sobota, 18 czerwca 2016

Od Chris'a c.d: Sav

Jestem niesamowicie zadowolony z decyzji panny Savannah.Nieskromnie mówiąc wybór posady mojej asystentki był o wiele lepszym wyborem. Wizja wydawania jej poleceń wydaje się być nadzwyczaj kusząca... Sam Jackson był w ogromnym szoku, że znalazłem sobie asystentkę. Ja zwolennik wszelakiej niezależności i indywidualności plus ktoś kto odwali za mnie część roboty. Koniec świata. Ale dobrze, tak właśnie ma być i tego właśnie chcę, a on niech sobie myśli co chce. Chociaż prawda jest taka, że ja wiem co temu poczciwemu człowiekowi w głowie siedzi... Niejednokrotnie traktował mnie jak swojego dzieciaka, dzieciaka albo wnuka w sumie jeden pies. Każdy potrzebuje kogoś bliskiego, a na dobrą sprawę on poza dorobkiem swojego życia, którego z kolei część zawdzięcza mnie nie ma nic. Prawdziwy człowiek biznesu, poświęcił życie rodzinne dla firmy. Czy było warto? Nie wiem, nie jestem nim. Ale na pewno odwalił szmat dobrej roboty... Cudownie, kolejne spotkanie na które zostałem wysłany... Na całe szczęście jestem osobą uprzywilejowaną i mam prawo do wielu rzeczy. Oj tak, do wielu. Zatem będę potrzebował dodatkowego świstku.
Ruszyłem z Sav na lunch i z momentem przekroczenia progu firmy zszedłem nieco z oficjalnego tonu.
- Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze pracować. - rzuciłem w celu napoczęcia jakiejś rozmowy.
- Ja również. - odpowiedziała.
Miałem ochotę ugryźć temat dnia wczorajszego. Ale nie bardzo wiedziałem jak. "Słuchaj wczoraj byłaś taka fajna..." Odpada, wyjdzie że na co dzień  nie jest fajna. Hmmm... "Wczoraj ślicznie się uśmiechałaś..." Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Coś bardziej neutralnego.
- Wczorajszy dzień był niezwykle udany. - stwierdziłem, w miarę usatysfakcjonowany wybrnięciem ze swoich wątpliwości.
- Mnie też się bardzo podobał.
Huh... Czyli okrutny powrót do rzeczywistości. Straciłem tą wesolutką i otwartą Sav. Ale dlaczego? Czy kluczem do jej osoby są konie? Jeżeli tak to nie widzę innej możliwości niż przyprowadzenie jakiegoś do firmy. Bo musimy się jakoś porozumiewać. Oh tajemnicza istoto... chociażbym miał postradać zmysły i przekopać najstarsze cmentarze znajdę klucz do Twojego wnętrza.
Weszliśmy do pobliskiej knajpy, złożyliśmy zamówienie i zajęliśmy miejsca. Mam dwie sprawy, nie cierpiące zwłoki i między innymi dlatego wyciągnąłem ją na lunch, by wiedziała, że zależy mi na tym prywatnie a nie służbowo.
- Słuchaj, przejdę do rzeczy, mógłbym owinąć to w bawełnę ale nie widzę takiego sensu. W ten piątek mamy bankiet. Taka tam nudna impreza. W każdym razie chciałbym abyś poszła tam jako moja osoba towarzysząca. Obowiązują stroje galowe, ah z resztą co się będę rozgadywał.
Sięgnąłem do kieszeni marynarki i wręczyłem jej ozdobne, gustowne zaproszenie wypisane złotą czcionką. Tak skarbie przyjęcie u snobów. Posłałem jej spojrzenie w stylu " Witam w moim okropnym świecie, ale to dopiero początek" .
- Jeżeli się zgodzisz to potem możemy pójść uczcić Twoją nową pracę. - zaproponowałem.
Będzie idealnie jeżeli się zgodzi ...No właśnie jeżeli się zgodzi. Na pewno jest świadoma, że będzie tam masa ludzi, a ja nie jestem osobą niewidzialną. Niestety idąc tam ze mną będzie w samiutkim centrum uwagi...

< Sav? Sory, że takie nijakie ale w sumie nie bardzo wiedziałam co napisać ;-; c: >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz