- Odpierdol się do kurwy nędzy. Było tak pięknie. - wysyczałem jej w twarz. Nienawiść i agresja, te dwa uczucia budziła we mnie to babsko.
- Ależ Lionku... - rzuciła słodko i uwiesiła mi się na szyi.
- NIE WPIERDALAJ SIE.! Ja nic od Ciebie nie chce więc bądź tak łaskawa i zniknij! Raz a na zawsze. - burknąłem jak ostatni cham i prostak, a oczy ludzi w około były skierowane tylko na nas. Ludzka wścibskość nie ma granic. Odepchnąłem ją od siebie
Co jak co ale jedno muszę jej przyznać mimo upływu czasu nic się nie zmieniła. Nadal ma tą swoją świetną, zgrabną, wysportowaną sylwetkę.
Ale co po tym? Nie tylko ona taką ma i nie tylko to się liczy. Chociażby Lex też jest niesamowicie zbudowana. Właśnie, gdzie ona u licha jest?
Stanąłem przed klubem i pośpiesznie rozejrzałem się po ulicy. Lewo, ani śladu. Na wprost podobnie. Zerknąłem w prawo i dostrzegłem drobny kobiecy kształt. Kolory w sumie też się zgadzały także bez wątpliwości stwierdziłem, że to ona. Niestety zaniepokoiło mnie coś innego... Nie szła sama. W odstępie paru a może parunastu kroków podążał za nią koleś podobnej do mnie postury. Nie byłoby w tym nic podejrzanego gdyby nie fakt, że ma na sobie mega obcisłą i krótką kieckę oraz tego, że widziany przeze mnie obraz obudził we mnie bardzo niepożądane uczucia.
Kurwa, kurwa, kurwa obym się mylił. W co ja wierzę? W tej kwestii zawsze należy dmuchać na zimne. Oj tak... Raz już popełniłem ten błąd. Drugi nie zamierzam. Ruszyłem biegiem w tamtą stronę z zabójczą prędkością.
-Lex! Uważaj! LEX!!! - darłem się ile sił w płucach jednak dziewczyna mnie nie słyszała.
Dogoniłem ich w samą porę a nawet trochę po czasie, gdyż ta namiastka mężczyzny zdążyła położyć swoje obleśne łapy na nie swojej własności. Nie znaczy to rzecz jasna że należy ona do mnie ale bądź co bądź na pewno nie do niego. Słowa, które wypowiedział pod adresem tej niewinnej damy odbiły mi się echem w głowie aby następnie zmrozić krew w żyłach i obudzić drzemiąca we mnie mniej miłą stronę. Żebym to ja go zaraz nie zostawił w krzakach jak ostatnie ścierwo.
-ZOSTAW JĄ!!! Zostaw ją, zboczeńcu!-krzyknąłem i chwyciłem go za wsiarz odciągając od dziewczyny. Zaraz się z nim tak zabawię, że seksu mu się do końca życia odechce. Rzuciłem się na niego z pięściami także po chwili napastnik leżał na ziemi. Jego ryj przyprawiał mnie o mdłości... Moje zacięcie było nie do opisania jakbym stracił panowanie nad sobą, jakbym wpadł w trans. Szczerze mówiąc nie czułem nawet ciosów, które mi zadawał, a gościu mojej miary siłą rzeczy musiał mi zadać ich parę. Liczyło się tylko to by dostał za swoje. Chlastałem go po mordzie raz za razem siedząc na nim okrakiem. Im bardziej puchła mu morda tym bardziej się nakręcałem. Furia? To zdecydowanie za słabe słowo by oddać to co czułem.
- Kurwa szmaciarzu jebany! Zatłukę Cię!!!- ryknąłem.
- Lion! LION!!! Wystarczy !- rozległ się przerażony krzyk Lex. On Cie dotknął, uwierz mi maleńka nie wystarczy. Jej rozkaz nie wywarł na mnie żadnego wrażenia. Oderwałem się od ledwo przytomnego kolesia dopiero kiedy mną szarpnęła. Płakała. Nie wiem czy dlatego że się mnie wystraszyła, czy przez to co miało miejsce, a może jeszcze z jakiegoś innego powodu.
- Nie płacz. - od razu zmiękłem i mój ton z ostrego zmienił się w łagodny i przyjemny. - Proszę nie płacz. Chodź do domu.
Objąłem ją i powoli weszliśmy do jej mieszkania. Była rozdygotana, a ja skonsternowany. Nie bardzo wiedziałem jak powinienem się zachować. Serio ktoś powinien pisać jakieś poradniki na każdą okazję.
Mieszkanie miała urządzone bardzo gustownie jednakowoż nie był to moment na podziwianie pomieszczeń. Rozejrzałem się pośpiesznie szukając jakiejś inspiracji... JEST!
Wszedłem do jej łazienki i zdjąłem wiszący na wieszaku milusi szlafrok. To da jej chyba poczucie jakiegoś bezpieczeństwa, nie? W końcu małe dzieci mają po coś swoje pluszowe kocyki. Opatuliłem ją i podprowadziłem do kanapy, na której usiedliśmy. Była w okropnym stanie i wcale jej się nie dziwię. Pierw ktoś próbuję Cię zgwałcić a potem patrzysz niemalże na śmierć człowieka... I tak była cholernie odważna i dzielna.
- Chodź tu myszor, przytul się. - wymamrotałem i przyciągnąłem ją blisko do siebie, tak że siedziała oparta o moją klatkę piersiową... . - Cichutko. Już dobrze mała... Przepraszam za to. Nie powinienem do tego dopuścić. No proszę już nie płacz. Jesteś tu ze mną bezpieczna. Jeżeli czegoś potrzebujesz to mów.
Uspokajałem ją w miarę swoich możliwości gładząc ją delikatnie po włosach. To wszystko było moją pierdoloną winą... Kurwa mać no przecież tylko ja potrafię wszystko tak koncertowo spierdolić.
- Wyjdź. - zaskomliła. O nie. Co to to nie. Będziesz chciała to jutro mnie wywalisz ale nie ma mowy, że dziś zostaniesz tu sama.
- Lex.Bebé... Proszę Cię. Jutro porozmawiamy teraz o tym nie myśl.
Nie wypuściłem jej z objęć ani na chwilkę i siedziałem tak godzinę a może więcej w milczeniu, aż w końcu udało jej się uspokoić i zasnąć. Dzielna dziewczynka.
-Confía en mí, por favor. Nie skrzywdzę Cię - wymruczałem cichutko pewien, że mnie nie słyszy i dałem jej delikatnego buziaczka w skroń. Następnie wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni. Rano będzie mniej zdezorientowana, chociaż tyle mogę zrobić. Zdjąłem jej buty, a następnie opatuliłem kołdrą. W innych okolicznościach bym ją przebrał, ale wolałem nie posuwać się tak daleko po takich rewelacjach. Dopiero kiedy emocje opadły i wytworzona przez organizm adrenalina przestała działać poczułem, że i mi się nieźle dostało. Kostki na pięściach miałem sine, rozcięty lewy łuk brwiowy, pękniętą wargę i lekko potłuczone żebra. Ale walić to to pikuś w porównaniu do bólu, który czuła Lexington,
Kierowany wszechogarniającym żalem i poczuciem winy przyniosłem sobie z kuchni taborecik i postawiłem w kącie pokoju, z którego będę mógł się jej uważnie przyglądać. Czemu? A temu, czy nie ma koszmarów i temu żeby nie była sama jak się obudzi. To chyba najgorsze co może być...
< Lex? ♥ >

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz