No nie. To się nie dzieje. No nie może być.
-Jesteś nie normalny-powiedziałam, zasłaniając oczy ręką.-Nawet się nie pytam, jak to wszystko zrobiłeś, bo czuję, że odpowiedź by mnie przeraziła.
-Oj, Lex... Daj już spokój. Chodź, zatańcz ze mną-uśmiechnął się uwodzicielsko.
-Czy Ty w ogóle pomyślałeś, co mi mogą zrobić, jak się dowiedzą, że coś takiego tu zorganizowałeś?
-Nic Ci nie zrobią, nie martw się. O wszystko zadbałem. A teraz niczym się nie przejmuj i po prostu ze mną zatańcz-uśmiechnął się jeszcze bardziej czarująco. Błagam, niech on tak nie robi, bo jeszcze trochę i się roztopię... Zupełnie nie wiedziałam, co zrobić, ale moje ciało przejęło inicjatywę.
Dałam się prowadzić Lionell'owi, pilnując, by jego ręka, która znajdowała się na mojej talii nie zsuwała się niżej.
-Dobrze tańczysz-powiedziałam. Skinął głową i uśmiechnął się. Cholera, ale on jest przystojny... I jeszcze to eleganckie ubranie... Zawsze ceniłam elegancję u mężczyzn, to rzecz, która strasznie mnie przyciąga.
Ale on się musiał postarać. Organizacja tego wszystkiego i to w tajemnicy przede mną... Czy to znaczy, że aż tak mu zależy?
Utwór się skończył. Lionell poprowadził mnie do stolika, odsunął przede mną krzesło i podsunął w odpowiednim momencie. Byłam po prostu oczarowana nim, jego zachowaniemni ogólnie tym wszystkim.
-Podoba Ci się?-spytał, jakby czytając w moich myślach. Skinęłam głową na potwierdzenie. Lion wziął lampkę wina i uniósł ją do góry w geście toastu.
-Za znajomość-uśmiechnął się. Ja zrobiłam to samo.
***
Staliśmy pod drzwiami mojego mieszkania.
-Co tu więcej mówić. Wieczór był wspaniały-powiedziałam, opierając się o drzwi.
-Cieszę się, że Ci się podobało-odparł z uśmiechem i popatrzył mi w oczy.
Atmosfera w lokalu była wprost magiczna. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i jeszcze trochę tańczyliśmy. Otworzyłam się przed nim, ale tak na prawdę nie powiedziałam mu o sobie nic prywatnego. To nie ten level znajomości. Nie miałam zielonego pojęcia co się ze mną stało, ale ta cała akcja... Podobało mi się to. Bardzo.
Po wszystkim Lion uparł się, że odprowadzi mnie do domu, więc co miałam zrobić. Nie minęło wiele czasu, a szliśmy trzymając się za ręce. I to, jak mi się wydawało, złapaliśmy się za dłonie z mojej inicjatywy.
Lex, co się z tobą dzieje?! Czy to... zakochanie? Nie, no bez przesady... Znasz go parę dni.
-Hej, ziemia do Lex... Żyjesz?
-Przepraszam, powtórzysz? Zamyśliłam się.
-Pytałem się, czy zobaczylibyśmy się jutro.
-Wiesz... Z chęcią-uśmiechnęłam się.
-To o dwudziestej w klubie "Pod Palmami"? To nie daleko stąd. Pasuje Ci?
-Pasuje-kiwnęłam głową. Przygryzłam wargę i spojrzałam mu w oczy.-Wiesz... Chciałam podziękować Ci za dzisiejszy wieczór. Było na prawdę niesamowicie. Jeszcze nikt czegoś takiego dla mnie nie zrobił.
-Nawet nie wiesz, jak cieszą mnie Twoje słowa-uśmiechnął się szeroko. Także się uśmiechnęłam, a potem... Nie no, coś jest ze mną zupełnie nie tak... Potem go pocałowałam. Na początku nieśmiało, bardzo delikatnie, a później, z każdą chwilą coraz pewniej i namiętniej. Nasze języki bawiły się ze sobą, a ten jego znalazł szczególne upodobanie w bawieniu się kolczykiem w moim języku.
Lionell wplótł dłoń w moje włosy, a ja zarzuciłam mu ręce na szyję. Pocałunek był niesamowicie długi, ale to było to, na co oboje czekaliśmy. W końcu odkleiłam się od niego, żeby złapać powietrze, ale wtedy dotarło do mnie, jak głupio postąpiłam. Całuję się z ledwo znanym mi facetem, który teraz zacznie sobie obiecywać nie wiadomo co. Ale co mi tam, czasu się nie cofnie.
-Wow-mruknął Lionell i przeczesał włosy palcami.-Wow.
Moja twarz płonęła już od dłuższej chwili, ale teraz poczułam, że jeszcze chwila przy nim i zapalę się cała.
-Jest już późno. Muszę iść-mruknęłam i otworzyłam drzwi kluczami wyjętymi z kieszeni.-Do jutra-uśmiechnęłam się.
-Do jutra-odparł.
***
Cały dzień rozmyślałam o wczorajszym wieczorze. O naszym pocałunku i ogólnie o tym wszystkim...
Za chwilę znowu się z nim zobaczę. Czy będę wiedziała jak się zachować po tym, co stało się wczoraj? Nie ważne. Szykuj się, Lex, bo zaraz się spóźnisz.
Zaczęłam suszyć włosy, potem rozczesałam je. Wzięłam kosmetyczkę i zaczęłam robić sobie standardowe wieczorowe smokey eye. Kiedy skończyłam pobiegłam do szafy i zaczęłam przeglądać jej zawartość. Co by tu ubrać... Mój wybór padł na białą bandażową sukienkę. Strasznie obcisłą, ale przez to ładnie podkreślała moją figurę. Do tego złote dodatki i buty a'la rzymianki. No i moje ulubione perfumy. W klubie na pewno będzie gorąco (cokolwiek miałoby to znaczyć) więc myślę, że taki strój całkiem pasuje.
Pojawiłam się pod klubem parę minut po dwudziestej. Lion już tam był. Podeszłam do niego i przywitałam się.
-No no no...-pokręcił głową z uznaniem.
-Co takiego?-spytałam, modląc się, żebym się nie czerwieniła.
-Nic. Po prostu pięknie wyglądasz-uśmiechnął się i poprowadził mnie do wejścia trzymając dłoń na mojej talii.
Zamówiliśmy drinki (uparł się, że on stawia), wypiliśmy je i poszliśmy tańczyć. Po paru piosenkach wróciliśmy z powrotem na stołki barowe. Zamówiliśmy kolejnr drinki.
-Fajny ten klub!-powiedziałam, przekrzykując muzykę.
-Też go lubię! Do nie fajnego bym Cię nie zabrał!-uśmiechnął się. Rozmawialiśmy dosyć długo, a ja parę razy przyłapałam Lionell'a na spoglądaniu na kogoś za mnie. Za którymś takim spojrzeniem po prostu się obróciłam i zobaczyłam jakąś dziewczynę, która wpatrywała sie w Lion'a jak w obrazek. Ciekawie...
Dopiłam drinka i oznajmiłam, że muszę iść do łazienki.
Jakie zaskoczenie czekało mnie kiedy wróciłam.
Ta szmata siedziała Lionell'owi na kolanach i całowała się z nim. A on.. No cóż, nie bronił się, a wręcz przeciwnie.
-No nie. No po prostu k.rwa no nie-warknęłam w mym rodzimym języku.-Co szmaciarz, co za łajza...
Lionell zobaczył mnie i wręcz zrzucił z siebie tą dziewczynę.
-Lex, to nie tak jak myślisz!-krzyknął, a mi zachciało się śmiać.
-Tak, tak. Rzuciła się na Ciebie. Właśnie widziałam-warknęłam. Zabrałam moją torebkę i nie czekając na jego wyjaśnienia wypadłam z klubu. Szłam prosto do siebie, w końcu ten cały klub był niedaleko. Przed budynkiem, w którym mieściło się moje mieszkanie przystanęłam, by wyciągnąć klucze do drzwi na klatce.
-Cześć piękna-usłyszałam tuż przy uchu. Wzdrygnęłam się i chciałam odejść, ale ten ktoś mnie złapał, i to tak, że nijak nie mogłam się wyrwać.
-Nie uciekaj. Chodź, pobawisz się ze mną-wyszeptał ten ochydny głos. Ręce napastnika zaczęły wędrować po moim ciele i jak można się domyśleć, nie omijały "strategicznych" punktów. Chciałam krzyknąć, ale ten mężczyzna zatkał mi usta.
-Tylko piśnij, a zgwałcę cię i zostawię w krzakach jak ścierwo. Rozumiesz? Lepiej bądź grzeczna...
-ZOSTAW JĄ!!! Zostaw ją, zboczeńcu!-krzyknął ktoś, a ja dopiero po chwili zrozumiałam, że to Lion.
Lionku, ratuj!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz