Spojrzałem na Lucy.
-Brałaś ją z restauracji?
-Na sto procent.
-No to mamy problem-westchnąłem. Spojrzałem na dziewczynę, jej mina chwyciła mnie za serce.-Poczekaj tutaj, dobrze? Zaraz wrócę. Nigdzie nie idź i uważaj na siebie, dobrze?
Nie czekając na odpowiedź odszedłem parę kroków od dziewczyny i rozejrzałem się. Pamiętałem jak ta torba wygląda, bo była bardzo ładna i pasowała do stroju dziewczyny, a ja zwracam uwagę na szczegóły.
Oho, są.
Dwóch wyrostków, chłopak i dziewczyna, w wieku około studenckim. Nie wyglądali zbyt przyjemnie, mógłym się założyć, że coś brali. Stali pod ścianą i razdm przeglądali zawartość torebki. Poza tym, chyba ich już kiedyś widziałem - wtedy magicznie zginął mi telefon (na szczeście staru rzęch). Podszedłem do nich.
-Cześć. Ładna torba-zacząłem.
-No wiem-mruknęła dziewczyna, nawet się na mnie nie spoglądając. Chłopak był chyba trochę bardziej ogranięty, bo próbował uciec. No właśnie, próbował. Złapałem oboje za wszarz i podniosłem do góry. Jakże teatralnie. Torebka upadła na ziemię.
-Dlaczego ją ukradliście?-spytałem, siląc się na spokój-Nie, dobra. Nawet mi nie mówcie. Dajcie mi ją, a nie zgłoszę sprawy na policję. Nie tylko tej, bo już kiedyś was spotkałem. To jak?
-Ale my nic nie ukradliśmy-zaskomlał chłopak.
-To jest torebka mojej... Bliskiej znajomej. Więc pozwolicie, że ją teraz zabiorę. Oczywiście wcześniej sprawdzę, czy wszystko w środku jest-puściłem dziewczynę, bo to ona wydawała mi się mniejszym złem i cały czas trzymając chłopaka schyliłem się po torbę. Jest telefon, portfel... Puściłem go na chwilę, żeby sprawdzić, czy nie jest pusty. Wszystko w nim było, więc spoko.
Coś błysnęło mi przed oczami, a ja w ułamku sekundy zrozumiałem, że to nóż. Schyliłem się po torbę unikając ciosu, a potem ciosem w nadgarstek napastniczki wytrąciłem jej nóż z ręki. Podniosłem go, poprawiłem torbę na ramieniu i odbiegłem stamtąd. Nie ma co się z nimi dłużej użerać.
-Proszę, oto Twoja torba. Chyba wszystko jest, ale sprawdź jeszcze.
-Jezu, Damon!-rzuciła mi się na szyję.-Wszystko widziałam! Oni mieli nóż!
Byłem zaskoczony jej gestem, więc objąłem ją dopiero po chwili.
-No, ale już nie mają-odparłem.
-Dziękuję-szepnęła mi na ucho. A potem... Nie no, to się nie dzieje! Dała mi całusa w policzek! Jest! Miałem ochotę podskoczyć jak małe dziecko, które dostało lody w gorący dzień.
-Oj tam. Nie dziękuj. Chodźmy stąd.
Poszliśmy więc do studio, przemyłem jej rany na dłoniach, które na szczęście były tylko powierzchowne. Potem zamknąłem salon i poszedłem ją odprowadzić. Czego to się nie robi dla pięknych dam.
Przez całą drogę gadaliśmy, o tym i owym, a ja zdałem sobie z tego sprawę, że bardzo lubię jej słuchać. Lucy prowadziła, więc ja tylko za nią szedłem. W końcu stanęliśmy przed jakimś motelem czy czymś takim.
-Tutaj mieszkasz...?-spytałem i spojrzałem na nią. Oblała się rumieńcem, a potem pacnęła się w czoło.
-No bo ja... Wiesz, nie miałam się gdzie zatrzymać, a nie mam kasy na wynajem mieszkania... No i tak to wyszło...
-To nie jest zbyt dobra okolica. Tutaj mogą zabrać Ci nie tylko torebkę. Ale trzeba było wcześniej powiedzieć, bo jeśli chcesz, to możesz przez jakiś czas mieszkać u mnie-odparłem i uśmiechnąłem się przyjaźnie.
Lucy? <333
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz