niedziela, 24 kwietnia 2016

Od Savannah CD Christopher'a

Czułam, że dzisiejszego dnia coś się stanie. Po prostu wiedziałam, że coś się wydarzy. No i się wydarzyło, upaćkano mnie zupą. Dobrze, że nie było dzisiaj menagerki, bo my mnie własnymi rękoma udusiła, zwłaszcza, że wczoraj uniformy wróciły z pralni. Zanim nawet poczułam, że moja twarz płonie zniknęłam na zapleczu. Zdjęłam pobrudzoną koszulę i założyłam nową. Chwilę zastanawiałam się, co robić- czy oddać tą popbrudzoną i narażać się na gniew przełożonej i zabrać ją do domu, wyprać samemu i mieć spokój. Oczywiście, wybrałam drugą opcję.
Wyjęłam z torebki reklamówkę, wpakowałam do niej koszulę i schowałam na samo dno torby.
Ogarnęłam się trochę, uspokoiłam oddech i wyszłam z zaplecza. Tam złapał mnie ten chłopak, co mnie polał. Przepraszał mnie i zaprosił na lunch. Jak zwykle czułam się trochę niezręcznie, ale starałam się robić dobrą minę do złej gry. Ale znając życie i mina była zła, bo na mojej twarzy wszystkie moje emocje odbijają się jak na lustrze.
Przez resztę zmiany chodziłam jak na szpilkach, byleby tylko uniknąć menagerki, która jednak się pojawiła. Kiedy skończyłam wyszłam z lokalu jak najszybciej. Znając życie, to nieprzyjemne babiszcze i tak się  dowie, ale lepiej odwlec to w czasie - spróbuje się mentalnie przygotować na tą rozmowę. Nie rozumiem, dlaczego oni mnie tam tak nie lubią? Co im zrobiłam? Wypadki chodzą po ludziach, ale jednak najbardziej chodzą po mnie.
Z zamyśleń wyrwał mnie widok chłopaka, który mnie oblał. Co on tu robi?
-Oto jestem. Zatem kawa czy lunch?
-Nie chcę robić Ci problemu...-zabrakło mi jego imienia, więc zawiesiłam głos.
-Wybacz, nie przedstawiłem się. Jestem Christopher.
-Nie chcę robić Ci problemu, Christopher.
-Ależ to żaden problem, uwierz-zapewnił i uśmiechnął się przekonująco.-To jak?
-To może kawa...-powirdziałam cicho. Skinął głową.
-Znam niedaleko świetną kawiarnię, chodźmy.
***
Przyniesiono nam nasze zamówienia-mi caffe latte i szarlotkę z lodami, a jemu czarną kawę i jagodowego muffina.
Wsypałam do wysokiej szklanki dwie saszetki brązowego cukru i zamieszałam.
-Opowiedz mi coś o sobie-usłyszałam. Podniosłam na niego wzrok.
-Nie lubię o sobie mówić-mruknęłam, bojąc się, że spalę buraka.
-Nalegam-do wypowiedzi dołączył bardzo przyjemny uśmiech. Speszyłam się, ale postanowiłam coś powiedzieć.
-Jestem z Chicago, a mieszkam tutaj, bo to od zawsze było moje marzenie-upiłam łyk kawy, zastanawiając się co dalej powiedzieć.-Jeżdżę konno i lubię czytać książki. Nie pogardzę też dobrym filmem. Nie wiem, co jeszcze powiedzieć, nie ma we mnie nic specjalnego-dokończyłam i zabrałam się za topniejące już lody. Cały czas czułam na sobie wzrok Christophera, przez co byłam jeszcze bardziej spięta.
W pewnej chwili poczułam mocne szarpnięcie za krzesło, to przepychał się jakiś facet. Nawet nie przeprosił, super.
-Twoja torba-wskazał Christopher. Rzeczywiście, kiedy ten facet potrącił moje krzesło, torba spadła (była zawieszona na oparciu) a na dodatek nie była zamknięta, więc wszystko się wywaliło. Odeszłam od stołu i zaczęłam wszystko sprzątać.
-Poczekaj-polecił. Zamarłam w pół ruchu i spojrzałam się na niego z lekkim przestrachem.-Czy to ta koszula?-spytał, a jego ton sprawił, że nie mogłam nie odpowiedzieć.
-Tak.
-Dlaczego ją zabrałaś? Wydawało mi się, że to cywilizowana restauracja i że piorą tam wasze uniformy.
Zrobiło mi się głupio, ale jego naglące spojrzenie przywołało mnie do porządku.
-Mamy tylko po dwa komplety, a wczoraj wróciły z pralni-zaczęłam niezbyt składnie mówić.-Jeśli komuś coś się przydarza to tylko mi, menagerka mnie za to nienawidzi. Pomyślałam więc, że sama to wypiorę i nie będzie żadnego problemu, ale myślę, że pewne życzliwe osoby już jej o wszystkim powiedziały. No cóż, nie wszystkim przypadam do gustu, ale na szczęście większość ludzi po prostu mnie nie zauważa...
Christopherze? C;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz