W czasie przerwy zdecydowałem się wyskoczyć na szybki lunch, bo czekała
mnie jeszcze masa roboty. O tej porze w restauracjach aż roiło się od
klientów, zatem tak jak wszyscy zająłem miejsce przy stoliku i cierpliwie czekałem
na swoją kolej, przeglądając przy tym sytuację rynku w dwudniowym wydaniu
gazety. Bardzo podobały mi się informacje ze strony trzynastej,
mianowicie wartość naszej spółki dzięki moim działaniom jeszcze wzrosła.
Ha, szef będzie po prostu wniebowzięty. I na dodatek wartość złota też
dzielnie pnie się w górę. Jedynie srebro nieco spadło ale to naprawdę
niewiele więc jak na razie nie ma co się niepokoić.
Kątem oka zauważyłem że w moim kierunku zbliża się jakaś kelnerka zatem oderwałem sie od fascynującej lektury i poprawiłem się nieznacznie na krześle.
Złożyłem zamówienie, mianowicie na pierwszą pozycję w menu i kieliszek czerwonego wina, który będzie smakował dobrze bez względu na to co dostanę. Poczekałem na swoje zamówienie, zjadłem i uregulowałem rachunek. No dobrze, dość tego dobrego pora się zbierać. Nie rozglądając się wokoło podniosłem się tym samym wytrącając kelnerce tacę tak, że jakaś zupa wylądowała na jej dotychczas nienagannie czystym uniformie.Cholera, mój błąd. Oczy wszystkich zebranych jak jeden mąż skierowały się na na nas... Kocham ludzką wścibskość. Nim zdążyłem przeprosić zmieszania dziewczyna o imieniu Savannah wyszytym na koszuli zniknęła na zapleczu. Będzie miała problemy? No na litość boską to nie z jej winy, jak będzie trzeba osobiście porozmawiam z jej przełożonym. Aczkolwiek takie rzeczy każdemu się zdarzają...
Wykorzystując okazję podszedłem do innej z kelnerek i użyłem wszystkich swoich magicznych sztuczek, aby wyciągnąć z niej nieco informacji na temat panienki Savannah. Dowiedziałem się niewiele, niemalże nic, z wyjątkiem tego, że jest dziwaczna i inna. Inna? Nie zauważyłem... Ma nogi, głowę, ręce. A dziwaczna? Wielkie mi halo, sam jestem dziwakiem.To, że robi coś w sposób inny niż przyjęty przez społeczeństwo i postrzegany jako normalny nie znaczy, że jest złym człowiekiem czy od razu dziwakiem. Nie powiem zostałem zaintrygowany. Bardzo, no bo co takiego może skrywać?
Nie długo później powróciła, ponownie czysta z nieco mniejszym zmieszaniem na buzi ale nadal podenerwowana. Podszedłem do niej powoli.
Przepraszam... -mruknąłem. - To było niechcący.
W odpowiedzi otrzymałem łagodne skinienie głową. Nie ma języka? Może dlatego jest inna
- Wszystko w porządku?
I znów to samo, jedyni kiwnięcie głową..
- W ramach rekompensaty chciałbym zaprosić panią na lunch.- wypaliłem.
- To nie będzie konieczne - wymamrotała niezrozumiale pod nosem.
- Ależ oczywiście, że będzie. - zaprotestowałem. Po pierwsze jestem ciekaw co skrywa ta istota, a po drugie nieco mniej ważne utrudniłem jej prace. Już, już chciała prawdopodobnie zaprotestować jednak nie dałem jej dość do głosu - A jak nie na obiad to chociaż na kawę.
Wówczas spostrzegłem przelotną iskierkę radości w jej oczach, taką jaką powinna mieć cały czas osoba w jej wieku.
- Cudownie. - wykrzywiłem usta w nieznacznym uśmiechu. - Zatem wpadnę po Ciebie po pracy, a teraz przepraszam.
Odwróciłem się i skierowałem ku wyjściu.Dzięki pani kelnerce numer dwa doskonale wiedziałem, o której Savannah będzie wolna.
Zadowolony z siebie wróciłem do firmy i skupiając swoją uwagę zrobiłem całą swoją pracę na tyle szybko aby móc wcześniej opuścić biuro tym samym nie robiąc sobie zaległości
Czas leciał nieubłaganie i nim se obejrzałem nadeszła pora na umówione spotkanie.
Punktualnie zjawiłem się pod lokalem, a dziewczyna wyłoniła się z niego
niecałą minute później. Jej zdumienia nie dało się nie zauważyć, co
sprawiło, że lekko się uśmiechnąłem...Nie spodziewałaś się księżniczko, co?
- Oto jestem. -rzuciłem.- Zatem kawa czy lunch?
< Savannah ? C: >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz