czy coś się stało? Firma jest stratna? NIE, nie wydaje mi się. Zatem pani zachowanie podchodzi conajmniej pod mobbing. Ale nie... Proszę chwilę poczekać. - rzuciłem kiedy kątem oka spostrzegłem lampkę wina stojącą na biurku kobiety. - Alkohol w pracy? Ulala... - sięgnąłem po kieliszek i bez najmniejszych pohamowań wylałem jego zawartość na menegerkę, brudząc tym samym jej białą sukienkę. - Ups. Chyba teraz pani ma brudny uniform. Skoro wymagamy sprawiedliwości to teraz pani przełożony powinien potraktować panią tak, jak pani wczoraj potraktowała Sav. Nie zrobi tego, prawda? Dowodzi to tylko tego że myśli że chwyciła Boga za nogi i może robić co jej się żywnie kurwa podoba oraz tego jaką kurwą pani jest. Do widzenia. - warknąłem i opuściłem tamto miejsce ciągnąc za sobą Savannah na zewnątrz.
- Przepraszam za tamto... - westchnąłem, w pełni świadom,że straciłem kontrolę. - Nie chciałem Cie przestraszyć, ale nie mogę patrzeć jak ona Cię tak przedmiotowo traktuje. Rzuć tą pracę, zatrudnij się w mojej firmie. Tam nikt nie będzie Cię mobbingował, ani oceniał bo ja tego dopilnuje. Nie nalegam, ale proszę przemyśl to, to bardzo obiecujące stanowisko po odbyciu stosownego stażu. Co, Sav?
Spojrzałem nań pytająco.
< Sav? To jak? xD >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz