sobota, 14 maja 2016

Od Chris'a c.d: Savannah

Jeny totalnie jej nie rozumiem... Te ucieczki, po prostu nie potrafię jej rozgryźć. Od początku naszej znajomości ona tylko ucieka i ma na mnie wyłożone. Nie udało nam się przeprowadzić ani jednej normalnej konwersacji, a każda próba jej podjęcia kończy się totalną klapą.
I oto jetem tu i teraz, kiedy po raz kolejny dziewczyna wsiada do pojazdu i znika mi sprzed oczu bez żadnego wyjaśnienia, bez w ogóle niczego. Ale w sumie po co miałaby to robić? Nie znamy się prawie w cale i może zależy jej na tym aby tak pozostało.
Trudno.
Zmarnowany wróciłem do domu i po raz pierwszy od dawna sięgnąłem po butelkę whisky i pozwoliłem sobie na to by przejęła ona nade mną kontrolę. Rzadko kiedy pozwalam sobie na utratę kontroli w jakiejkolwiek sprawie... Ale czasem trzeba. Niesamowicie bolało mnie to, że dziewczyna nie chciała przyjąć pomocy, którą miała na wyciągnięcie ręki. Ja takowej nigdy ale to nigdy nie dostałem dlatego też o wiele trudniej jest mi to pojąć. Na siłę świata nie zbawię... i prawdę mówiąc nie mam zamiaru tego robić.
Siedziałem głęboko w fotelu z rozpiętą u góry koszulą  i poluzowanym krawatem, gdyż nie miałem siły się nawet przebrać. Omiotłem wzrokiem moje niewielkie mieszkanko, które już niedługo przestanie być moje. Taaaak, jeszcze tylko chwila i przeniosę się gdzieś indziej. Rozważam jeszcze opcje, czy korzystniej będzie pozostawić je pod wynajem czy może od razu sprzedać. Na nieruchomościach znam się odrobinę mniej niż na giełdzie papierów wartościowych i kamieni szlachetnych jednakowoż wszystkiego można się douczyć... Wystarczy jedynie chcieć... No właśnie chcieć. Cóż jak niektórzy wolą stać w miejscu niż chcieć się ruszyć to ich sprawa, a mnie nic do tego z taką różnicą że wszytko w około nas płynie. Panta rhei. Dlatego też nie powinniśmy się zatrzymywać.
Wyciągnąłem właśnie rękę aby sięgnąć po szklankę kiedy zadzwonił mój telefon. Cudownie, po prostu fenomenalnie. Z niewielkim promyczkiem nadziei zerknąłem na wyświetlacz, że pojawi się na nim numer Sav. Skąd go mam niech pozostanie już moją słodką tajemnicą. Niestety, szef.Cóż świat biznesu nie jest litościwy i nie czeka.
- Tak?
- Jones?
- We własnej osobie. - wymamrotałem.
- Brzmisz jakoś... inaczej ..?
- Co się stało?
- Ciebie mógłbym zapytać o to samo. - peplał zmartwiony. U licha starcze przejdźże do rzeczy.
- Nic poważnego. Zamieniam się w słuch. - rzuciłem stanowczo. Moje życie, moje problemy, nie jego biznes.
- Jesteśmy sponsorami zawodów, o których Ci kiedyś wspominałem. Tak sobie pomyślałem, że cudowną reklamą byłoby gdybyś się tam zjawił i rozdał nagrody. Co Ty na to, Jones?
- Nie. - mruknąłem jak naburmuszony nastolatek.
- No nie daj się prosić!  To darmowa reklama.
- Powiedziałem już, nie podlega to dyskusji.
- To polecenie służbowe. Jedziesz i koniec kropka chłopcze. Straszliwy z Ciebie osioł.
-Mhm...
- Jutro o 6 przyjedzie po Ciebie samochód służbowy. Dowiem się, jeżeli tam się nie stawisz.
- Oczywiście. - burknąłem i przerwałem połączenie. Go też nie rozumiem, ja bym sobie nie pozwolił aby mój podwładny tak na mnie burczał, ten człowiek musi mnie po prostu wielbić. Tym bardziej, że takich jak ja to na pęczki, ba nawet masa lepszych.
Niezadowolony dopiłem zawartość szklanki i poszedłem spać. Wygląda na to, że ktoś zorganizował mi jutrzejszy dzień...

***

Na miejsce dojechaliśmy krótko przed rozpoczęciem zawodów, na dobrą sprawę niespecjalnie wiedziałem gdzie się znajduję jednak to miejsce wydawało mi się dość znajome. Zignorowałem to uczucie i pomaszerowałem dostojnie ubrany do  kierownictwa tegoż wydarzenia dowiedzieć się co i jak. Zostałem przywitany ciepło z nadmierną życzliwością, no ale to ich przykry obowiązek kiedy idzie o sponsoring.  Dowiedziałem się, że moja obecność będzie potrzebna w ostatniej części czyli na rozdaniu nagród ale jeżeli mam ochotę to mogę pooglądać. Szczerze? Wali mnie to.
Udałem się do części VIPowskiej tam gdzie miejsce grzali sędziowie i organizatorzy oraz jakieś obce mi gwiazdy. Rywalizacja rozpoczęła się punktualnie więc zająłem miejsce gdzieś na uboczu upewniając się, że nikt mnie nie widzi i mało dyskretnie przysypiałem z deka zmęczony wczorajszym wieczorem. Już niemalże odpływam kiedy jakiś nerwowy, szybki i co najlepsze dobrze znany mi ruch przykuwa moją uwagę. Przecieram oczy i wstaję by przyjrzeć się bliżej. Savannah, jak żywa. Nie no to chyba jakiś żart, to przecież nie możliwe. Zerkam pośpiesznie na budynek, w którym dostrzegłem coś znajomego. Symbol. Tak cholera! Savannah pojechała wczoraj na zwody, na te zawody. Po prostu nie wierzę.
Cóż skoro las chciał to tak musi być. Korzystając ze sposobności i z jej niewiedzy o mojej obecności przyjrzałem jej się uważnie jak dostojnie prezentuje się na dużym koniu. Jest spokojna, rozluźniona i sprawa wrażenie szczęśliwej. Zupełnie inaczej niż w moim towarzystwie... Wyglądają razem nieziemsko. Para idealna rozumiejąca się bez słów i choć nie mam zielonego pojęcia jestem pewien że zajmie jakieś miejsce na podium.
Czekam do końca zawodów i ogłoszenia wyników z niecierpliwością gdyż mam cholerną ochotę wręczyć jej nagrodę. No i wreszcie sie doczekałem.
- A wyniki ogłosi współwłaściciel największej firmy jubilerskiej w Stanach Zjednoczonych, która hojnie wspiera nas finansowo. Powitajmy go gromkimi brawami.
Nie jestem formalnie współwłaścicielem ale ok. I nasza firma lekko wykracza poza Stany ale też ok. Ruszam ku podium gdzie do rąk zostaje mi wciśnięta biała koperta.
Rzucam krótką przemowę o tym, że piękne jest zaangażowanie młodych ludzi o tym, że warto to wspierać bla bla... Następnie czytam wyniki od 3ciego miejsca ale ani na nim ani na drugim nie pojawia się nazwisko Savannah. I choć po raz pierwszy czytam ten świstek papieru wiem, że teraz się ono pojawi.
- A pierwsze miejsce zajmuje.... - du du duum, zostawiam ciszę pełną napięcia. -Savannah  Katrick! Moje serdeczne gratulacje!
 Zerkam na Sav i widzę, że jest w szoku. Oniemiała. Po pierwsze dlatego, że mnie widzi po deugie na pewno nie sądziła, że to wygra. A tu proszę dwie niespodzianki. Idzie powoli wpółprzytomna jakby nie kontaktowała z rzeczywistością.
- No proszę, proszę któż by pomyślał ale znów się spotykamy. - powiedziałem ciepło i wręczyłem jej nagrodę. Fotograf strzelił nam kilka fotek. - Gratuluje byłaś niesamowita.- dodałem dumnie. Zuch dziewczyna. Ciekawe czy i teraz ucieknie... Ale błagam nawet chyba ona wie, że to nie przypadek, że los nas znów umieścił w tym samym miejscu...

< Sav? Co Ty na to? ♥ xD Moje gratulacje >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz