Złapałem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie. Wpadła idealnie w me ramiona. Przytuliłem ją mocno. Było to trochę krępujące, ponieważ większość dziewczyn przytula się w klatę. Maya nie mogła tego zrobić. Była prawie tak samo wysoka jak ja.
- Ja Ciebie też – odparłem.
Czyżby urok zaczął działać? – zastanawiałem się w głębi duszy. Staliśmy tak przez parę chwil. Pocałowałem ją w czoło.
- Ja Ciebie też - powtórzyłem trochę ciszej.
W sumie nie wiem czemu to powiedziałem. Może dlatego, żeby nie było jej przykro? Sam nie wiem. Nie byłem pewien co do takich poważnych decyzji. Rozpłakała się. Zaczęliśmy przesuwać się w stronę kanapy. Zasadniczo to ja się poruszałem a May'a szła posłusznie za mną. Usiedliśmy i Em przytuliła się jeszcze mocniej. Kazałem jej chwilę poczekać. Poszedłem do kuchni i wziąłem wino. Kieliszki zgarnąłem w drodze powrotnej. Kiedy wróciłem była lekko uspokojona, jednak jeszcze szlochała. Postawiłem ją przed celem dokonanym. Będziemy pić, co prawda wino... No ale lepsze wino od herbaty czy kawy.
***
Minęło parę godziny a opróżnianie butelek szło nam bardzo szybko. Już nawet zaczęliśmy popijać szkocką. Co było spowodowane brakiem tak dużej ilości wina. Przez ten cały czas rozmawialiśmy. Maya była szczęśliwa... szczęśliwa i pijana. Ale to drugie to mniejszy szczegół. Mogła się w końcu komuś wyżalić. Z tego co wiedziałem to nikogo innego bliskiego nie miała. Kończyliśmy już kolejną butelkę "rudej", gdy May'a powiedziała, że musi już iść. Zaproponowałem jej nocleg. Bez zbędnej gadki zgodziła się. Miała takie małe oczka i często ziewała. Swoją drogą też byłem już zmęczony. Przez cały wieczór rozmyślałem co by było gdyby. Dla przykładu jakbym był z May'ą i poszlibyśmy do jakiegoś teatru czy innego ośrodka kultury to co założyłaby szpilki? Wtedy będzie wyższa ode mnie o parę lub paręnaście centymetrów. Poszliśmy do sypialni. W sumie to ja poszedłem a Em musiałem zanieść. Ledwo trzymała się na nogach. Po drodze zasnęła mi na rękach. Położyłem ja na łóżko i przykryłem. Sam zrobiłem to samo chwilę później. Teoretycznie mógłbym z nią się teraz przespać a ona i tak nic by nie pamiętała - pomyślałem - Ale takie pijane szprotki to nie dla mnie. To żaden wyczyn. No chyba, że jesteś studentem jak ten P.. Pablo? Chyba tak. Jakoś tak miał. Po paru chwilach poszliśmy spać.
Około piątej, może piątej dwadzieścia zadzwonił mój telefon. Wstałem czym prędzej i go odebrałem, by nie obudzić Mai. Na próżno. I tak się obudziła.
- Co się stało? - zapytała się łapiąc za głowę.
- Nic - odparłem i wyszedłem z sypialni przymykając drzwi. Dzwonił mój przełożony.
- Andrij? - usłyszałem głos ze słuchawki.
- Tak, słucham? - odpowiedziałem- Jest problem. Przyjedź jak najszybciej.
- Ale co się stało, przecież dzisiaj jest sobota... - nie dokończyłem zdania.
- W nocy był pożar - kontynuował - W urzędzie miasta a dokładniej to w serwerowni. Większość serwerów uległa zniszczeniu. W mieście nie ma sygnalizacji oraz większości systemów jak i stron rządowych.
- Dobrze... Będę jak najszybciej. Kurwa. Super - pomyślałem.
Trzeba będzie konfigurować i wgrywać wszystko od nowa. Można byłoby wgrać kopię zapasową ale takiej urząd miasta aktualnie nie posiada. Ostatni backup danych jest z grudnia 2008 roku. No proszę, jest 2016. To prawie 8 lat. Stawianie całej sieci Nowego Jorku od podstaw zajmie nam co najmniej miesiąc, chociaż przełożeni uparcie przekonują (w zasadzie rozkazują), że uwiniemy się w tydzień. Co to oznacza? Tylko jedno, tak jak to jest zazwyczaj. Ostra harówka 24/7. Nie będę miał czasu na nic. Dosłownie na nic...Chociaż w sumie może to dobrze? Będę miał czas, żeby wszystko jeszcze raz przemyśleć.Wyszedłem na balkon by zapalić papierosa. Wszystko mi się teraz zwala na łeb. Praca, May'a i jeszcze te dokumenty. Jakoś nie mam czasu by podejść do urzędu po prawo jazdy czy dowód osobisty. Już byłem w połowie szluga, gdy nagle ujrzałem Em. Sprawnie go wyrzuciłem przez balkon. Wróciliśmy do sypialni, jednak nie poszliśmy już spać. Szybko się ubrałem i przeprosiłem ją ale musiałem się szybko zjawić w pracy. Szybkim krokiem wyszedłem z domu, zostawiając jej zapasowe klucze i udałem się do swojego samochodu. Schodząc po schodach wyciągnąłem fajkę i zacząłem ją do ust. Może teraz będzie mi dane ją skończyć? Pomachałem jeszcze jej, ponieważ stała na balkonie i odjechałem.
<Maya?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz